sobota, 12 lipca 2014

Rozdział II

                   Mimo upływu niemalże pięciu minut, ramiona Harrego w dalszym ciągu owinięte były wokół mojej talii. Nie wiedząc co innego mógłbym zrobić, zwyczajnie trzymałem go w żelaznym uścisku, pozwalając  mu przelać na siebie wszystkie kłębiące się w jego sercu emocje. Głowę ułożył na moim ramieniu, chowając twarz w jego zagłębieniu. Emanowało od niego przyjemne ciepło, a jego duże dłonie umieścił u dołu moich pleców, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nami, który już w tamtym momencie był niemalże zerowy. Jednak w momencie, w którym począł wodzić czubkiem swojego nosa po skórze mojej szyi, mamrocząc jakieś niezrozumiałe słowa, spiąłem się, czując się dość niezręcznie. Zaalarmowany, rozluźniłem uścisk, lecz chłopiec kontynuował wykonywaną wcześniej czynność, łaskocząc mnie przy tym burzą swoich loków. Starając się pozostać taktownym, ułożyłem dłonie na jego klatce piersiowej, delikatnie go od siebie odpychając. Chłopiec niezwykle pokornie wyswobodził mnie ze swojego uścisku, stawiając krok w tył. Mimo wszystko na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, który choć raz dotarł również do oczu. Zatapiając się w jego szmaragdowych tęczówkach, nie mogłem uwierzyć w to jak piękne były w tamtym momencie. Mieniły się one, bowiem wszystkimi odcieniami zieleni, które rozjaśniała żarząca się w nich iskra. Korzystając z okazji, postanowiłem lepiej przyjrzeć się chłopcu. Jego nos był prosty i zgrabny, przez co nadawał jego twarzy charakterystyczny wyraz. Wiśniowe wargi były niezwykle jędrne i pełne i gdyby tylko Harry nie był w gruncie rzeczy nieznajomym mi siedemnastolatkiem, zapewne nie mógłbym powstrzymać się od złączenia ich z moimi. Loczek ogólnie nie należał do najniższych, lecz jego piórkowa waga, jedynie to podkreślała. Ubrany był w czarne jeansy oraz cienki wełniany sweter, czyli nic specjalnego. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego iż wiedział on, że go obserwuję. Nie wydawał się jednak mieć nic przeciwko, cierpliwie podążając za moim spojrzeniem, czekając aż skończę. W momencie, w którym ponownie nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, chłopiec posłał mi kolejny ciepły uśmiech, który nieświadomie odwzajemniłem.
-Patrzyłeś na mnie - wypalił splatając dłonie za plecami. W słodkim uśmiechu przygryzł dolną wargę, wspinając się i opuszczając na palcach, kołysząc przy tym biodrami w przód i tył, czyli robiąc dokładnie to samo co pięcioletnie dzieci, niemogące wysiedzieć w miejscu dłużej niż pięć minut.
-Owszem. Masz coś przeciwko? - spytałem, gdyż nie chciałem, by czuł się w moim towarzystwie nieswojo. W końcu mieliśmy spędzić razem ponad miesiąc...
-Nie - szybko pokręcił głową. - Spójrz jeszcze raz - poprosił.
-Słucham? - ściągnąłem brwi.
-Nie, nie tak. Spójrz tak jak wcześniej - naburmuszył się.
-Co masz na myśli? - skrzywiłem się lekko, niewiele rozumiejąc.
-Nie, tak też nie! - zawołał oburzony. - Spójrz na mnie ładnie - jęknął mocniej przygryzając dolną wargę.
-Ładnie? - zaśmiałem się ciepło, rozbawiony jego doborem słów.
-O! Tak lepiej! - uśmiechnął się szeroko, zadowolony.
-Ale co w tym ładnego? - ciągnąłem, choć cała ta rozmowa wydawała mi się być niezwykle absurdalna.
-Ty. Wyglądasz ładniej, gdy się uśmiechasz i nie marszczysz brwi. I ja również czuję się ładniejszy, gdy patrzysz na mnie nie krzywiąc się - powiedział prosto z mostu.
-Zapamiętam - zaśmiałem się pod nosem, kręcąc głową, na co chłopiec odpowiedział mi jedynie kolejnych promiennym uśmiechem.
                   Po chwili, bez słowa ruszyłem w stronę samochodu, gestem dłoni nakazując to samo Loczkowi. Nastolatek w podskokach okrążył auto, wskakując na miejsce pasażera. Gdy upewniłem się, że jego pasy są zapięte, przekręciłem kluczyk w stacyjce, tym samym uruchamiając silnik. Przez chwilę jechaliśmy w ciszy, która w pewnym momencie stała się dość przytłaczająca. Dopiero w tamtym momencie uświadomiłem sobie co tak naprawdę się działo. U mojego boku siedział bodajże najdziwniejszy na świecie siedemnastolatek, którego zgodziłem się zabrać w podróż w jedną stronę do Paryża, po tym jak podstępem zakradł się do mojego samochodu. Wow, od kiedy moje życie zaczęło przypominać film?
-Um, Lou? - głęboki głos wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak? - obdarzyłem chłopca przelotnym spojrzeniem.
-Mogę mówić do ciebie Lou? - spytał, kreśląc palcem abstrakcyjne wzory na swoim udzie.
-Pytasz po fakcie dokonanym, ale tak - wzruszyłem ramionami, albowiem nie robiło mi to większej różnicy.
-To fajnie - uśmiechnął się słodko. - Więc, Lou, czy mogę włączyć radio? - spytał, a ja spojrzałem na niego przelotnie, nie chcąc spuszczać wzroku z jezdni. - Proszę? - dodał, tym razem kreśląc kółka na moim ramieniu.
-Jasne - rzuciłem, za co nagrodzony zostałem kolejnym uśmiechem. W tamtym momencie począłem zastanawiać się czy nie bolą go już policzki od tego ciągłego szczerzenia się.
                   Nie zwlekając dłużej, Harry pochylił się nad urządzeniem, sprawnie radząc sobie z włączeniem go. Po zaśpiewaniu kilku piosenek, podczas których brunet pochwalił się słabą znajomością tekstu, począł zmieniać stacje, na każdej z nich zatrzymując się tylko na chwilę. W pewnym momencie poddał się, bezradnie opuszczając ręce, po czym skrzyżował je na piersi, wydymając dolną wargę.
-Lou, dlaczego w radiu nie leci żadna piosenka o Paryżu? - spytał z wyrzutem skierowanym do wydającego dźwięki akordów nieznanej mi piosenki urządzenia.
-A dlaczego miałaby? - rzuciłem, poprawiając dłoń na skrzyni biegów.
-Ponieważ jedziemy do Paryża i o tym właśnie chciałbym pośpiewać - naburmuszył się.
-Harry... przecież ludzie pracujący w radiu o tym nie wiedzą - westchnąłem, kręcąc głową.
-Nie wiedzą o czym? - zmieszał się.
-O tym, że jedziemy do Paryża - wyjaśniłem.
-Więc... więc powinni się dowiedzieć - sapnął, ściągając brwi.
-Daj spokój - wywróciłem oczyma, rozbawiony jego dziecinnym zachowaniem.
-Nie. Zadzwoń do nich, Lou - zażądał zupełnie poważnie.
-Mówisz serio? Nie zachowuj się jakbyś miał pięć lat - prychnąłem, spoglądając na niego pobłażliwie.
-Skoro ty nie chcesz, to ja to zrobię - zadeklarował wyniośle, przekonany o słuszności swoich słów. - Daj mi telefon.
-Nie ma mowy, żebym dał ci mój telefon! - zawołałem piorunując go wzrokiem. Hej, dopiero co go poznałem! Pod tą maską wyrośniętego dzieciaka, zawsze kryć się mógł zawodowy złodziej!
-Jesteś okropny - prychnął. - Już cię nie lubię - dodał, utkwiwszy wzrok w obrazach przewijających się za oknem.
-W takim razie w każdej chwili mogę zawrócić i odwieźć cię do domu - nonszalancko wzruszyłem ramionami. Kątem oka dostrzegłem jak chłopiec spina się, momentalnie opuszczając skrzyżowane ramiona. Spanikowany, odwrócił się w moją stronę, przysuwając tak blisko jak tylko było to możliwe.
-Nie, proszę nie, nie, nie, nie. Przepraszam. Wcale nie jesteś okropny, jesteś najlepszy. Proszę, nie odwoź mnie do domu. Już będę grzeczny, obiecuję. Przepraszam. Proszę, nie zawracaj, ja nie chcę do domu - jęczał potrząsając moim ramieniem.
-Spokojnie, przecież tylko żartowałem - skrzywiłem się, wyrywając z jego uścisku.
-Oh... - spłonął rumieńcem. - Przecież wiedziałem - wymruczał odwracając wzrok, zawstydzony.
-Nie wątpię - pokręciłem głową, rozbawiony.
                   Kolejnych dziesięć minut również upłynęło nam w rytmie przekręcania tekstów oraz fałszów Harrego. Mimo wszystko było to całkiem słodkie i zabawne, gdy za każdym razem, gdy wypadał z melodii, wlepiał wrogie spojrzenie w radio, zupełnie jakby to artysta wykonujący piosenkę popełnił błąd, a nie on. W pewnym momencie, brunet przyciszył nieco muzykę, przenosząc swoje spojrzenie na mnie.
-Lou? - zaczął, by zwrócić moja uwagę.
-Mhmm? - mruknąłem, zachęcając go do kontynuowania.
-Jaki jest twój ulubiony kolor? - spytał śmiertelnie poważnie, a ja nie mogłem powstrzymać się przed wywróceniem oczyma.
-Chyba już to przerabialiśmy - westchnąłem.
-Ale czemu nie chcesz mi powiedzieć? Czy to tajemnica? - jego usta uformowały się w małą literkę "o",  a brwi uniosły wysoko. - Bo jeśli tak to obiecuję, że nikomu nie powiem! Znam wiele tajemnic i nigdy nikomu żadnej nie zdradziłem - oświadczył z ręką na sercu.
-Ah, tak? - uniosłem jedną brew.
-Tak, przysięgam! Więc jak? Powiesz mi jaki jest twój ulubiony kolor? - jęknął błagalnie.
-Dlaczego aż tak bardzo ci na tym zależy? - wypaliłem nie mogąc pojąć co do jasnej cholery dzieje się pod tą burzą loków.
-Ponieważ odpowiedź na to pytanie jest odzwierciedleniem twojej duszy - powiedział jak gdyby nigdy nic. Okej, zabrzmiało to dość mądrze, czego szczerze mówiąc nie spodziewałem się po tym konkretnym dzieciaku.
-Wow, trochę zabłysnąłeś - przyznałem.
-Czy to niebieski? - spytał ignorując moje słowa.
-Nie, raczej nie - pokręciłem głową.
-Żółty? - spróbował jeszcze raz.
-Broń Boże - skrzywiłem się.
-Czarny? - dopytywał.
-Definitywnie nie - zdecydowałem.
-Tyle mi wystarczy  - uśmiechnął się ciepło, utkwiwszy wzrok w rozpościerającej się przed nami drodze.
-Jak to? Przecież wciąż nie wiesz jaki jest mój ulubiony kolor - zdziwiłem się.
-Ale wiem, że nie jest to czarny - powiedział, a ja spojrzałem na niego pytająco. - Po prostu nie chciałem, żeby twoim ulubionym kolorem był czarny. Czarny to smutny kolor. Na świecie jest wiele smutnych rzeczy, których nikt nie lubi, więc po co lubić czarny? - ton jego głosu brzmiał zupełnie jakby był to powszechnie znany fakt.
-Masz na sobie czarne spodnie - zwróciłem mu uwagę, po chwili milczenia.
-Nie mówiłem, że je lubię - wzruszył ramionami.
-Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś dziwny? - westchnąłem.
-Tak, ale to było miłe - kąciki jego ust powędrowały w górę.
-Słucham? - "Bardzo dziwny" - pomyślałem.
-Mówiąc dziwny ludzie mają na myśli inny, a inny znaczy tyle co wyjątkowy, czyż nie? - uśmiechnął się nieco szerzej.
-Jak to robisz, że czasem brzmisz jak pięcioletnie dziecko, a innym razem jak sześćdziesięciolatek znający życie jak własną kieszeń? - prychnąłem, lecz nie uzyskałem odpowiedzi. Harry przez chwilę przyglądał mi się uważnie z twarzą wypraną z emocji, po czym zwrócił ją w stronę okna.
-Czerwony - wyznałem w końcu, przerywając milczenie.
-Lubię czerwony. To ładny kolor, taki... kochany - skinął głową z uznaniem, posyłając mi lekki uśmiech.
-Kochany? - zacytowałem nie do końca rozumiejąc jego tok myślenia.
-Czerwony to kolor miłości - wyjaśnił, uparcie wpatrując się w drogę przed nami.
-Mimo wszystko ja wolę czarne spodnie od czerwonych - rzuciłem wzruszając ramionami.
-Ja nigdy nie miałem nic czerwonego - wyznał, nadal pozostając dość nieobecnym. Z jakiegoś powodu odniosłem wrażenie iż miało to głębsze dno niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka oraz, że nie rozmawialiśmy dłużej o spodniach, czy kolorach. Mimo wszystko, widząc nietęgą minę chłopca, postanowiłem zmienić temat, by znów zobaczyć te słodkie dołeczki w jego policzkach.
-Nigdy nie lubiłem Pokemonów - zagaiłem, po chwili ciszy.
-Nie - powiedział krótko brunet.
-Co nie? - spytałem zdezorientowany.
-Nie możesz nie lubić Pokemonów - oświadczył, krzyżując ramiona na piersi.
-Owszem, mogę - uniosłem jedną brew.
-Nie, nie możesz - upierał się.
-Mogę - począłem się z nim przekomarzać.
-Nie możesz.
-Mogę.
-Każę ci je lubić - ściągnął brwi, wlepiając we mnie wrogie spojrzenie.
-Jesteś strasznie zarozumiały - wywróciłem oczyma.
-Nieprawda - nie zgodził się, oburzony.
-Zawsze musisz mieć rację i obrażasz się za każdym razem, gdy się z tobą nie zgadzam, lub czegoś ci zabraniam - zwróciłem mu uwagę.
-Czy to niegrzeczne? - spytał zmartwiony, a jego spojrzenie złagodniało.
-Poniekąd - wzruszyłem ramionami.
-O nie! - zawołał przestraszony. - Przepraszam Lou, już taki nie będę. Nie odwieziesz mnie do domu, prawda? Nie chcę wracać do domu, proszę Lou, nie zawracaj - jęknął błagalnie, ciągnąc za rękaw mojej bluzy.
-Mówiąc, że cię odwiozę, żartowałem. Chyba już o tym rozmawialiśmy. Poza tym jesteśmy już zbyt daleko, by teraz zawracać - westchnąłem.
-Dziękuję! - zawołał wesoło, uśmiechając się z wdzięcznością, jednak nie puścił mojego ramienia, poczynając kreślić na nim abstrakcyjne wzory.
-Ale błagam cię, nie rób nic, co mogłoby sprawić, że choć przez chwilę pożałuję mojej decyzji - poprosiłem. Miałem naprawdę wiele wątpliwości co do tego czy zabierając Harrego ze sobą robię dobrze. W końcu był on niepełnoletni i mimo iż znajdował się tu z własnej woli, dopóki nie miał pozwolenia rodziców, w świetle prawa było to zwykłe porwanie. Jednak parę spraw nie dawało mi spokoju. Co brunet miał na myśli mówiąc, że rodzice nie będą go szukać? I co takiego wydarzyło się w jego życiu, że był gotów uciec za granicę jedynie z nieznajomym sobie, niewiele starszym od niego chłopakiem? Mimo wszystko jednego mogłem być pewien - nie chodziło tylko o iPhonea.
-Obiecuję - zapewnił po chwili ciszy, mocno ściskając moje ramię.
                   Potem żaden z nas nie mówił już nic więcej. Nie musiał. Nieco podgłaszając radio, Harry począł śpiewać mi łzawe ballady, bawiąc się sznurkiem kaptura mojej bluzy. Gdy zbyt wiele razy pomylił tekst, wściekł się, zmieniając stacje, jednak żadna z nich nie przypadła mu do gustu.
-Otwórz schowek - poleciłem mu.
-Po co? - zdziwił się.
-Po prostu otwórz - powiedziałem, po czym chłopiec wykonał moją prośbę. - Jaka płyta leży na wierzchu? - spytałem posyłając mu przelotne spojrzenie.
-Steve'a Earle'a - przeczytał z okładki, obracając plastikowe pudełko w dłoniach.
-Włóż ją do odtwarzacza i przełącz na siódemkę - poinstruowałem go, nie spuszczając wzroku z jezdni.
-Jak nazywa się ta piosenka? - spytał, gdy rozbrzmiały jej pierwsze akordy.
-Someday. Nie jest o Paryżu, ale poniekąd o podróży podobnej do naszej - powiedziałem.
-Jest ładna, podoba mi się - oświadczył po chwili, rozkoszując się dźwiękami muzyki.
                   Podśpiewując pod nosem, brunet powrócił do kreślenia wzorów na moim ramieniu. Po tym jak na chwilę oderwał się ode mnie, by włączyć jeszcze raz piosenkę, która właśnie dobiegła końca, Harry umieścił swoją dłoń w moich włosach, okręcając sobie wokół palca ich pojedyncze kosmyki. Zaprawdę zdumiewające było to jak swobodnie brunet czuł się w moim towarzystwie. Zachowywał się zupełnie jakbyśmy znali się od lat. Jego ufność i naiwność były iście dziecięce. W pewnym momencie przejechał on opuszkami palców po moim profilu, wymierzając mi pstryknięcie w policzek. Zdezorientowany posłałem mu pytające spojrzenie, na które on odpowiedział jedynie słodkim uśmiechem, podczas którego przygryzł dolną wargę. Rumieniąc się, spuścił wzrok, a ja westchnąłem zdając sobie sprawę z tego iż będzie to naprawdę bardzo długa podróż.

✗ ✗ ✗

Wiem, że w tym rozdziale nie dzieje się wiele i nie chcę was zniechęcać, ale kolejne będą podobne, ponieważ ze względu na to, że opowiadanie będzie miało ponad 30 rozdziałów nie chcę rozwijać akcji zbyt szybko. A poza tym w dużej mierze żadne napisane przeze mnie słowo nie jest przypadkowe i to co w tym momencie wydawać wam się może nieważne, za 10 rozdziałów może mieć decydujące znaczenie :)

19 komentarzy:

  1. Mi sie podoba, jest świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie jest genialne ! Dla mnie kazdy rozdzial bedzie ciekawy. Chcialam ci przekazac ze zmienilam nazwe na tt z @sylwiam97 na @weirdoo1D .

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiedzialam ze u ciebie slowa nie sa przypadkiem. Za duzo tajemniczosci...
    Ale rozdzial swietny :) Fajnie ze tak delikatnie wprowadzasz w cala akcje.i sie naprawde to podoba ;D
    Dziekuje za powiadomienie, dziekuje za wspnialy rozdzial i za madrego Harry'ego. Wiekszosc autorow robi z mlodego Harry'ego smiesznego debila slodkiego ale glupiego. U cb jest on naprawde madry i cos czuje ze to ma zwiazek z jego przeszloscia i rodzicami. A wgl jestem bardzo ciekawa czemu od nich ucieekl? Wem ze to wyjasnisz ale idk kiedy.
    Zastanawiam sie tez czy ten iphone bedzie waznym eleentem.... W sumie wydaje sie to nielogiczne ale sadzac po twojej notce wszystko moze miec ukryty sens ^^ Kolor czerwony na pewno go ma!

    @RealMeIsNotMe

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ochotę podarować Harry'emu coś czerwonego
    Jak ktoś może być jednocześnie takim introwertykiem i ekstrawertykiem?
    Dlaczego Harry tak bardzo nie chce wracać do domu?
    I o co do kija wafla chodzi z pokemonami?!
    Rozdział tak słodki że mam ochotę cię przytulić i szczerzę się jak głupia do telefonu ale pomińmy to.
    Okropnie podoba mi się to jak wykreowałaś Harry'ego to jednocześnie przytulaśna przylepa i człowiek który najwyraźniej wiele przeszedł. A Lou po prostu zachwyca. Jest słodki ale na swój sposób.Jeszcze trochę a kompletnie się zasłodzę ale lubię tak! :D
    Czekam na następny rozdział
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam ten rozdział. Od samego początku, kiedy zaczęłam go czytać nie mogłam przestać się uśmiechać i praktycznie przez cały ten rozdział uśmiech nie chciał opuścić mojej twarzy xd masz ogromny talent dziewczyno! Podoba mi się dosłownie wszystko, twój sposób pisania, to jak opisujesz emocje i powoli rozkręcasz fabułę. Harry w tym fanfiction jest taaaaki słodki i dziecięco naiwny :) nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Pozdrawiam i życzę ci dużo weny :)) ~ @mymuffinmalik xx

    OdpowiedzUsuń
  6. jejku cudowny rodział, już nie moge sie doczekać kolejnego, serio @cuteniallz

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku! Harry jest mega uroczy! I się zachowuje jak dziecko, ale dzięki temu jest cudowny ^^
    Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne! Ciekawe jestem o co chodzi z tymi pokemonami :o :D strasznie słodkie :D nie moge doczekać sie kolejnego :) weny życzę xx

    OdpowiedzUsuń
  9. rozdział świetny! ciekaw jest o co chodzi Loczkowi z tymi pokemonami. :D dziwny jest, ale już go lubię w tym opowiadaniu! :) czekam na kolejny! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słodkie ❤ czekam na next'a jejku <3 pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietny 💜 naprawdę jestem ciekawa jak rozwinie sie akcja :D jestes cudowna, zadziwia mnie Twoja wyobraźnia :) zazdroszczę Ci naprawdę i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jest nudny, jest na swój sposób wyjątkowy, jak całe to opowiadanie i już nie mogę się doczekać następnych rozdziałów i tego, jak to wszystko się potoczy <3

    OdpowiedzUsuń
  13. OMG! To opowiadanie jest genialne! ; ) Ty jesteś genialna bo piszesz tak cudownie! ; ) Masz talent dziewczyno ; ) Rozdział świetny,Harry jest tutaj taki uroczy..xx Kocham to opowiadanie i nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału ; )

    OdpowiedzUsuń
  14. To jest cudowne naprawde mi się podoba ;)Nie był wcale nudny ponieważ lubie takie "słodkości"
    Harry jest bardzo uroczy i jego niektóre teksty są naprawde bardzo mądre :)
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakie słodkieee <3 haha wierze i wcale nie było nudne :* przepraszam że nie skomentowałam poprzedniego, nie miałam internetu xd czy jest już mniej więcej ustalone co ile będą się pojawiały kolejne rozdziały? ;) życzę weny i czekam na nn <3 /Charsi

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział ;-) Kocham to powiadanie! jest genialne! ;-) Już się nie mogę doczekać nowego rozdziału ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudny rozdział,przepraszam że taki krótki kom ale nie mam zbytnip czasu,czekkam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Z góry przepraszam, że nie komentowałam szybciej, ale nie miałam czasu, jestem w Anglii i tu co chwilę się coś dzieje.
    W rozdziale niby nic się nie dzieje, ale jeśli ktoś potrafi czytać między wierszami, wiele może z niego wywnioskować. Ja domyślam się o co może chodzic z tym kolorem czerwonym nienoszonym przez Harrego, ale to tylko moje domysły. Lepiej poczekam do wyjaśnienia, bo w razie czego wolę się nie ośmieszać xd
    Kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejku to ff jest niesamowite! Jeszcze przed chwila konczylam czytac lights turns to dark ryczac jak bobr, a teraz jestem tutaj cieszac sie jak glupia. Naprawde nie wiem jak Ty to robisz. Potrafisz wykreowac w kazdym nowym ff zupelnie rozne postaci, nie majace ze soba nic wspólnego, cudownie wrecz!
    Moze i w tym rozdziale nic sie nie dzialo, ale ja kazda linijke czytałam z zapartym tchem. Kocham tego Harrego, jest niesamowicie uroczy i az mam ochote go wysciskac!
    Teraz stoje przed wyborem czy isc spac i zaczac dzien od kolejnego rozdziału czy czytac dalej zarywajac noc...

    OdpowiedzUsuń