piątek, 4 lipca 2014

Rozdział I

                   Szczerze mówiąc nigdy nie przepadałem za długimi podróżami. Gdy byłem młodszy, zawsze spędzałem je na tylnym siedzeniu samochodu, wciśnięty między foteliki moich młodszych sióstr. W tłumie kłótni i poważnych rozmów rodziców oraz radosnych pisków i zabaw czterech blondynek, nie potrafiłem odnaleźć swojego miejsca. Zawsze zamykałem się w sobie, jedynie od czasu do czasu udzielając zdawkowe odpowiedzi na pytania zadawane przez moją rodzicielkę. To właśnie podczas takich "rodzinnych wypadów" uświadamiałem sobie iż wcale do nich nie pasuję. Owszem, kochałem ich, jednak wśród swoich bliskich czułem się niezwykle obco.
                   Nigdy jednak nie obwiniałem o to swoich rodziców. Zawsze byłem zdania iż robią oni wszystko co w ich mocy, by mi i moim młodszym siostrom żyło się jak najlepiej, za co byłem im niezmiernie wdzięczny. Mimo wszystko, w pogoni za dobrobytem, zapominali oni o najważniejszych rodzinnych wartościach. Choć żadna z nich nie przyznałaby tego na głos, byłem święcie przekonany o tym, że każda z moich sióstr poświęciłaby siódmą w tym tygodniu lalkę Barbie na rzecz soboty spędzonej w towarzystwie naszego, pracującego w pocie czoła ojca.
                   Sądzę, że styl życia, w którym pieniądz był traktowany jak ósmy członek naszej rodziny, powoli, małymi krokami prowadził do jej nieuchronnego rozpadu. Jako pierwszy odszedł ojciec. Składając w sądzie rodzinnym wniosek o rozwód ze swoja żoną, który znalazłem w czasie wiosennych porządków zrobił to jedynie teoretycznie, lecz część praktyczna była tylko kwestią czasu. Jako następny odszedłem ja. Nawet nie pożegnałem się z rodziną. Ostatnią wizytę w rodzinnym domu, złożyłem dzień po tym jak moje nazwisko zostało wykreślone z listy uczniów uczęszczających do najbardziej prestiżowej uczelni w Manchesterze. Moi rodzice oszczędzali całe moje życie, bym mógł na niej studiować. Pokładali we mnie wielkie nadzieje, lecz ja rozczarowałem ich tak, jak jeszcze nigdy. Nie było krzyku. Nie było awantury. Były tylko dwie pary, wpatrzonych we mnie, pełnych zawodu oczu. Gdy spytali czy mam inne plany na przyszłość, milczałem, albowiem nie miałem żadnych. Nie miałem wykształcenia, domu ani pracy. Nie zostało mi nic. I choć zawsze mogłem na nich liczyć, tym razem rodzice nie mogli udzielić mi pomocy. Nawet gdyby mi ją zaoferowali, zmuszony byłbym ją odrzucić. Musiałem nauczyć się żyć na własny rachunek. Prędzej czy później życie zmusiłoby mnie do stania się bardziej samodzielnym, a szósty zmysł nieustannie podpowiadał mi iż właśnie nastał ten czas. Tak więc pożegnałem się z rodzicami, obiecując, że w czwartek wpadnę na obiad. Cóż... nie wpadłem. Zamiast tego siedziałem za kierownicą pożyczonego samochodu, pokonując pierwszy odcinek trasy, która miała być drogą prowadzącą do bram mojego nowego życia. Lepszego życia.
                   Decyzja o wyjeździe do Paryża była dość spontaniczna. Podejmując ją nie miałem nawet czasu zastanowić się, czy aby na pewno nie będę jej żałował. Razem z nakazem eksmisji, w skrzynce pocztowej znalazłem list od mojego starego kumpla Zayna. Wiem o czym teraz myślicie. Jest XXI wiek, kto normalny wysyła jeszcze listy? Cóż... Zayn nigdy nie zaliczał się do osób normalnych. W końcu był artystą. Artyści z reguły bywają dziwni. Tak samo jak nasza relacja z resztą. Poznaliśmy się w wieku ośmiu lat i spotykaliśmy jedynie podczas moich corocznych wakacji, w jego rodzinnej miejscowości. Wraz z rodzicami i siostrami zawsze zatrzymywaliśmy się w pensjonacie jego rodziców. Już pierwszego dnia naszej znajomości dogadywaliśmy się świetnie i mimo różnicy charakterów nigdy nie dochodziło między nami do żadnych sporów. Rok w rok, Zayn prowadzał mnie do portu, gdzie pokazywał mi różnorakie promy wycieczkowe, czy też łodzie rybackie, opowiadając o swoich marzeniach związanych z pływaniem. Zawsze zazdrościłem mu tego niezłomnego przekonania o tym, że w przyszłości zostanie kapitanem. Ja nigdy nie wiedziałem, w jakim kierunku powinienem był podążać. Nawet teraz, albowiem zanim mnie z nich wylali, kilkakrotnie rozważałem zmianę kierunku studiów. Wracając do Zayna - gdy miał czternaście lat powiedział, że wolałby budować statki niż nimi pływać. Gdy skończył piętnaście uznał iż najlepiej wyszłoby mu projektowanie. Natomiast w wieku szesnastu lat również chciał projektować, lecz już nie statki. Trzy lata temu powiedział, że gdy skończy liceum zamierza wybrać się na uczelnie na wydział sztuk pięknych. Ludzie się nie zmieniają, po prostu dojrzewają, tak samo jak ich decyzje. W zeszłym i poprzednim roku również odwiedziłem Zayna latem, jednak tym razem bez rodziny. Byłem już za stary, by jeździć na wakacje z rodzicami. Wszystkie pozostałe trzysta pięćdziesiąt dni w roku utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny, lub jak preferował Zayn - listowny. Jednak po przeczytaniu nakazu eksmisji, gdy tylko zauważyłem jego nazwisko na drugiej kopercie, nawet jej nie otwierając, chwyciłem za komórkę, wykręcając jego numer. Choć wcześniej nie wspominałem mu o tym ani słowem, gdy tylko usłyszałem jego głos po drugiej stronie słuchawki zalałem go oceanem słów, opowiadając wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, nie zapominając o użalaniu się nad sobą. Zakończyłem słowami "Nie wiem, Zayn. Po prostu nie wiem. Nie mam pojęcia co dalej", na co chłopak po chwili namysłu rzucił beztroskie "Wpadnij do mnie". I na początku taki faktycznie był plan. Jednak na podróż brakowało mi pieniędzy, których niestety nie mogłem pożyczyć od rodziców. Zdałem sobie też sprawę z tego, że to nic mi nie da. Wtedy Zayn - jako artysta - wygłosił mi długą, głęboką przemowę na temat sensu i celu życia, po której dosłownie mnie olśniło. Starając się choć przez chwilę poczuć tak beztrosko jak mulat, rzuciłem krótkie "Jadę do Paryża", za co zostałem nagrodzony pełnymi aprobaty słowami. Zayn dogadał się ze znajomym swojego ojca i załatwił mi darmowe miejsce na promie, który odpływał 30 czerwca, czyli za równy miesiąc od początku mojej podróży. Miałem niespełna cztery tygodnie, by zarobić nieco pieniędzy i praktycznie pieszo lub autobusami dotrzeć nad morze, gdzie jeszcze na kilka dni obiecałem zatrzymać się u Zayna.
                   Chciałem zacząć od nowa i to chyba był najlepszy sposób. W duchu modliłem się jednak o to, by wszystko poszło zgodnie z planem. Planem, który obejmował spanie na dworcu lub w polu oraz samotną podróż przez prawie cały kraj. Równie dobrze, gdzieś po drodze mógłbym zginąć. Gdy dzieliłem się swoimi obawami z Zaynem, jedynym co usłyszałem od niego w odpowiedzi było "Daj spokój Louis, raz się żyje. YOLO, pamiętasz?". Czasem zastanawiałem się czy jest on artystą czy po prostu zwykłym hipisem. W końcu widywałem się z nim tylko raz do roku. Skąd miałem wiedzieć, że tym razem nie będzie miał włosów do ramion i okrągłych, kolorowych okularów?
                   Przemierzałem właśnie niezabudowany odcinek drogi, gdy nagle z zamyślenia wyrwał mnie cichy szmer, definitywnie rozlegający się wewnątrz samochodu. Gdy po chwili nie powtórzył się on, uznałem iż musiałem się zwyczajnie przesłyszeć i puściłem to w niepamięć, ponownie skupiając wzrok na drodze. W pewnym momencie jednak, we wstecznym lusterku zauważyłem niepewnie wysuwającą się zza mojego fotela burzę kasztanowych loków i nieco mętne szmaragdowe tęczówki wpatrujące się we mnie w dość błagalny sposób.
-Mógłbyś trochę zwolnić? Mam chorobę lokomocyjną - w aucie rozległ się głęboki, chłopięcy głos.
                   Zszokowany z całej siły nadepnąłem na hamulec, sprawiając iż samochód natychmiastowo zatrzymał się w miejscu, a grawitacja szarpnęła nim do przodu. Siedzący na podłodze chłopak nie był przypięty pasami co spowodowało jego czołowe zderzenie się z przednim fotelem.
-Auć - jęknął na bolesne doznanie, masując swoje zaczerwienione czoło.
                   Wziąłem kilka głębszych oddechów, by nieco się uspokoić, jednak krew gotowała się we mnie w wręcz bolesny sposób. Moje knykcie zbielały w następstwie siły z jaką zaciskałem dłonie na kierownicy. To nie mogła być prawda. Czy ten dzieciak naprawdę zakradł się do mojego samochodu i siedział w nim jak mysz pod miotłą przez przeszło półtorej godziny? Przecież wyraziłem się jasno, że nie potrzebuję żadnych pasażerów na gapę! Nie mogąc dłużej nad sobą panować, szarpnąłem za pas bezpieczeństwa, odpinając go, po czym jak oparzony wyskoczyłem z auta, ruszając do tylnych drzwi. Otworzywszy je, przywitał mnie widok wysokiego nastolatka zwiniętego w kulkę na podłodze samochodu. Długie, szczupłe nogi miał podciągnięte pod klatkę piersiową, obejmując je ramionami. Jego kasztanowe loki roztrzepane były na wszystkie strony, a smutne, szmaragdowe tęczówki utkwione w mojej twarzy z pewną iskrą niepewności. Pełne, wiśniowe wargi przypominały kształtem małą literkę "o", lecz szybko zamknął je, przygryzając dolną wargę. W pierwszej chwili pomyślałem, że wygląda to całkiem słodko, jednak momentalnie otrząsnąłem się, ponownie wpadając w szał. Nie czekając dłużej, chwyciłem dekolt swetra kędzierzawego, brutalnie wyciągając go z auta. Niczego niespodziewający się chłopiec, bardzo pokornie pozwolił przygwoździć się do zamkniętych uprzednio drzwi samochodu. Nadal trzymając go za fraki, naparłem na niego ciężarem całego ciała i choć był o pół głowy wyższy ode mnie, nie miał wystarczająco dużo siły, by móc mi się przeciwstawić.
-Czy tobie kompletnie odbiło?! - warknąłem tuż na wprost jego twarzy.
-Ja... - zaczął jednak, nie pozwoliłem mu dojść do słowa.
-Skąd w ogóle się tu wziąłeś?! - wrzasnąłem wyprowadzony z równowagi, zmniejszając dystans między nami kolejnym szarpnięciem za dekolt jego swetra.
-Zostawiłeś otwarte drzwi i pomyślałem... - szepnął, lecz znów wszedłem mu w słowo.
-W takim razie źle myślałeś. Czy zdajesz sobie sprawę z tego co narobiłeś? - naprawdę toczyłem ze sobą wewnętrzną walkę o to, by go nie uderzyć.
-Nie... - niepewnie pokręcił głową.
-Teraz będę musiał cię odwieźć, przez co łącznie będę miał co najmniej trzy godziny w plecy. Mam tylko jedną szansę, by wsiąść na prom i możliwe, że właśnie mnie jej pozbawiłeś! - popchnąłem go z powrotem na drzwi samochodu, stawiając krok w tył. Owszem, miałem miesiąc, by dotrzeć na prom, lecz każda godzina była niezwykle cenna! Musiałem pokonać wyznaczoną trasę i zarobić trochę pieniędzy, a nie robić za szofera jakiegoś smarkacza!
-Więc mnie nie odwoź - odparł po chwili ciszy, zupełnie jakby była to najoczywistsza odpowiedź na świecie.
-Niby jak to sobie wyobrażasz? Że zostawię cię na środku pustkowia, półtorej godziny drogi od domu? Niezależnie od tego jak bardzo wściekły jestem na ciebie w tej chwili, mam w sobie jeszcze resztki człowieczeństwa - prychnąłem, poczynając krążyć w tę i z powrotem, przeczesując włosy palcami.
-Nie o to mi chodzi. Zabierz mnie ze sobą do Paryża - powiedział, brzmiąc na niezwykle zdecydowanego.
-Musiałbym być szalony, by to zrobić - prychnąłem nieco rozpaczliwie.
-Czemu? - autentycznie się zdziwił.
-Nie wmówisz mi, że nie widzisz nic złego w wywożeniu piętnastolatka za granicę, bo ma taki kaprys - westchnąłem, stając na przeciwko niego.
-Mam siedemnaście lat - wydął dolną wargę, urażony, jednocześnie krzyżując ramiona na piersi.
-To niczego nie zmienia. Ty nadal jesteś niepełnoletni, a to wciąż jest zwyczajne porwanie. Mogą nie za to wsadzić, wiesz? - uniosłem jedną brew, naśladując jego gest.
-Przecież nikt się nie dowie - wymruczał.
-A co z twoimi rodzicami? Będą cię szukać - zwróciłem mu uwagę.
-Uwierz mi, że nie będą - szepnął, odwracając wzrok.
-Moja odpowiedź nadal brzmi nie. Po prostu nie ma mowy - zadeklarowałem, rozkładając ramiona.
-Dlaczego? - jęknął, ponownie wlepiając we mnie parę zielonych oczu.
-Nie mogę tak po prostu wywieźć cię do Paryża, bo postanowiłeś zbuntować się, po tym jak rodzice odmówili ci kupna trzeciego w tym tygodniu iPhone'a - warknąłem. Ile razy jeszcze miałem powtarzać nie?
-To nie tak... - sapnął, brzmiąc dość bezradnie.
-Daj spokój i wsiadaj do samochodu, nie mam czasu na te bzdury. Im szybciej cię odwiozę, tym szybciej będę mógł ruszyć w drogę - syknąłem zniecierpliwiony, wskazując gestem dłoni, drzwi auta.
-Proszę, weź mnie ze sobą - nalegał, błagalnym tonem.
-Nie ma mowy - powtórzyłem.
-Zapłacę - zaoferował niespodziewanie.
-Ah, tak? Więc oświeć mnie proszę, skąd masz pieniądze? - uniosłem jedną brew, pozostając sceptycznym.
-Nie mam... - przyznał po chwili, krzywiąc się lekko.
-No właśnie - prychnąłem, ruszając w kierunku otwartych drzwi od strony kierowcy.
-Czekaj, nie pozwoliłeś mi powiedzieć jak chcę zapłacić - zawołał, łapiąc mnie za ramię.
-Skoro nie pieniędzmi to czym? - zatrzymałem się w pół kroku, mierząc go podejrzliwym spojrzeniem.
-Są różne sposoby - wyszeptał dość niepewnie, drżącym głosem, wypuszczając moje ramię z uścisku. Przez chwilę przyglądałem się jego twarzy wykrzywionej w bolesnym grymasie. Nawiązując z nim kontakt wzrokowy dostrzegłem głęboki szmaragdowy odcień jego tęczówek oraz czające się w nich przygnębienie. Jego uśmiech był w stanie rozświetlić każdy mrok, lecz oczy zawsze pozostawały smutne. W momencie, w którym wypełniły się łzami, zrozumiałem, że coś jest nie tak. Dostrzegając kątem oka, ruch jego dłoni, przeniosłem na nie swój wzrok, po czym niemalże zachłysnąłem się powietrzem. Chłopiec bardzo niechętnie, w ślimaczym tempie, ściągał z siebie spodnie, których guzik i rozporek zdążył odpiąć już wcześniej. Jeśli przedtem jego oczy były smutne, teraz wyrażały jedynie czystą rozpacz i wołanie o pomoc.
-Na miłość boską! Ubieraj się i to w tej chwili! - zawołałem przerażony, odwracając wzrok, by nie naruszać jego prywatności.
-Nic innego nie mogę ci zaoferować - jęknął, będąc naprawdę bliskim łez.
-Jesteś aż tak zdesperowany, by sprzedać się obcemu mężczyźnie, by tylko wywiózł cię jak najdalej stąd? - ukryłem twarz w dłoniach, lecz uniosłem ją z powrotem, nie doczekawszy się odpowiedzi. -Tu nie chodzi tylko o iPhone'a, prawda? - spytałem, patrząc na niego ze współczuciem.
-Nie... - pokręcił głową, obejmując się ramionami, a ja zachodziłem w głowę, gdzie się podział chłopiec, który jeszcze przed chwilą pytał o mój ulubiony kolor i chwalił się samodzielnie ozdobioną okładką atlasu.
-Nadal nie jestem przekonany - wyznałem czując się naprawdę rozdartym. Z jednej strony nie mogłem tak po prostu wziąć go ze sobą, przecież nawet się nie znaliśmy, jednak z drugiej miał w sobie coś co sprawiało, że człowiek chciał go przygarnąć i się nim zaopiekować.
-Przysięgam, że mam naprawdę dobry powód, by uciec. Jeszcze nie teraz, ale obiecuję, że w końcu ci go wyjawię i wtedy zrozumiesz, że dobrze zrobiłeś zabierając mnie z Homles Chapel - mówił błagalnym tonem, z powrotem zapinając swoje spodnie.
-Przypomnij mi swoje imię, żebym mógł je westchnąć - poprosiłem.
-Harry - odparł chłopak.
-Harry... - westchnąłem, opuszczając ramiona, na co ten zachichotał słodko.
-Proszę... - uśmiechnął się przygryzając dolną wargę, przez co jego dołeczki stały się jeszcze bardziej widoczne.
-To nie takie proste... - nadal się wahałem.
-Proszę, zabierz mnie ze sobą do Paryża, a zrobię co tylko zechcesz - znów zaczął błagać.
-Wierzę na słowo - skrzywiłem się lekko, wspominając kilka ubiegłych minut, podczas których brunet udowodnił iż naprawdę stać go na wiele.
-Proszę... - powtórzył, lecz tym razem mnie złamał.
-Wskakuj do samochodu, nie mamy zbyt wiele czasu. Nasz prom odpływa za miesiąc. Za kilkanaście kilometrów muszę oddać samochód kumplowi i resztę drogi będziemy musieli przebyć autobusami lub na pieszo. W tym czasie musimy też zarobić trochę pieniędzy i chcąc nie chcąc robić jakieś przerwy i postoje. Podjęliśmy się wyzwania pokonania prawie całego kraju. Nie mamy czasu do stracenia - westchnąłem, mimowolnie unosząc kąciki ust.
-Tak bardzo, bardzo ci dziękuję - ucieszył się niczym mała dziewczynka, wpadając w moje ramiona. Rękoma oplótł mnie wokół talii i choć był wyższy ode mnie, ułożył głowę na mojej klatce piersiowej, mocno się w nią wtulając.
-Podziękujesz mi, gdy będziemy w Paryżu - szepnąłem, czule gładząc go po plecach, lecz w głowie cały czas słyszałem głos zdrowego rozsądku, który na całe gardło krzyczał "W coś ty najlepszego się wpakował, Louis?!".

✗ ✗ ✗

Tak więc dwa tygodnie po premierze prologu Małego Księcia powracam do was z pierwszym rozdziałem. Dziękuję wszystkim, którzy nie szczędzili mi pochlebnych opinii na jego temat i zadeklarowali się, iż będą czytać kolejne części tego opowiadania, ponieważ jest to dla mnie ogromna motywacja :)
Poza tym skoro dodałam już dwa posty, poprowadzę to opowiadanie do epilogu, nawet jeśli miałyby przeczytać go dwie osoby x

19 komentarzy:

  1. yaay cudowny rozdział, ciesze sie że ędziesz pisać dalej, już nie moge sie doczekać kolejnego @hungryh0ranx

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ukrywajmy, jesteś genialna i okropnie się cieszę, że postanowiłaś skończyć to opowiadanie! *szał fangirl*
    Śmiało mogę teraz nazwać Lou idiotą. Co tam, że go nie znam, co tam, że chciał sprzedać się po to, bym zabrał go do Paryża, co tam, że jeszcze kilka godzin temu uważałem, że jest chorym psychicznie dzieckiem, co tam i tak zabiorę go ze sobą! Nie będę sobie żałował, przecież zaczynam życie od nowa!
    Okej, rozumiem Lou :)
    Harry, człowiek z wieloma obliczami. Niekoniecznie normalny ;o Na początku naprawdę myślałam, że on chcę iść na piechotę do domu i jakież było moje zdziwienie kiedy powiedział, że jedzie z Louisem do Paryża, ach no tak to żadna nowość.
    Hazz naprawdę musi mieć powód dlaczego chce jechać do Paryża, no bo kto normalny jedzie z obcym tak daleko? Tylko ten, który potrzebuje pomocy i odskoczni. Naprawdę jestem ciekawa co ten chłopak w sobie kryje i czy zmieni Louisa na tyle, że ten zobaczy coś innego w swoim życiu, niżeli ten Paryż.
    I nie okrywajmy, to opowiadanie jest ndjbfeubfuewnxinedfvreyvy, ok? :D Cieszę się straszne, mega xx Wiem, że mój komentarz bez składu i ładu, ale to jestem ja - Ewelina, wielka optymistyczna dziewucha!
    Kocham Cię mocno!
    Twoja E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham ciebie i twoje podejście!
    Pomysł spodobał mi się od razu a wykonanie wydaje się być jeszcze lepsze :D
    OMG martwię się o Harry'ego, co się stało? Ktoś go skrzywdził? :C
    Nie mogę się doczekać jak akcja się rozkręci...
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  4. Harry mnie strasznie intryguje(?), denerwuje, ale jest mega słodki i taki adjzjwodjsosjdksksjjd*-* (nie należę do elokwentnych osób xd). Lou mnie zadziwia. Poznałem cię 2godziny temu, myślałem, że jesteś nienormalny i właśnie chciałeś dać się przelecieć obcemu facetowi, ale jasne, możesz jechać ze mną. YOLO. No cóż czekam z niecierpliwością na next. Love @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej chciałam ci powiedzieć że na tumblrze daje ci serduszka ale czytam tu bo tak mi wygodniej

    w najbliższym czasie możesz się też spodziewać długigi i rozwiniętego komętarza o de mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. "przypomnij mi swoje imię, żebym mógł je westchnąć"
    to mnie po prostu rozjebało! xD najlepszy tekst ever! xD a Hazzuś biedny taki zdesperowany, że na dziwkę by mógł iść? o.O jeju, co takiego złego się dzieje w jego domu? :C btw. wiedziałam, że on ma coś wspólnego z tym otwartym autem! :D świetne to jest naprawdę :D
    no i dzięki Ci Panie, że jedna normalna się znalazła, co może pisać nawet dla dwóch osób, bo JA zamierzam zostać do końca :3
    kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  7. jak harry zaczął się rozbierać... o boże XD
    tak w ogóle to spodziewałam się tego, że pojedzie z louisem. pomysł na opowiadanie jest z a j e b i s t y.
    czekam na kolejny rozdział<3
    @jvstbrooks

    OdpowiedzUsuń
  8. HAHAHAHAH Co zapamiętałam?

    "YOLO, pamiętasz?"

    Nie mam pojęcia dlaczego :/


    Ale taki Harry zdesperowany, że aż się sprzedać chciał ... Ojeju :(

    "Przypomnij mi swoje imię, żebym mógł je westchnąć"
    zaczęłam się śmiać, a przy stole siedzieli bracia i się tak trochę dziwnie na mnie spojrzeli xd

    Rozdział taki mocno opisowy, że tak napiszę ... Nie wiem jak to nazwać xd Ale w sumie dobrze, bo dowiadujemy się o co chodzi ;D

    Czekam na kolejny ^^

    Pozdrawiam,
    Zickyy Xx

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham to ♡ wydaje mi sie, ze Harry jedt trochę chory psychicznie? jeśli tak to można nazwać

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział Harry naprawde musi mieć źle w domu...biedactwo
    Z niecierpliwoscią czekam na nexxta pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale kochane <3 ciekawe co kryje Harry :o nie moge sie doczekać kolejnych rozdziałów! ;) świetnee! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo szkoda mi Louisa i jego sytuacji z rodziną,a jeszcze bardzoej szkoda mi Harrego... Jest taki kruchy malutki,o mój boże... Ale Lou jest kochany że zgodził się go zabrać. I był ich pierwszy uroczy moment awwww x czekam na kolejny rozdział i musisz woedzieć że jestem bardzo bardzo podekscytowana tym opowiadaniem x już jest ono moim ukochanym x

    OdpowiedzUsuń
  13. jakie kurwa 2 osoby? chyba się one rozmnożyły... ok, ff jak zawsze świetnie, rewelacyjne i wgl jhvdhvhjkhdk. Zakładam nowego bloga o Larrym i jeśli chcesz to zapraszam :) pozdrawiam

    larrys-hidden-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże, jakie to jest kochane <3 Zapowiada się Twoje najlepsze opowiadanie <33
    Szczerze, już nie mogę się doczekać następnego, choć dopiero poniedziałek, a muszę czekać do soboty :(
    I dlatego.mam pytanie, czy mogłabyś dodawać rozdziały częściej? Pytam, ponieważ są wakacje i wszyscy mamy więcej czasu. Może moglabys dodawać je chociaż dwa razy w tygodniu?
    Jeżeli nie masz czasu lub nie dasz rady, to powiedz, a ja zrozumiem :)
    po prostu bardzo ciekawi mnie dalszy ciąg, wybacz xd To dlatego, że to jest takie zajebiste :D
    Odpowiedz, co o tym sądzisz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejku!! Ale to jest cudowne! Z chęcią będę to czytać ^^ Już nie mogę się doczekać nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział, czekam na nowy! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. JEJCIU IDEALNIE ♥
    HARRY WYGRYWA WSZYTKO HAHAHA XD ♥
    Jest świetny w tym opowiadaniu! :D
    Czekam na kolejny ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiesz...czytam to fanfiction co roku od kiedy tylko je przeczytałam. Jest to pierwsze ff jakie przeczytałam i się w nim zakochałam. Cieszę się, że mogę przeżywać tą historię od nowa z bohaterami. Mam do tego fanfiction ogromny sentyment. Dzięki niemu odkryłam jak piękne są opowiadania i książki. Od czasu gdy je tylko przeczytałam zaczęłam doceniać książki. Niegdyś były dla mnie tylko pustymi słowami i lekturami szkolnymi. Chciałam teraz pochwalić twój talent i twórczość. Dziękuję za to, że mogę je czytać i to przeżywać ♥ All the love xx

    OdpowiedzUsuń