środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział X

                   Valerie była drobną, szczupłą dziewczyną o nietuzinkowej urodzie. Jej długie, blond włosy kaskadami opadały na ramiona i plecy, kończąc się na wysokości bioder. Wargi dziewczyny były kusząco pełne, a zielone niczym szmaragdy, lśniące tęczówki, oprawione rządkiem długich, muśniętych mascarą rzęs. Blondynka posiadała bardzo delikatne rysy twarzy, których dopełniał mały, zgrabny nosek oraz lekko falowana fryzura. Nie była pomalowana mocno, a wręcz niezwykle naturalnie tylko po to, by podkreślić swoje największe atuty takie jak hipnotyzujące oczy, czy kości policzkowe. Ubrana była w jasne, opięte jeansy, które idealnie uwydatniały jej zgrabne nogi i krągłości, oraz białą koronkową koszulkę, odsłaniającą jej płaski brzuch.
                   Po tym jak Liam nas sobie przedstawił, blondynka wstała od stołu, kierując się w stronę moją i Harrego. Jej twarz rozświetlał promienny uśmiech, a buty na niskim obcasie miarowo odbijały się od drewnianej podłogi, wydając przy tym charakterystyczny, tępy dźwięk. Zatrzymawszy się na wprost mnie, Valerie rozłożyła swoje szczupłe ramiona, gestem dłoni zapraszając mnie do uścisku. Odwzajemniając jej zaraźliwy uśmiech, przyciągnąłem ją do siebie, oplatając ramionami wokół wąskiej talii.
-Miło mi cię poznać, Lou - powiedziała z mocnym, brytyjskim akcentem. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, by kiedykolwiek moje imię brzmiało w czyichś ustach tak seksownie.
-Mi ciebie również, Val - odparłem miękko, niechętnie wypuszczając ją z objęć.
-Oh, skoro trafiłam z imieniem, to ty musisz być Harry - uprzejmie zwróciła się do Loczka, który ni stąd ni zowąd stracił swój dobry humor i entuzjazm towarzyszący mu podczas poznawania nowych ludzi.
-Tak, miło mi - przywitał się beznamiętnie, ściskając dłoń dziewczyny.
-Mi również - odparła z szerokim uśmiechem, którego Harry nie odwzajemnił.
                   Po chwili, do jadalni zawitali ciocia Karen i wujek Geoff, którzy poczęli ustawiać talerze i półmiski pełne jedzenia, na stole starannie wytartym i nakrytym przez Liama. Gdy zasiedli oni na swoich stałych miejscach, pozostały jeszcze trzy wolne krzesła - dla mnie, Harrego i Valerie, która przed otwarciem baru najwidoczniej jadała śniadania wraz z rodziną Payne'ów. Ziewając przeciągle, ruszyłem wgłąb jadalni, bezwiednie wybierając puste krzesło obok mojego kuzyna, jako to, na którym zamierzałem usiąść. Mimo iż Harry starał się dotrzymać mi kroku, Valerie okazała się być szybsza i zgarnęła mu miejsce obok mnie, tuż sprzed nosa. Widząc ściągnięte brwi i naburmuszoną minę bruneta, spodziewałem się jakiejś sceny wybuchu bliżej nieokreślonych, jednakowoż niekontrolowanych emocji, lecz ku mojemu zdziwieniu Loczek jedynie ciężko przełknął ślinę, siadając obok blondynki.
-Więc, Lou? Jak długo zamierzasz tu zostać? - spytała niespodziewanie Valerie, układając swoją dłoń na mojej spoczywającej na stole, by zwrócić moją uwagę.
-Tydzień lub półtora - odparłem z lekkim uśmiechem.
-Tak krótko? - jęknęła niezadowolona.
-Niestety. Mamy z Harrym pewne plany - rzuciłem.
-Jakie plany? - dopytywała zaintrygowana.
-Jedziemy do Paryża - wypalił nagle zielonooki, nie odwracając wzroku od swojego śniadania.
-Oh! Naprawdę?! Do Paryża?! To takie piękne miasto! Byłam tam już kilka razy i z chęcią wybrałabym się ponownie! - zawołała podekscytowana, na co Loczek posłał jej wrogie spojrzenie, po czym wrócił do studiowania zawartości swojego talerza.
                   Przez resztę śniadania, Harry nie wydusił z siebie już nawet pojedynczego słowa. Jadł w ciszy, odpowiadając na pytania jedynie skinieniem lub potrząśnięciem głowy. Nie odważył się również sięgnąć po dzbanek z kompotem.  Nie zwróciłem na to jednak większej uwagi, będąc zupełnie zaabsorbowany osobą i pięknym akcentem Valerie. Okazało się bowiem iż jej uroda szła w parze z rozumem, czyniąc ją najprawdopodobniej jedną z najbardziej urokliwych osób, jakie dane mi było poznać. Gdy wszystkie talerze były już opróżnione, Karen, Geoff i Valerie zeszli na dół, by otworzyć bar, zostawiając zmywanie mnie, Harremu oraz Liamowi, który następnie wyjaśnić miał nam nasze nowe obowiązki. Brunet mył znaszane przez Loczka talerze, które ja następnie wycierałem, chowając je do szafki nad zlewem.
-Hmm, Louis? Mógłbyś mi powiedzieć co ty wyprawiasz? - spytał niespodziewanie Liam.
-O co ci chodzi? - zdziwiłem się.
-O Valerie - urwał, biorąc od Harrego kolejny stos talerzy.
-Nadal nic nie rozumiem - spojrzałem na bruneta spod ściągniętych brwi, gdy zielonooki opuścił kuchnię.
-Wczoraj tylko droczyłem się z tobą i Harrym, ale gdy mama powiedziała mi, że ty i Olivia nie jesteście już razem, domyśliłem się, że jednak coś jest na rzeczy... Więc nie flirtuj z Valerie, w jego obecności, albo stracę tytuł największego dupka w tym domu - burknął, rzucając przelotne spojrzenie w kierunku drzwi, by upewnić się, że Loczek nas nie słyszy.
-Jest tylko jeden mały problem: nic nie ma na rzeczy. Harry i ja poznaliśmy się przedwczoraj, nie rób z nas małżeństwa - prychnąłem.
-Okej, może wysunąłem pochopne wnioski, ale nawet nie próbuj mi wmówić, że nie zauważyłeś jak cichy jest od rana. Nie wiem czy jest zazdrosny czy nie, ale nie pomyślałeś o tym, że może czuć się trochę nieswojo? W gruncie rzeczy nie zna żadnego z nas, ale ty zgodziłeś się wziąć go do pieprzonego Paryża, więc nie spychaj go teraz na drugi plan, bo to, że zaczął ufać ci od tak, nie znaczy, że nie może przestać równie łatwo - powiedział Liam, odkręcając kurek z wodą, by zagłuszyć swoje słowa. Już otwierałem usta, by mu odpowiedzieć, lecz w rezultacie zrezygnowałem, czekając aż Harry poda brunetowi brudne śtućce i wróci do jadalni, po kolejną ich porcję.
-Od kiedy jesteś taki pełny empatii względem nieznajomych? - prychnąłem.
-Nie wiem, stary. Harry po prostu ma w sobie coś takiego co sprawia, że chcesz się nim zaopiekować - wzruszył ramionami.
-Tak, racja - westchnąłem, skinąwszy głową.
-Tak poza tym, miałem spytać... co się wydarzyło między tobą, a Olivią? - zagaił po chwili.
-Przespała się ze Stephenem - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
-Z tym Stephenem? Twoim najlepszym przyjacielem? - uniósł wysoko brwi, w geście niedowierzania, na co niechętnie skinąłem głową. - Wow... to... dość okrutne z ich strony. Nie dziwię ci się, że wyjeżdżasz. Ja wybiłbym kolesiowi parę zębów i pognał przed siebie, żeby nie oglądać ich parszywych twarzy - warknął, wyraźnie zdegustowany postawą moich "przyjaciół".
-A myślisz, że za co wyleciałem z uczelni? Na jej terenie wybiłem Stephenowi nie tylko ząb, ale też kilka kości ze stawów - syknąłem, tonem pełnym jadu.
-Nie gadaj! - spojrzał na mnie wielkimi oczyma zszokowany, lecz nie udało mu się powstrzymać parsknięcia śmiechu.
-To wcale nie jest  śmieszne! - zawołałem oburzony, również chichocząc.
-O czym rozmawiacie? - usłyszeliśmy nagle za plecami. Niczym na komendę obróciliśmy się w kierunku źródła dźwięki, napotykając wzrokiem wpatrzone w nas zielone tęczówki Harrego, stojącego niezręcznie po środku kuchni, ze splecionymi dłońmi, zupełnie jakby wahał się, czy aby na pewno może zadać to pytanie.
-O niczym ważnym - rzuciłem, wykonując lekceważące machnięcie ręką.
-Nie ma już nic do zmywania? - spytał Liam spoglądając na Loczka wyczekująco, na co ten pokręcił głową, wprawiając tym samym swoje loki w skoczny taniec wokół jego głowy. - W takim razie zapraszam na dół - wytarł dłonie w ścierkę leżącą na blacie, po czym odłożył ją na jej stałe miejsce. - Zaczynamy pierwszy dzień w pracy, chłopcy! - zawołał klaszcząc w dłonie.
-Kiedy nie zachowujesz się jak cham, jesteś całkiem słodki - zaśmiałem się, szturchając Liama łokciem, za co ten spiorunował mnie wzrokiem.
-Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co na to odpowiedzieć, więc po prostu uświadomię cię, że wy dwaj również dostaniecie różowe fartuchy - odparł brunet z kamienną twarzą, po czym skierował się do wyjścia.
-Chyba żartujesz! - zawołałem oburzony, ruszając za nim, na co ten jedynie głośno się roześmiał.
                   Gdy pokonaliśmy schody prowadzące na parter, udaliśmy się do kuchni, w której ciepłym uśmiechem przywitała nas ciocia Karen. Liam natomiast z jednej z szafek wyjął dwa czyste fartuchy, które mimo moich modlitw o to, by tylko żartował, były różowe. Biorąc je od niego niechętnie, jeden z nich zarzuciłem sobie na szyję, natomiast drugi założyłem Harremu, wiążąc mu na plecach zgrabną kokardkę.
-Spójrz, Lou! Mam różowy fartuch! - zachichotał w niezwykle uroczy sposób.
-Co ty nie powiesz - westchnąłem, poprawnie zakładając swój.
-Chwila, czegoś tu brakuje... - zastanawiał się na głos Liam, przyglądając się Harremu. - Już wiem! - zawołał po chwili namysłu. Zanim się obejrzałem, z innej szafki wyciągnął siatkę na włosy, którą sprawnym ruchem założył zielonookiemu na głowę. Zaskoczony chłopiec spojrzał na swoje odbicie w jednej z patelni leżących na blacie, po czym zaniósł się śmiechem głośnym, jednakowoż tak melodyjnym iż mógłbym słuchać go do końca swoich dni. Zdecydowanie wolałem tę rozkoszną wersję Harrego, od tej cichej.
-Spójrz, Lou! Mam... - zawołał radośnie, lecz urwał w połowie marszcząc brwi. - Co to jest? - spytał, wskazując palcem na swoją głowę.
-To, mój drogi, jest siatka na włosy - odparł Liam uroczystym tonem.
-Oh - burknął Loczek, spuszczając wzrok, najwidoczniej nadal onieśmielony.
-Daj spokój, nie musisz bać się ze mną rozmawiać - westchnął brunet, wywracając oczyma, jednak dało to skutek odwrotny do oczekiwanego i zamiast nieco się otworzyć, Harry jedynie spuścił głowę, uparcie wpatrując się w swoje znoszone trampki. - No dalej, odezwij się. Obiecuję, że tym razem będę miły - zachęcał Payne, posyłając młodszemu ciepły uśmiech, który ten odwzajemnił patrząc na niego niepewnie spod swoich długich rzęs.
-Po co mi siatka? - spytał nieśmiało, wreszcie się przełamując.
-Mamie przyda się pomoc w kuchni, więc to tu będziesz pracował, ale nie wydaje mi się, żeby klienci czuli się zobowiązani zostawić nam napiwek, jeśli w swoich zamówieniach znajdą kasztanowe loki - odparł, na co chłopiec potulnie skinął głową.
-A czemu Lou nie ma siatki? - wypalił, posyłając mi przelotne spojrzenie.
-Ponieważ Lou będzie roznosił zamówienia razem ze mną i Valerie - wyjaśnił Liam, na co mina Loczka nieco zżedła, lecz chłopiec szybko wziął się w garść, zdobywając na lekki uśmiech.
-Harry, kochanie, czy mógłbyś mi pomóc? - niespodziewanie usłyszeliśmy głos cioci Karen. Wszyscy troje jak na komendę zwróciliśmy się w stronę kobiety, która właśnie starała się sięgnąć jeden z garnków z najwyższej półki.
-Pa, Lou! Do zobaczenia później, idę do pracy! - zawołał podekscytowany brunet, przyciągając mnie do szybkiego uścisku, po czym ruszył na pomoc pani Payne.
-My też chodźmy do pracy, Lou - zaszczebiotał Liam, naśladując głos Loczka, na co roześmiałem się, kręcąc głową rozbawiony.
                   Gdy wraz z dziewiętnastolatkiem opuściliśmy kuchnię, w barze przywitał nas całkiem spory gwar. Sala wręcz po brzegi wypełniona była ludźmi. Jednak z tego co mówił mi Liam przez telefon wynikało iż tak duży ruch mają jedynie w weekendy, natomiast w ciągu dnia roboczego nie zagląda tu więcej niż kilka osób. Zakasując rękawy, wraz z Liamem wzięliśmy się do pracy, poczynając od wytarcia zwolnionych już stolików. Następnie udaliśmy się na zaplecze po tace, na których przenosiliśmy z kuchni zamówienia klientów, których przyjmowaniem zajęła się Valerie.
                   Za każdym razem, gdy blondynka przechodziła obok mnie, delikatnie przejeżdżała opuszkami palców po moim biodrze lub nadgarstku. Za siódmym razem przestałem wierzyć iż było to przypadkowe. Zawsze, gdy nasze spojrzenia krzyżowały się, Valernie posyłała mi zniewalające uśmiechy, których nie byłem w stanie nie odwzajemnić. Gdy po upływie kilu godzin, ruch nieco się zmniejszył, a wszyscy klienci byli już obsłużeniu, wraz z blondynką i Liamem, zasiedliśmy przy jednym z wolnych stolików, korzystając z chwili wytchnienia. Nasza rozmowa była przykładem typowej pogawędki, co nie zmieniało faktu iż była ona niezwykle przyjemna i odprężająca. W pewnym momencie, w następstwie moich słów, które zgrabnie utworzyły wcale nie tak śmieszny żart, Valerie zaśmiała się donośnie, starając się stłumić to, przykładając swoją drobną dłoń, do pełnych, malinowych warg. Jej śmiech był piękny. Ciepły, nie za głośny, nie za cichy, przyjemny dla ucha i zaraźliwy. Można by rzec, że idealny. Dla mnie jednak czegoś w nim brakowało. Czegoś, czego nie potrafiłem nawet opisać, lecz było to tak ważne iż nie zaryzykowałbym stwierdzenia iż to śmiech Valerie jest tym, którego chciałbym słuchać już do końca swoich dni.
                   Gdy dzwonek nad drzwiami ponownie począł zakłócać ciszę panującą w barze, nieustannie informując o przybyciu nowego klienta, wraz z blondynką i moim kuzynem, westchnęliśmy głęboko, powracając do pracy. Udałem się właśnie do kuchni, by odebrać kolejne zamówienie, gdy niespodziewanie zatrzymałem się w progu, utkwiwszy wzrok w roześmianej twarzy Harrego. Chłopiec cały umazany był mąką, której rozerwane opakowanie leżało na ziemi, brudząc ciemne kafelki. Ciocia Karen, tak samo jak brunet śmiała się donośnie, lecz to głęboki niczym jego głos śmiech chłopca przebijał się przez wszystkie dźwięki. Był on niezwykle miękki i melodyjny, sprawiając go niewyobrażalnie szczerym. Niespodziewanie mój żołądek ścisnął się w supeł, a serce zabiło mocniej, po czym z przerażeniem uświadomiłem sobie iż po raz ostatni poczułem się w ten sposób na kilka miesięcy przed moim zerwaniem z Olivią, gdy udaliśmy się na - ośmielę się zaryzykować stwierdzenie romantyczny - weekendowy wyjazd. Starałem się odgonić od siebie te myśli, jednak nie mogłem udawać, że śmiech Harrego nie był przyczyną szybszego bicia mego serca. Było w nim coś wyjątkowego, czego nie potrafiłem ubrać w słowa. Coś, czego brakowało mi w śmiechu Valerie...
-Spójrz, Lou! Pada śnieg!  - zawołał Harry, niczym mały chłopiec domagający się uwagi, zaraz po tym jak dostrzegł moją obecność, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia.
-Oh, Haz - westchnąłem rozczulony, wyciągając wargi w lekkim uśmiechu.
-Proszę, skarbie - powiedziała ciocia Karen, układając na mojej tacy zamówienie, które zanieść miałem na stolik numer 12. - A ty na co czekasz? Sprzątaj tu raz, dwa! Nie płacimy ci za stanie w miejscu! - zaśmiała się, strzepując z ramienia Harrego nieco mąki.
-Tak jest szefowo! - zawołał wesoło Loczek, w podskokach ruszając do schowka po zmiotkę i szufelkę. Ja natomiast wyszedłem z kuchni, kręcąc głową rozbawiony.
                   Po zamknięciu baru, wszyscy pożegnaliśmy się z Valerie, która odjechała swoim starym BMW, obiecując iż weźmie jutro dłuższą zmianę. Gdy wraz z Liamem upewniliśmy się, że drzwi zamknięte są na wszystkie spusty, zgasiliśmy światła, po czym udaliśmy się na piętro, gdzie w jadalni czekali już na nas Karen, Geoff i Harry. Po kolacji, gdy wszystkie talerze były już puste, wraz z chłopcami zgłosiliśmy się na ochotników do zmywania, za co ciocia i wujek nagrodzili nas ciepłymi uśmiechami, następnie udając się do swojej sypialni, by odpocząć po ciężkim dniu pracy. Liam pożegnał się z nami zaraz po tym jak zakręcił kurek z wodą, układając na suszarce ostatnią umytą filiżankę. Pozostawieni sami sobie, wraz z Harrym ruszyliśmy do pokoju gościnnego, do którego brunet wpadł niczym błyskawica, zatrzaskując mi drzwi przed nosem. Zaskoczony zapukałem w nie cicho, nie chcąc budzić pozostałych domowników, jednak chłopiec nie uraczył mnie odpowiedzią. Westchnąwszy ciężko, zbyt zmęczony, by zrobić cokolwiek innego, oparłem się plecami o równoległą ścianę, cierpliwie czekając. Nie minęły nawet dwie minuty, zanim Harry otworzył mi drzwi z ciepłym uśmiechem, przebrany w swoją (a raczej moją), zbyt ciepłą jak na czerwiec piżamę. Ziewając przeciągle, przekroczyłem próg pokoju, po czym nie zważając na obecność Loczka, zrzuciłem z siebie ubrania, zamieniając je na dres i koszulkę, w których zwykłem spać. Następnie skierowałem się prosto do łóżka, na które opadłem bezwładnie, chowając twarz w poduszkach. Harry natomiast bez pośpiechu zgasił światło, po czym w ciemności ruszył przez pokój, delikatnie układając się na posłaniu. Ponieważ przez moją pozycję nie miał zbyt wiele miejsca obok, z trudem przekręcił mnie na plecy, jak zwykle wtulając się w moją klatkę piersiową. Westchnąwszy obiąłem go ramionami, uprzednio szczelnie okrywając nas kołdrą.
-Lou? Co zrobimy, gdy już będziemy w Paryżu? - spytał niespodziewanie, szeptem tak cichym iż ledwo byłem w stanie go usłyszeć.
-Ja zamierzam znaleźć pracę, przyjaciół i mieszkanie, by zacząć wszystko od nowa, a ty... to zależy od ciebie - odparłem ziewając przeciągle.
-Ode mnie? Myślałem, że od ciebie... - odparł dość niepewnie.
-Nie zrozum mnie źle, to nie tak, że zostawię cię na pastwę losu. Po prostu, gdy staniemy na nogi nasze drogi się rozejdą. To chyba oczywiste - wymruczałem opuszczając ciężkie powieki.
-W porządku - szepnął po chwili chłopiec, co nijak miało się do satysfakcjonującej odpowiedzi na moje słowa.
-W porządku? - mentalnie uniosłem jedną brew.
-W porządku - powtórzył mocniej wtulając się w materiał mojej koszulki, zanim odpłynąłem do krainy Morfeusza.

16 komentarzy:

  1. Harry jest taki słodki :') czekam na nastepny x /karolciasel

    OdpowiedzUsuń
  2. omg jaka urocza końcówka aw, nie moge sie juz doczekać kolejnego @cuteniallz

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm... od czego by tu zacząć?
    Może Valerie- gdyby nie fakt że podwala się do Lou to pewnie bym ją bardziej polubiła xd.
    Liam jest miły yey!
    A no i moje biedne serduszko roztopiło się, kiedy wyobraziłam sobie Hazzę w fartuszku, rozsypującego mąkę i krzyczącego "pada śnieg" :')
    No cóż czekam z niecierpliwością na next <3
    Love ya.
    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu Liam ma 100% racjiw kwestii tej dziewczyny i Lou omg moment kiedy Louis zobaczył Harrego w tej mące był najlepszy,zrozumiał co się dzieje w jego główce ashdjsdh poza tym martwi mnie Harry i jego długie rękawy... boże oby tam nie było blizn... to była moja pierwsza myśl. Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku <3 <3 jak zwykle przeuroczy, boje sie tylko co ukrywa Harry :c czekam na kolejny z niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Valerie jest taka idealna :O ale i tak wolę Harrego ;) nie mogę się doczekać kiedy dotrą do Paryża ;) czekam na nexta! /Charsi

    OdpowiedzUsuń
  7. NIE W PORZĄDKU!!!
    grrrr nie lubię Valerie jest zbyt idealna...chociaż nie, nie lubię jej po przez nią Harry jest smutny.
    HA! 1-0 dla Hazzy :D
    Kocham Liama, jest takim misiem, kiedy nie jest palantem :)
    Louis ty idioto, przecież już się zadurzyłeś, wake up honey!
    Nie muszę pisać że rozdział jest cudowny, robię to za każdym razem, więc to chyba oczywiste...
    Czekam na następny :)
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku Harry pomagający Karen w kuchni i ten "padający śnieg" to wszystko było tak słodkie. Nie lubiłam Valerie od momentu pojawienia się jej w opowiadaniu i po przeczytaniu tego rozdziału przyznaje, że nie lubię jej jeszcze bardziej... Lou musi być z Harrym, koniec kropka xd chociaż trochę mnie pocieszyło to jak Louis przyglądał się Harremu i powoedział, że przez jego śmiech, jego serce szybciej biło <3 to było cudowne, idealne i uwielbiam ten moment w opowiadaniu bo widać, że Harry nie jest mu obojętny i może jeszcze nie jest tego świadomy ale w głębi serca coś do niego zaczyna czuć... końcówka złamała mi serce na pół.. nie, nie, nie jest w porządku. Ich drogi nie mogą się od tak rozejść, nie przeżyłabym chyba tego :c nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, pozdrawiam i życzę weny :) ~ @mymuffinmalik. XX

    OdpowiedzUsuń
  9. Aww! Lou się przyznał, że coś czuje do Harry'ego!! Cudownie!! ^^
    Nie mogę się doczekać nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapisze sb do czytania offline a bardziej rozlegle skomentuje jutro, okey? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem tu nowa, ale zdołałam już przeczytać Twoje poprzednie opowiadania o Larry'm i teraz zabrałam się za to... Cóż mogę rzec? Cudo cudo cudo <3 Ta Valerie taka wyidealizowana nieskazitelna Barbie, tylko z mniejszą ilością makijażu. Za to Harry jest taki słodki i cudowny! Serce bije mi szybciej, gdy wyobrażam go sobie takiego radosnego, a kraja, gdy on coś ukrywa... :'(
    Czekam na cd. Wręcz muszę poznać całą tą historię do końca. Pozdrawiam :-D

    OdpowiedzUsuń
  12. więc przeczytałam i martwię sie o Harry'ego :( Tak mi smutno czytać jak on reaguje na flirt Val z Lou ... Mam nadzieje, ze nic miedzy nimi ...? I dobrze, że jadą do tego Paryza, przynajmniej ją zostawia xd Liama polubiłam! Przedtem jakoś taki troche niemily sie wydawal, ale stal sie uroczy ^^
    I blagam cie kochana, Hazz sie nie tnie, prawda? To zlamie mi serce, że taki niewinny uroczy chlopiec ma takie problemy aby sie okaleczać .
    A wlasnie co do problemow, co do chuja zrobili mu rodzice, że tak bardzo chciał od nich uciec?! Dowiedzieli sie o jego homo???
    Nie wytrzymuje bez tych informacji o jego przeszlosci :/
    I mam nadzieje, że nie rozstana sie w Parisu. Lou chyba zrozumie swoje uczucia. Mogłby juz teraz probować ...

    OdpowiedzUsuń
  13. JEJUUUUUUUUUU <3
    Oni są niesamowici! :D Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak bardzo ciekawi mnie wątek dotyczący rodziców Harrego, co działo sie u niego w domu, co tak ukrywa i czemu jest taki tajemniczy :) rozdział jak zawsze uroczy i czekam na nexta *.* Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam sie z Liamem w 100%
    Kocham to jak piszesz ❤
    Harry jest jak zwykle mega uroczy i naprawde chcialabym go przytulic ;c
    Czekam az w koncu okaze sie co on ukrywa...

    OdpowiedzUsuń