sobota, 19 lipca 2014

Rozdział III

                   Ponieważ rozpocząłem swoją podróż w największych godzinach szczytu, zajęła ona przeszło dwa razy więcej czasu, niż gdybym nie trafił na żaden korek uliczny. Na początku może było to słodkie i zabawne, jednak prędzej czy później fałsze Harrego naprawdę zaczęły działać mi na nerwy. Chłopiec zdawał się jednak tego nie dostrzegać, śpiewając w najlepsze. W pewnym momencie pożałowałem również pokazania Harremu płyty Steve'a Earle'a, gdyż brunet w kółko puszczał tę jedną, konkretną piosenkę, która mimo iż niegdyś należała do moich ulubionych, teraz gotowała mi krew w żyłach. Oczywiście przesłuchanie jej dziesiątki razy i tak nie sprawiło, że Loczek zapoznał się z jej tekstem. Mijając tablicę głoszącą hasło "Witamy w Stafford!", głośno odetchnąłem z ulgą. Harry zmierzył mnie wtedy podejrzliwym spojrzeniem i już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz koniec końców zrezygnował, powracając do śpiewania. Po upływie pięciu minut zatrzymałem się na przypadkowym parkingu pod jakąś kamienicą, wyłączając silnik.
-Już jesteśmy w Paryżu? - zawołał zaskoczony Harry, wyglądając przez okno.
-Nie, głuptasie. Poczekaj tu - zaśmiałem się rozbawiony, odpinając swój pas bezpieczeństwa.
                   Otworzywszy drzwi, wysiadłem za zewnątrz, opierając się plecami o bok samochodu. Z tylnej kieszeni moich spodni wyciągnąłem telefon, od razu wchodząc w spis kontaktów, z którego wybrałem numer mojego kumpla Stana. Odczekałem kilka sygnałów, gdy nagle po drugiej stronie słuchawki, usłyszałem głos szatyna.
-Halo? - chłopak ziewnął przeciągle.
-Nawet nie próbuj mi wmówić, że właśnie cię obudziłem - zawołałem z udawanym oburzeniem.
-Cóż... może troszeczkę - zachichotał.
-Człowieku jest siódma wieczorem! Kto normalny śpi o tej porze?! - pokręciłem głową z dezaprobatą.
-Ten kto imprezował do siódmej rano - odparł szatyn.
-Coś mi mówi, że ten sam ktoś opuścił dziś wykłady - prychnąłem.
-Mnie przynajmniej nie wylali z uczelni - zripostował.
-Auć. To było mocne - skrzywiłem się lekko.
-Trochę przegiąłem, przepraszam - jęknął skruszony.
-Nie ma sprawy - rzuciłem, wzruszając ramionami, mimo iż szatyn nie mógł tego zobaczyć.
-Więc...? Czemu zawdzięczam ten niespodziewany telefon? - zagaił Stan.
-Naprawdę już zapomniałeś, że wróciłeś ode mnie pociągiem i pożyczyłeś mi swój samochód? - westchnąłem, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Nie, oczywiście, że nie - zaprzeczył szybko. - Po prostu myślałem, że skazałeś go na wieczne nieoddanie tak jak wszystkie moje bluzy, T-shirty i szczoteczki do zębów, które u ciebie zostawiłem.
-Oh, daj spokój! Przecież mówimy o samochodzie! - zawołałem urażony. Okej, może od czasu do czasu przywłaszczałem sobie niektóre jego rzeczy, ale znałem granice.
-Dobra, dobra - rzucił pobłażliwie. - Mówimy o moim samochodzie, ale o jakiej sytuacji konkretnie? Rozbiłeś go? Pozwoliłeś ukraść? Przeleciałeś kogoś na tylnym siedzeniu? - zastanawiał się na głos.
-Nie, prawie i chciałbym - odparłem zgodnie z prawdą.
-Jak to prawie pozwoliłeś go ukraść? - dosłownie zachłysnął się słowami.
-Możliwe, że nie zamknąłem drzwi, gdy zatrzymałem się, by wejść do sklepu - rzuciłem nonszalancko, jak gdyby nigdy nic.
-Żartujesz! Louis, ty dupku! Zabiję cię, jeśli coś zginęło! - zezłościł się nie na żarty.
-Spokojnie, wszystko jest na swoim miejscu. Powiedziałbym nawet, że czegoś przybyło - westchnąłem, dostrzegając kątem oka, wysiadającego z samochodu Harrego. Chłopak obszedł go do okoła, stając na wprost mnie z dłońmi skrzyżowanymi za plecami. Posłał mi ciepły uśmiech, który ja mimowolnie odwzajemniłem.
-Słucham? - spytał Stan, zmieszany. - Czego przybyło?
-Powiedzmy, że pary długich nóg i zielonych oczu oraz burzy kasztanowych loków - rzuciłem, mierząc Harrego spojrzeniem, które on wychwycił, rumieniąc się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że mówię o nim.
-Czy ty próbujesz mi powiedzieć, że chcesz przelecieć jakąś laskę-złodziejkę na tylnym siedzeniu mojego samochodu? Stary! Wcale nie chciałem tego wiedzieć! - zawołał zdegustowany.
-Nie do końca, potem wszystko ci wyjaśnię - zaśmiałem się rozbawiony.
-Dobra, niech ci będzie. Ale nadal nie wiem czemu dzwonisz - zwrócił mi uwagę.
-Chciałbym oddać ci samochód. Potem mogę nie mieć okazji - wyjaśniłem.
-Ah tak, twój wyjazd... Ale i tak jesteś dziś strasznie tajemniczy - westchnął, a ja mogłem wręcz poczuć jak wywraca oczami. - Po prostu zaparkuj go pod moją kamienicą i zadzwoń do mnie wtedy, a zejdę po kluczyki.
-Jasne, do zobaczenia za dziesięć minut - pożegnałem się, po czym zakończyłem połączenie.
                   -Prosiłem, żebyś poczekał w samochodzie - zwróciłem się do Harrego, chowając telefon do tylnej kieszeni spodni.
-Ale bez ciebie jest tam nudno - jęknął, przygryzając dolną wargę.
-Oh... okej - odchrząknąłem, nie mając pojęcia co powinienem był na to odpowiedzieć. - Wskakuj do środka, musimy przejechać jeszcze kawałek - rzuciłem wsiadając do samochodu. Cierpliwie zaczekałem, aż Harry obejdzie auto i zajmie swoje miejsce.
-Gdzie jedziemy? - spytał zapinając pas bezpieczeństwa.
-Mówiłem ci już, że ten samochód nie jest mój, prawda? - odpaliłem silnik, a chłopiec skinął głową. - W tym mieście mieszka mój przyjaciel, od którego go pożyczyłem. Muszę mu go zwrócić zanim wyjadę - wyjaśniłem.
-Więc jak dostaniemy się nad morze? - ściągnął brwi.
-Na pieszo - rzuciłem.
-Na pieszo? - powtórzył, patrząc na mnie wielkimi oczyma.
-Spokojnie - zaśmiałem się, rozbawiony jego reakcją. - Nie będziemy chodzić aż tak dużo. Będziemy też jeździć autobusami i pociągami - uspokoiłem go.
-Oh... to dobrze - poprawił się na fotelu, włączając radio, a ja ugryzłem się w język, aby nie przekląć. W momencie, w którym Loczek począł śpiewać, przyspieszyłem, by jak najszybciej znaleźć się pod kamienicą Stana.
                   Na miejsce dotarliśmy w ciągu kilku minut. Momentalnie zadzwoniłem do szatyna, który już po chwili wyszedł z klatki schodowej, witając mnie przyjacielskim uściskiem. Gdy się ode mnie oderwał, jego wzrok automatycznie powędrował do chowającego się za moimi plecami Harrego. Stan zmierzył chłopca podejrzliwym spojrzeniem, po czym ściągnął brwi, zdezorientowany.
-Stan, to jest Harry. Harry, to jest Stan - przedstawiłem ich sobie.
-Cześć... - szatyn odezwał się do chłopca, lekko zmieszany.
-Cześć! - odparł wesoło zielonooki, posyłając mu promienny uśmiech.
-Um, Louis... - zaczął mój przyjaciel niepewnie - skąd wytrzasnąłeś dwumetrowego czternastolatka?
-Mam siedemnaście lat! - Harry skrzyżował ramiona na piersi, gniewnie tupiąc nogą.
-Właśnie! Ma siedemnaście lat! - skopiowałem jego gest, naśladując ton jego głosu.
-To nie jest śmieszne Louis! - zawołał rozgniewany.
-To nie jest śmieszne Louis! - powtórzyłem.
-Przestań mnie przedrzeźniać! - zażądał.
-Przestań mnie przedrzeźniać! - powiedziałem imitując głos Harrego, podczas gdy Stan stał z boku, śmiejąc się z nas w najlepsze.
-Chłopcy, chłopcy! - zawołał szatyn, przywołując nas do porządku - Już wystarczy.
-Proszę, twoje kluczyki - zwróciłem się do niego, podając mu je.
-Dzięki - odparł z ciepłym uśmiechem.
-Nie, to ja dziękuję. Weźmiemy tylko swoje rzeczy i już nas nie ma - rzuciłem przez ramię, wracając do samochodu, z którego bagażnika wyjąłem dwie podróżne torby. Harry natomiast otworzył tylne drzwi i podniósł z podłogi swój plecak, zarzucając go sobie na jedno ramię.
-Czekaj, czekaj, nie tak szybko! - zatrzymał mnie Stan. - Nadal nie wiem kto to jest - rzucił nie przejmując się tym iż Loczek stoi tuż obok, przysłuchując się naszej rozmowie.
-Przecież już ci mówiłem, że to Harry - westchnąłem.
-Cóż, nadal nie wiem dlaczego był w moim samochodzie i najwyraźniej wybiera się z tobą w dalszą podróż - posłał mi wyczekujące spojrzenie.
-Po prostu spotkaliśmy się trzy godziny temu i chciał jechać ze mną do Paryża, na co oczywiście się nie zgodziłem, ale tak jakoś wyszło, że zakradł się do auta i gdy się zorientowałem, że w nim jest, było już zbyt późno, by zawrócić, więc postanowiłem wziąć go ze sobą - rzuciłem od niechcenia, unosząc jedną brew.
-Chyba nie mówisz poważnie... - cała krew odpłynęła mu z twarzy.
-Oczywiście, że mówię poważnie. Dlaczego miałbym nie? - wzruszyłem ramionami.
-Bo to jest... cholernie szalone! Poznałeś go trzy godziny temu! Nic o nim nie wiesz! - wybuchnął, nadal pozostając zszokowanym.
-Wiem, że nazywa się Harry... - chciałem dodać również jego nazwisko, lecz w porę przypomniałem sobie, iż nie mam pojęcia jak ono brzmi.
-A moim ulubionym kolorem jest zielony - wtrącił Loczek, zwracając na siebie uwagę moją i Stana. Speszony, zarumienił się pod naszymi spojrzeniami, spuszczając głowę. Ja natomiast poczułem się beznadziejnie, uświadamiając sobie iż nie wiedziałem nawet tego.
-Louis... - westchnął Stan, ponownie wlepiając we mnie swoje zmartwione spojrzenie. - To twoja decyzja i zależy ona od ciebie, ale błagam... zastanów się co ty najlepszego wyprawiasz? Cały ten wyjazd do Paryża to czyste szaleństwo, a co dopiero to - wskazał palcem na Loczka, którego twarz wykrzywiła się w bolesnym grymasie.
-Daj spokój, Stan. Nie jestem głupi. Naprawdę dobrze to przemyślałem - skłamałem.
-Okej... powiedzmy, że ci wierzę - westchnął.
-Dzięki, stary - wymruczałem w zagłębienie jego ramienia, uprzednio przyciągając go do mocnego uścisku.
-Czy to jest pożegnanie? - spytał, czule gładząc mnie po plecach.
-Podróż do Paryża zaplanowałem tylko w jedną stronę, więc... więc chyba tak - westchnąłem rozżalony. Mimo iż ze Stanem widywałem się równie często co z Zaynem, czułem, że prędzej czy później za nim zatęsknię.
-W takim razie dbaj o siebie - posłał mi smutny uśmiech, który ja odwzajemniłem.
-Ty też - odparłem, po czym szatyn zniknął za drzwiami klatki schodowej, machając mi po raz ostatni. Nigdy nie lubił pożegnań. Zresztą tak jak ja.
                   Bez słowa, ruszyłem przed siebie, odgarniając z twarzy niesforne kosmyki grzywki. Kątem oka widziałem drepczącego za mną Harrego, który usilnie starał się dotrzymać mi kroku. Na jego twarzy gościł niepodobny do niego spokój oraz lekka mieszanka zmartwienia i zaintrygowania. Chłopiec podążał moim śladem, nie wydając przy tym ani słowa. Najwidoczniej musiał wyczuć napiętą atmosferę. Już wcześniej byłem cholernie niepewny pod względem wciągania Loczka w tą całą podróż i prawdę mówiąc, rozmowa ze Stanem wcale nie podniosła mnie na duchu. W pewnym momencie jednak, Harry nie wytrzymał i odezwał się, przerywając uciążliwą ciszę.
-Stan mnie nie polubił - skrzywił się na gorzkie brzmienie tych słów.
-Ty to powiedziałeś, nie on - odparłem cierpko.
-Ale... - zaczął, lecz wszedłem mu w słowo.
-Po prostu się o mnie martwi, okej? Zresztą słusznie... - burknąłem, unikając jego wzorku.
-Co masz na myśli? - spytał przejęty.
-To, że Stan ma rację! Nic o tobie nie wiem! W ogóle się nie znamy! A ja, jak ostatni idiota zgodziłem się zabrać cię ze sobą do Paryża! Miałem zacząć od nowa, a nie jako niańka dzieciaka, który w każdej chwili równie dobrze może mnie okraść! - wyrzuciłem z siebie wszystko, co leżało mi na sercu.
-Nie krzycz na mnie - jęknął błagalnie Harry, zakrywając uszy dłońmi, a w jego szmaragdowych tęczówkach zalśniły łzy. Uświadamiając sobie iż to ja jestem ich powodem, poczułem bolesne ukłucie w sercu.
-Hej - westchnąłem, by zwrócić jego uwagę. - Hej, przepraszam - powiedziałem, odciągając jedną z jego dłoni od ucha.
-Odwieziesz mnie teraz do domu? - spytał, roniąc jedną łzę, którą szybko starł.
-Nie, oczywiście, że nie - pokręciłem głową. - Po prostu się boję. Jestem cholernie przerażony. Wcześniej cała ta podróż wydawała mi się lepszym pomysłem. Pieprzony Zayn i jego pieprzone hipisowskie podejście do wszystkiego - przekląłem, odwracając wzrok.
-Nie jestem złodziejem - usłyszałem nagle. Odruchowo spojrzałem na chłopca, który przyglądał mi się z powagą wypisaną na twarzy, kurczowo trzymając się ramiączka swojego plecaka.
-Chciałbym ci wierzyć, Harry, ale poznałem cię trzy godziny temu. To wcale nie jest takie łatwe. Nie wiem nawet dlaczego chcesz jechać do Paryża, bo wątpię, abyś po prostu miał ochotę na wycieczkę - jęknąłem, przeczesując włosy palcami.
-Nie powiem ci - odparł prosto z mostu.
-Dlaczego? - zdziwiłem się.
-Znamy się dopiero trzy godziny, może kiedy indziej - wzruszył ramionami. - Ja też nie wiem dlaczego chcesz jechać do Paryża - zwrócił mi uwagę.
-Nie powiem ci. Znamy się dopiero trzy godziny, może kiedy indziej - odparłem naśladując barwę jego głosu.
-Przestań - zażądał ściągając brwi.
-Przestań - powtórzyłem.
-To nie jest śmieszne - odparł, lecz kąciki jego ust powędrowały w górę.
-To nie jest śmieszne - zaszczebiotałem.
-Louuuu - jęknął, lecz jego wargi w dalszym ciągu były wykrzywione w uśmiechu.
-Dobra, już przestaję - uniosłem dłonie w geście kapitulacji. - Chodź szybciej, nie mamy całego dnia - ponagliłem go.
-A gdzie idziemy? - spytał dorównując mi kroku.
-Na pociąg. Jeśli się pospieszymy może złapiemy ostatni - odparłem.
-A jeśli nie? - spojrzał na mnie przejęty.
-Będziemy musieli spać na stacji i wyjechać z samego rana - wyjaśniłem, wzdychając.
                   Harry nie powiedział nic więcej. Jedynie pokiwał głową na znak zrozumienia i nieco przyspieszył kroku. Co jakiś czas posyłałem mu przelotne spojrzenia, nadal nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje. Natomiast pytanie "W coś ty najlepszego się wpakował, Louis?!" nieustannie krążyło po mojej głowie od chwili, w której zgodziłem się, by Harry towarzyszył mi w podróży.

✗ ✗ ✗

Oni w końcu gdzieś dotrą i będzie się coś działo, obiecuję, tylko dajcie im parę rozdziałów :(((

16 komentarzy:

  1. Jest w porządku i tak kocham te opowiadanie xx czekam na kolejny x

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział cudowny i czekam aż zacznie się coś dziać ^^ /KarolciaSel

    OdpowiedzUsuń
  3. no to pozostaje czekać xd
    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział cudowny, nie moge sie doczekać aż bedzie sie coś dziać @cuteniallz

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile razy mam powtarzać że rozdziały nie są nudne tylko słodkie i cudowne?!
    Louis jak mogłeś doprowadzić Harry'ego do płaczu? Przecież on jest jak cukierek- słodki i kolorowy.
    Mam nadzieję że spóźnią się na pociąg i spędza noc śpiąc przytuleni do siebie :3
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne, natknęłam się dzisiaj na to ff i przeczytałam wszystko jednym tchem. Jest cudowne <3 Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału i czuję taki rozpierdarling od środka, bo nie wiem, co będzie dalej xD Rozumiecie mnie? xD Dużo weny życzę i pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Harry! Jesteś taki mega uroczy! <3 I Louis zdecydowanie bardzo go polubił ^^
    Świetny rozdział. Już nie mogę się doczekać nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny rozdział jak zawsze :D przecież wcale nie jest nudne ;) a Harry jest taki słodki <3 czekam na nn i życzę weny ! /Charsi

    OdpowiedzUsuń
  9. boże jakie to jest słodkie no... rozdział świetny, a Lou, który powtarza za Harrym każde słowo jest mega słoooodki <3 nie mogę się doczekać już nn.
    ps. jednak zaczęłam pisać opowiadanie, ale inne : http://larrys-hidden-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. cudny, ale dodawaj szybciej rozdziały! xx <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Dokładnie :D To jest zajebiste ale mogłabyś dodawać je częściej <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam kiedy Louis naśladuje Hazze <3 Rozdział słodki, czekam na kolejny! Nie przejmuj się, dla mnie całe te opowiadanie jest od początku idealne :) ~ @mymuffinmalik x

    OdpowiedzUsuń
  13. "Oni w końcu gdzieś dotrą i będzie się coś działo, obiecuję, tylko dajcie im parę rozdziałów"
    HAHAHAHAHAHAH To mnie całkowicie rozwaliło xd Naprawdę ludzie tak marudzą?

    Rozdział cudooowny *o* Taki suodki, radosny, ale nadal nie znamy powodu wyjazdu Hazzy ...

    Czekam na następny! Mogę czekać i czekać, spokojnie, mi się nigdzie nie śpieszy tak jak niektórym ;D

    Pozdrawiam,
    Zickyy Xx

    @RealMeIsNotMe

    OdpowiedzUsuń
  14. czekam na te rozwinięcie, ale to co dzieje się teraz dla mnie i tak jest ciekawe, więc w sumie mi się nie spieszy :P
    fajnie jest jak jest, szkoda tylko, że Lou tak najechał pod koniec na Hazzę, chociaż każdy ma jakieś granice, więc go rozumiem
    Harry jest zdecydowanie zbyt dziecinny i w sumie wątpię, że akurat ten fakt ma jakieś głębsze dno, jak te kolory na przykład xd
    cóż, nie wiem co tam jeszcze napisać, idę spać, myśląc o następnym rozdziale :D
    kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak dla mnie nie musza nawet nigdzie docierać rozdziały i tak sa świetne :) Czekam na nastepny :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Swietne naprawdę, kocham tego. harrego jest taki pocieszny ❤
    Jak dla mnie moga sie tak snuc, to opowiadanie i tak bedzie perfekcyjne!

    OdpowiedzUsuń