poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział XI

                   Czas spędzony w domu rodziny Payne płynął szybko, jednak nie mogę powiedzieć iż był on najbardziej ekscytującym w moim życiu. Szczerze mówiąc towarzyszyła mu pewna rutyna, której w żaden sposób nie dało się przezwyciężyć. Każdy dzień kończył i zaczynał się tak samo, a ja począłem zastanawiać się jak to możliwe, że Liam, który w gruncie rzeczy był dość żywiołowy, a przede wszystkim młody i u stóp bram możliwości, które otwierał mu na siebie świat, jeszcze nie zwariował zamknięty w tych czterech ścianach. Tym bardziej, że gdzieś tam w Londynie studiowała jego dziewczyna Sophia. Któregoś dnia, gdy mieliśmy wolną chwilę spytałem go o to. Powiedział mi wtedy, że nie marzył o niczym innym jak rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać z nią, jednak wiedział, że nie mógł. Nie miał serca zostawić rodziców samych, z nie za dobrze prosperującym barem na głowie. Możliwe, że nigdy się o tym nie dowie, ponieważ jestem tylko zapatrzonym w siebie, zarozumiałym dwudziestolatkiem, który nie znosi chwalić innych lub umniejszać swojej wartości, ale to wręcz niewiarygodne jak bardzo wzrósł mój szacunek do jego osoby. Szczerze mówiąc (oczywiście do siebie, bo przecież nie przyznałbym się do tego Liamowi) po naszej rozmowie dopadły mnie wyrzuty sumienia. Byłem zupełnym przeciwieństwem mojego kuzyna. Nawet nie żegnając się z powoli sypiącą się rodziną, planowałem wyjechać za granicę, mając na uwadze jedynie swoje problemy. Czasem czułem się z tym jak skończony niewdzięcznik, który nie ma szacunku do ludzi, którzy go kochali i wychowali, a innym razem odnosiłem wrażenie, że już zbyt wiele razy znosiłem kłótnie rodziców, zmiany wszystkich planów spowodowane brakiem opiekuna dla moich młodszych sióstr i uczuciem wyobcowania i pustki w moim własnym domu. Na ten moment jednak posunąłem się już zbyt daleko, by podkulić ogon i ze spuszczoną głową wrócić do Manchesteru. Podjąłem się wyzwania, którego zamierzałem dokonać tak mocno, jak moi rodzice byliby mu przeciwni, gdyby tylko zdawali sobie z niego sprawę. Chciałem zacząć od nowa w Paryżu, co samo w sobie było już połową sukcesu, gdyż chcieć znaczy móc. I nie, nie było to jedynie czcze gadanie, ponieważ naukowo udowodniono, iż pozytywne myślenie to pierwszy krok do powodzenia.
                   Tak więc pracowałem długo i sumiennie, od rana do wieczora, znosząc humory Liama i czasami nazbyt nachalne poczynania Valerie. Mimo wszystko jednak pokochałem to miejsce oraz przebywających w nim ludzi, gdyż bez względu na dalsze pokrewieństwo lub zupełny jego brak, czułem się tu jak w rodzinnym domu, nawet bardziej niż w betonowej pułapce moich rodziców, w której razem zamknęło ich domniemane, pierwszorzędne "dobro" moich sióstr.
                   Natomiast jeśli chodzi o Harrego... był... no cóż, był po prostu Harrym. Mimo jego deklaracji o zaprzestaniu bycia skrytym, chłopiec w dalszym ciągu mówił nazbyt dużo, zgrabnie pomijając w tym temat własnej osoby, oraz zadawał tysiące pytań, choć on na moje nigdy nie opowiadał. Czasem był głośny, wesoły i roześmiany, a pełnia życia, entuzjazm oraz dziecięca ciekawość i naiwność dosłownie z niego tryskały. Innym razem jednak trzymał się na uboczu, niechętnie rzucając słowem lub dwoma, snując się z kąta w kąt z nietęgą miną, tym samym sprawiając iż niczego nie pragnąłem bardziej niżeli usłyszeć jego perlistego śmiechu, którym byłem tak oczarowany. Owszem, Harry bywał humorzasty, niezrozumiały i krótko mówiąc upierdliwy, jednak posiadał wiele zalet, które nie sposób było zignorować. A największą z nich wszystkich był jego śmiech. Było coś w sposobie, w którym jego wesołe, lśniące tęczówki zwężały się do poziomu szparek, tworząc małe zmarszczki wokół oczu. Było coś w sposobie w jakim kąciki jego ust unosiły się ku górze, wyciągając wargi w szerokim uśmiechu, formując dwa urocze dołeczki w jego zarumienionych policzkach. Było coś w sposobie, w którym śmiał się do utraty tchu, tak szczerze i pięknie, przy pomocy jednej sylaby, oprawionej jego głębokim, melodyjnym głosem i akcentem, który słyszalny był nawet w zaistniałej sytuacji. To wszystko, te małe rzeczy, na pozór nic nie znaczące szczegóły czyniły śmiech Loczka niezwykle wyjątkowym. Tak wyjątkowym iż był w stanie chwycić mnie za serce do tego stopnia iż zaczynało ono bić dwa razy mocniej w przyspieszonym tempie. Harry posiadał wiele śmiechów - wymuszony, nerwowy, nie do końca wesoły oraz ten którego używał najrzadziej i mój ulubiony, czyli szczery, który docierał również do oczu. Za każdym razem, gdy brunet miał jeden z tych cichych dni starałem się znów go u niego wywołać, jednak nie było to tak łatwe jak mogłoby się wydawać, a nawet wydawało się być niewykonalne.
                   W dniu, w którym go spotkałem wiedziałem już, że jeden szczery uśmiech Harrego byłby w stanie rozświetlić każdy mrok, natomiast jego śmiech był w stanie rozświetlić nawet mrok w moim sercu, który pozostawiło po sobie dość bolesne zerwanie z Olivią. Mimo wszystko Harry nadal był Harrym, a ja nadal byłem Louisem, co czyniło nas parą najlepszych nieznajomych przyjaciół, którzy rozstaną się po dotarciu do wyznaczonego celu podróży, a mnie nie skłaniało do pragnięcia czegoś więcej lub snucia złudnych nadziei. Nie przeszkadzało mi to jednak w zachwycaniu się jego śmiechem i dążeniu do tego, by Loczek był szczęśliwy, ponieważ od tego właśnie są przyjaciele, czyż nie? Jednak Harry oraz jego nieprzezwyciężone skrycie i upartość wcale mi tego nie ułatwiali.
                   Czasem zastanawiałem się jak to możliwe, że mimo tygodnia znajomości tak bliskiej iż byliśmy w stanie spać w jednym łóżku, nawzajem trzymając się w ramionach, jedynym co wiedziałem o brunecie było to jak się nazywa, ile ma lat oraz skąd pochodzi. Jednak czy miałem prawo wymagać od niego więcej, w czasie gdy on nie znał nawet mojego nazwiska, a jeszcze kilka dni temu miał wątpliwości wobec pełnej formy mojego imienia? Cóż, zapewne nie. Jednak nie czułem się nieuczciwie zrzucając całą winę za zaistniałą sytuację właśnie na niego. Skoro on nie odpowiadał na moje pytania - ja nie odpowiadałem na jego. To chyba sprawiedliwe, czyż nie?
                   Lecz pewnego dnia miało się to zmienić. Tuż po zamknięciu baru i zjedzeniu kolacji, gdy wszyscy udali się do swoich sypialni, by odpocząć przed kolejnym ciężkim dniem pracy, Harry wszedł do pokoju gościnnego w swojej ciepłej piżamie i włosami nadal wilgotnymi po prysznicu. Zgasiwszy światło, niemalże na palcach ruszył w stronę łóżka, po czym bezszelestnie ułożył się na posłaniu, wtulając w mój bok. Siedząc oparty plecami o ścianę, odruchowo objąłem go ramieniem, przyciągając bliżej siebie. Przez chwilę milczeliśmy w tej błogiej ciszy rozkoszując się jedynie swoim towarzystwem, na co nie mieliśmy czasu w dzień ze względu, na to iż Loczek pracował w kuchni, a ja jako kelner. W pewnym momencie chłopiec ułożył swoją dłoń na moim brzuchu, po czym wyciągając wskazujący palec, począł kreślić na nim abstrakcyjne wzory. Był to jeden ze zwyczajów zielonookiego, który początkowo wziąłem za nerwicę natręctw, jednak po pewnym czasie zdałem sobie sprawę iż jest on spowodowany jedynie pragnieniem dotyku i kontaktu, albowiem tak długo jak miał na sobie możliwie największą warstwę ubrań, Harry uwielbiał różnego rodzaju czułości, natomiast dotyku szorstkiego, czy gwałtownego unikał jak ognia. Czasem bywał taki delikatny.
-Lou, czy teraz jest innym razem? - spytał w pewnym momencie, wyrywając mnie z zamyślenia.
-Słucham? - tchnąłem zmieszany.
-Obiecałeś, że opowiesz mi o swoich studiach innym razem. Czy teraz jest innym razem? - uniósł głowę spoczywającą na mojej klatce piersiowej, by nawiązać ze mną kontakt wzrokowy.
-Co dokładnie chcesz wiedzieć? - odparłem niechętnie po upływie dłuższej chwili, unikając jego spojrzenia.
-Wszystko - wypalił wesoło.
-Wszystko? - uniosłem jedną brew.
-Wszystko - powtórzył energicznie potrząsając głową, tym samym sprawiając iż kilka kropel wody z jego włosów przeniosło się na moją koszulkę tworząc na niej małe, mokre plamki.
-Tylko, że to wiąże się z powodem, dla którego chcę wyjechać do Paryża... - westchnąłem nieprzekonany.
-O tym też chcę wiedzieć wszystko - wymruczał.
-Powiem ci pod jednym warunkiem - zaproponowałem.
-Jakim? - spojrzał na mnie wielkimi oczyma, lśniącymi nawet w ciemności.
-Ty też mi powiesz dlaczego chcesz ze mną jechać - odparłem, po czym nastała między nami cisza, zupełnie jakby chłopiec rozważał naszą umowę.
-W porządku - rzucił po chwili namysłu, niby od niechcenia, lecz ja wyczuć mogłem przyspieszone bicie serca w jego klatce piersiowej przyciśniętej do mojego boku.
-Więc w porządku - podsumowałem, skinąwszy głową.
-Już możesz mówić - ponaglił mnie.
-Nie wiem od czego zacząć - burknąłem.
-Od początku - zaproponował.
-Gdy skończyłem liceum... - zacząłem, jednak chłopiec wszedł mi w słowo.
-Od tego ważnego początku - zachichotał, łaskocząc mnie w bok, na co ja również zaśmiałem się serdecznie.
-Um... okej. Więc... miałem kiedyś dziewczynę. Była bardzo ładna, słodka i uprzejma, a na imię miała Olivia - westchnąłem z nostalgią, a kąciki moich ust opadły diametralnie.
-Co to ma wspólnego ze studiami i Paryżem? - Harry spojrzał na mnie spod ściągniętych brwi.
-Dojdę do tego - uspokoiłem go. - Przez rok byliśmy parą, gdy po zakończeniu liceum zdecydowaliśmy się iść na tę samą uczelnię, na której poznaliśmy naszego nowego, najlepszego przyjaciela Stephena. Przez kolejny rok ja i Olivia nie dogadywaliśmy się już tak dobrze jak na początku. Ze wszystkich naszych problemów zwierzałem się Stephenowi, więc gdy ona wbiła mi nóż w plecy przy jego pomocy, poczułem się jakby on dodatkowo go przekręcił - kontynuowałem z wybuchową mieszanką gniewu i rozpaczy, czując jak rozdrapuję nadal świeże rany.
-Co się stało? - szepnął przejęty chłopiec.
-Zdradzili mnie. Oboje - burknąłem spuszczając głowę.
-Zdradzili? Czyli co konkretnie zrobili? - spytał nieco zmieszany i choć czasem jego całkiem niewinne i naiwne pojęcie świata mnie rozczulało, naprawdę nie mogło się ujawnić w gorszym momencie.
-Domyśl się - wycedziłem przez zaciśnięte zęby, a Harry zamilkł faktycznie nad tym rozmyślając.
-Nie wiem - sapnął speszony, gdy nie udało mu się nic wymyślić.
-Serio? Naprawdę? Mój najlepszy przyjaciel pieprzył moją dziewczynę. Mam ci to przeliterować? - warknąłem, niepotrzebnie rozgniewany. W końcu Harry nie był niczemu winien, nie powinienem był wyżywać się na nim.
-Oh - mruknął w materiał mojej koszulki. - Nie, dziękuję. Nie musisz literować - dodał po chwili, a ja miałem ochotę zapłakać na to jak słodki był rozumiejąc sarkazm tylko i wyłącznie wtedy, gdy wychodził z jego własnych ust.
-To dobrze, bo szczerze mówiąc nie miałem na to ochoty - prychnąłem.
-Przykro mi - szepnął brunet po chwili.
-A mi nie - burknąłem.
-Nie jest ci przykro, że cię nie kochała? - zdziwił się, a dobór jego słów, choć nieświadomy, zbił w moje serce kolejny nóż.
-Dlaczego twierdzisz, że mnie nie kochała? - spytałem, brzmiąc na nieco bardziej oburzonego niż bym sobie tego życzył.
-Ponieważ kochała się z twoim przyjacielem - odparł tak jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-Ze mną też, ale szczerze mówiąc nie widzę związku - westchnąłem, przygryzając wewnętrzną stronę policzka.
-Jest związek! Kochasz się z kimś, żeby pokazać mu, że go kochasz, czyż nie? - oburzył się. - Najwidoczniej kochała was obu - podsumował po chwili.
-Dobre sobie - prychnąłem, postanawiając pozostawić to bez komentarza. Nie chcąc urazić uczuć Loczka, nie powiedziałem tego głośno, jednak śmieszyła mnie idea chłopca mówiącego ludziom, że seks jest sposobem na okazywanie sobie miłości, który w tym samym czasie rozpina spodnie przed nieznajomymi.
-Ale co z tymi studiami? - spytał, gdy uświadomił sobie iż nie zamierzam dodać nic więcej.
-Cóż... gdy dowiedziałem się o tym co zrobił Stephen, postanowiłem dać mu nauczkę, która odbiła się również na mnie w ten sposób, że zostałem wyrzucony z uczelni. Potem wszystko potoczyło się jak lawina. Chcąc choć na chwilę oderwać się od całego tego bałaganu, upiłem się do nieprzytomności, a gdy w końcu się obudziłem, poszedłem do pracy, skąd również mnie wywalili, ale trudno się im dziwić. Nie miałem wykształcenia i pracy, przez co zaczęło brakować mi pieniędzy, co za tym idzie, przestałem płacić czynsz za mieszkanie z którego wykopali mnie równie szybko jak z każdego innego miejsca. Nie mając co ze sobą zrobić, załamałem się i zadzwoniłem do mojego przyjaciela mieszkającego nad morzem. Zayn jest hipisem i każdy kto z nim rozmawia również hipisieje, więc nim się obejrzałem, pomagał mi planować wyjazd do Paryża - zakończyłem westchnieniem, chcąc mieć tą rozmowę jak najszybciej za sobą.
-Ale co zrobiłeś Stephenowi? - szepnął bawiąc się rąbkiem mojej koszulki.
-Uderzyłem go - wyznałem, na co chłopiec spiął się nieco, zastygając w miejscu.
-Raz? - spytał drżącym głosem.
-Kilkanaście - odchrząknąłem niezręcznie. Rozmowa z Liamem była dużo prostsza.
-Mocno? - rozluźnił uścisk w mojej talii.
-Bardzo - przyznałem, na co zdjął moją rękę ze swojego ramienia.
-Stała mu się krzywda? - jęknął tworząc między nami bezpieczny dystans.
-Przez kilka dni leżał w szpitalu - odparłem, a mina Harrego sprawiła iż uleciała ze mnie cała duma. Wcześniej sądziłem, że zrobiłem słusznie, lecz widząc wpatrzone we mnie, przerażone, szmaragdowe tęczówki, poczułem niewyobrażalne wyrzuty sumienia.
                   Po tych słowach, Harry zerwał się z łóżka, niezgrabnie ruszając do wyjścia, nie zważając na otaczające go ciemności. Gdy drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem, wybiegłem zaraz za nim, lecz chłopca nie było już na holu. Przestraszony, począłem biegać po całym mieszkaniu, w poszukiwaniu Loczka. Nie znalazłem go jednak w kuchni, jadalni, salonie ani łazience. Zdesperowany postanowiłem zajrzeć do ostatniego miejsca, w którym spodziewałbym się ujrzeć zielonookiego. Pewnym krokiem ruszyłem do pokoju Liama, jednak zanim zdążyłem w ogóle chwycić klamkę, drzwi otworzyły się, a moim oczom ukazał się mój kuzyn z roztrzepaną fryzurą i pomiętą piżamą, co ewidentnie świadczyło o tym iż dopiero co wstał z łóżka.
-Szukasz czegoś? - uniósł jedną brew.
-Tak, widziałeś może...? - zacząłem, jednak wszedł mi w słowo.
-Harrego? Tak, widziałem - ubiegł moje pytanie, odpowiadając na nie, jednocześnie przekraczając próg holu i zamykając za sobą drzwi prowadzące do jego sypialni.
-Więc przestań zachowywać się jakbyś był na haju i powiedz mi gdzie on jest - warknąłem.
-Najpierw ty mi powiedz, co mu zrobiłeś? - skrzyżował ramiona na piersi.
-Słucham?! Nic mu nie zrobiłem! - zawołałem równie oburzony co zszokowany.
-Ah, tak? Więc jak wytłumaczysz mi to, że chłopiec, który mimo tego, że mieszka w moim domu prawie od tygodnia, a mimo to boi się do mnie odezwać, w środku nocy wpada do mojego pokoju i wskakuje do mojego łóżka, tuląc się do mnie i pytając czy może dzisiaj spać ze mną? - mówił rozgniewany, ściągając brwi.
-Ja mam ci to wytłumaczyć?! Niech on ci wytłumaczy! Ja już po prostu nie mam na niego siły! Nie mam pojęcia co siedzi w tym jego kudłatym łbie! - przeczesałem włosy palcami.
-Nie obchodzi mnie to! Albo tam pójdziesz i wszystko sobie wyjaśnicie, albo naprawdę będzie spał u mnie - odparł już łagodniej, na co ja skinąłem głową. - Nie chciałem ci tego mówić, ale Olivia cię zmieniła, a skoro już mówię to dodam, że na gorsze - wyznał po chwili, odwracając wzrok. Nie ukrywam, że trochę mnie to zabolało.
-To nie tak, Liam, ja naprawdę... - zacząłem, jednak brunet wszedł mi w słowo.
-Nie tłumacz się - westchnął. - Po prostu do niego idź - przesunął się w bok, torując mi dostęp do swojej sypialni. - Ale tak na przyszłość, wiedz, że nienawidzę, gdy się mnie okłamuje - burknął, zanim nacisnąłem klamkę.
-Słucham? Nigdy w życiu cię nie okłamałem - spojrzałem na niego wielkimi oczyma.
-Owszem, okłamałeś i to całkiem niedawno - prychnął.
-Niby kiedy? - uniosłem jedną brew.
-Gdy powiedziałeś, że między tobą, a Harrym nic nie ma - wyjaśnił, mierząc mnie wzrokiem, w dość pobłażliwy sposób, a jego ramiona w dalszym ciągu pozostawały skrzyżowane na piersi.
-To nie było kłamstwo - rzuciłem, ściągając brwi, zmieszany.
-Cóż, to twoja wersja. Harry ma inną - wzruszył ramionami.
-Czyli jaką? - spytałem zaskoczony.
-Cóż, powiedział mi, że sypiacie ze sobą - rzucił, niby od niechcenia.
-Ah tak? Dodał coś jeszcze? - zaśmiałem się ironicznie.
-Że robicie to codziennie, a raz zdarzyło wam się na stacji kolejowej - odchrząknął niezręcznie, widocznie zdegustowany, a mi nie udało się powstrzymać parsknięcia śmiechu.
-Wiesz, Liam, chyba powinieneś wiedzieć, że Harry jest typem osoby, która mówiąc, że z kimś sypia ma na myśli sen - kręcąc głową rozbawiony, poklepałem kuzyna po plecach, po czym wszedłem do jego sypialni, pozostawiając go na holu zmieszanego.
                   Pokój Liama nie był duży, więc bez problemu pokonałem go w kilku krokach, zatrzymując się przy łóżku, na którym zwinięty w kulkę, leżał Harry. Chłopiec miał zamknięte oczy, a jego oddech był nierówny. Niepewnie ułożyłem dłoń na jego ramieniu, na co ten momentalnie spiął się, uchylając ciężkie powieki.
-Harry, wracaj do pokoju, Liam musi się wyspać - westchnąłem, utrzymując najbardziej delikatny ton głosu, na jaki było mnie stać.
-Wyśpię się razem z nim - sapnął, zrzucając moją dłoń ze swojego ramienia.
-Haz, co się stało? Zrobiłem coś nie tak? - spytałem przejęty, jednak odpowiedziała mi głucha cisza. - Harry? - szepnąłem, by zwrócić jego uwagę, lecz ten w dalszym ciągu nie uraczył mnie odpowiedzią. W pewnym momencie, wyciągnąłem dłoń, by wpleść ją w jego włosy, jednak brunet niczym poparzony, odskoczył na drugi kraniec łóżka, stroniąc od mojego dotyku. - Harry? Powiedz mi co zrobiłem źle, nie wiem co się dzieje - jęknąłem czując się bezsilnym.
-Nie dotykaj mnie, proszę... - wyszeptał drżącym głosem, po czym pociągnął nosem, co było równoznaczne z tym, że jego oczy wypełniły się łzami.
-Ja... w porządku... jeśli nie chcesz to... w porządku... - plątałem się, nie będąc przygotowanym na słowa bruneta. - Tylko błagam, powiedz mi co się stało - westchnąłem zmartwiony.
-Uderzyłeś Stephena... - załkał.
-Ugh... tak? - sapnąłem zmieszany.
-Nie chcę, żebyś mnie uderzył - jego ciałem wstrząsnął szloch.
-Słucham? Przecież ja bym nigdy nie... O mój Boże, Harry nawet tak nie mów! Nigdy w życiu nie podniósłbym na ciebie ręki! - odparłem zgodnie z prawdą. Harry był taki niewinny, taki bezbronny... Był niczym mały promyczek, który rozświetla każdy dzień przy pomocy swojego uśmiechu. Nie mógłbym go skrzywdzić. Mimo iż znaliśmy się dopiero tydzień, znaczył dla mnie dużo więcej niżeli powinien i zwyczajnie nie byłbym w stanie zetrzeć z jego twarzy tego pięknego uśmiechu, którym byłem niemożliwie oczarowany, w tak brutalny sposób.
-Ale... - zaczął, lecz nie pozwoliłem mu dojść do słowa.
-Nie ma żadnego "ale". Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz? - powiedziałem.
-Ty i Stephen też nimi byliście... - zaszlochał, nadal nieprzekonany.
-Nie, on nie był moim przyjacielem. Nie prawdziwym - skrzywiłem się na samo brzmienie jego imienia. - Powtarzam to jeszcze raz, ale tym razem z ręką na sercu: Nigdy nie podniósłbym na ciebie ręki - zapewniłem faktycznie układając dłoń na lewej piersi. Słysząc to, Harry przekręcił się na drugi bok, przodem do mnie.
-Obiecujesz? - spytał słabym głosem, ocierając łzy spływające wzdłuż jego policzków.
-Obiecuję - powiedziałem z poważnym wyrazem twarzy, starając się nie pokazać ile razy moje serce pękło podczas tej rozmowy.
                   Potem Harry nie mówił już nic więcej. Po raz ostatni pociągając nosem, podniósł się z łóżka, splatając ze sobą palce naszych dłoni, po czym wyprowadził mnie na hol, gdzie minęliśmy Liama zdezorientowanego jeszcze bardziej niż wtedy, gdy zostawiłem go, wchodząc do jego sypialni. Loczek jedynie pomachał mu wolną ręką, po czym niemalże wepchnął mnie do pokoju gościnnego, gdzie po zamknięciu drzwi, ułożyliśmy się na łóżku, zasypiając wtuleni w siebie jak gdyby nigdy nic.

✗ ✗ ✗

Przepraszam, że musieliście czekać tak długo, ponieważ nie tak się umawialiśmy, jednak mój komputer był zepsuty i nie miałam możliwości dodać tego rozdziału wcześniej. Kolejny dodam za dwa dni, co wy na to? :)

13 komentarzy:

  1. Aww Harry jest taki uroczy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsi nieznajomi przyjaciele- to tak świetne brzmi :)
    No i wychodzi na to że wciąż nie wiem nic o Harry'm, poza tym że prawdopodobnie ktoś się nad nim znęcał :(
    Jak można skrzywdzić taki promyczek? On jest taki niewinny i słodki.
    Louis chyba coraz bardziej mięknie, Hazz potrafi działać cuda :)
    Jak ja się cieszę że nie było Valerie! Wydaje się zbyt idealna, coś musi być z nią nie tak.Tylko co?
    Niedługo wyjadą i jak ja przeżyję bez Liama?
    Cóż. Pozostaje mi napisać że jak zawsze rozdział świetny i czekam na następny za dwa dni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam się podpisać! :o
      @PolishCurls

      Usuń
  3. harry jest przeuroczy, taki słodki. nie mam słów. serio. mówiłam, że kocham to jak piszesz? to powiem jeszcze raz. kocham. KOCHAM. 😍

    @minhelttommo

    OdpowiedzUsuń
  4. Harry! Louis by cię w życiu nie skrzywdził! Jak mogłeś wogóle tak pomyśleć!!
    Świetny rozdział. Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Nic sie nie stało! :) Jeju, ten rozdzial byl pelen cudownych przemysleń. Milo wiedzieć co siedzi w glowie Lou.
    Rozdzialy dodawaj kiedy chcesz, dla mnie to opowiadanie jest cudowne wiec moge czekac nawet i miesiac :)
    Sciskam i caluje, Zickyy xx

    OdpowiedzUsuń
  6. O jejkuuuu 😱Hazz jest taki uroczy <3
    Świetny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawno nie było rozdziału... Ale skoro następny pojawi się szybciej to wybaczam i nie narzekam :D No to teraz jest wręcz pewne, że Harry ma traumę z przeszłości i znęcano się nad nim, skoro tak wystraszył się słów Louis'ego... Ale, ale! Louis by go w życiu nie uderzył! On kocha (jeszcze nieświadomie) tego cudownego Loczka ^^ A miałam juz nadzieję, że Hazz mu się wreszcie zwierzy i opowie o swojej przeszłości. Tak to trzeba znowu czekać na kolejne rozdziały ;) I jak ja się cieszę, że nie było wątku flirtu Valerie z Lou, za dużo tej wyidealizowanej kobiety już jak dla mnie :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny ten rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Super,Super,Super!!Cudo,cudo,cudo!!!Biedny Harry jak ktoś się nad nim znęcał to musi być naprawdę chory psychicznie bo jak można się znęcać nad Dzieckiem (Napewno nad Harrym znęcali się długo)Louis widać powolutku uświadamia sobie że kocha go tego słodkiego niewinnego i uroczego Harrego.Jestem ciekawa jak by wyglądała ta scena gdzie Liam mówi Louisowi o tym co usłyszał od Harrego.
    Ściskam mocno i pozdrawiam. @Biskarolinka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko ten rozdział jest taki... smutny. Nareszcie myślałam, że dowiem się czegoś więcej o Harrym ale nie zdążył nic o sobie powiedzieć bo Lou musiał wspomnieć o tym pobiciu Stephena :( Ciągle mi się wydaje, że reakcja Harrego miała związek z jego rodziną i tym co się działo przed spotkaniem Louisa... Tak strasznie przestraszył się tego, że Lou kogoś pobił, ponieważ sam w przeszłości był bity...? Bał się tego, że Louis pobił swojego przyjaciela więc równie dobrze mógłby to samo zrobić jemu. Jejku tak jakoś cały czas smutno mi po tym rozdziale, mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie weselszy! :) Chciałabym w końcu trochę więcej dowiedzieć się o Harrym, ale wszystko w swoim czasie więc pozostaje mi tylko czekać na kolejny rozdział i życzyć ci dużo weny :)
    PS Louis się powoli zakochuje w Harrym asfghjkkhd
    pozdrawiam ~ @mymuffinmalik. Xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju Hazz się przestraszył Louisa,moje serce pękło. Chyba ktoś musiał go krxywdzić,jeśli tak zareagował... eh. To trochę urocze że poszedł do Liama. On jest taki bezbronny,omg. Dobrze że sobie wyjaśnili tą sprawę,ale Harry nadal nie opowiedział o sobie. Trzeba czekać sjdjsaakl

    OdpowiedzUsuń
  12. Super!
    Ale kurcze bylo mi tak smutno, jak sie Harry przestraszyl Lou :c
    I oczywiście dalej nie znamy historii Harrego...
    Kocham to ff i lece czytac dalej!

    OdpowiedzUsuń