środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział XII

                   Mimo, iż po tym jak Liam poradził mi, abym nie spychał Harrego na drugi plan, odprawiłem go z kwitkiem, tak naprawdę wziąłem sobie jego słowa do serca, albowiem miał on stuprocentową rację twierdząc iż to, że Loczek obdarzył mnie zaufaniem w zastraszającym tempie, jedynie bardziej prawdopodobnym czyniło stracenie tego zaufania równie szybko. Przez ten tydzień starałem się spędzać z nim każdą wolną chwilę, nawet podczas przerw w pracy. Próbowałem z nim rozmawiać i poznać go choć trochę lepiej, jednak chłopiec w dalszym ciągu mi na to nie pozwalał. Dlatego tak bardzo ucieszyłem się, gdy zgodził się wyjawić mi powód swojej chęci wyjazdu do Paryża. Niestety nic z tego nie wyszło. Gdy po naszej rozmowie, brunet wybiegł bez słowa, poczułem jakby zabrał ze sobą całe zaufanie jakim mnie darzył i mimo, iż udało nam się wszystko wyjaśnić, nadal martwiłem się jego reakcją. Szczerze mówiąc wydała mi się ona nazbyt wybuchowa, jednak taki właśnie był Harry - nie umiał trzymać uczuć na wodzy. Mimo wszystko, gdy wróciliśmy razem do pokoju gościnnego, wiedziałem, że między nami jest już w porządku. Zielonooki był bowiem typem człowieka, który nie wierzył w to, że ludzie się zmieniają. Wszystkich oceniał na podstawie pierwszego wrażenia, przez co w dalszym ciągu przekonać się nie mógł do Liama, a na mnie nie potrafił gniewać się dłużej niżeli pięć minut. Oczywiście były to tylko moje przypuszczenia - jeśli chodziło o jego osobę, brunet w dalszym ciągu milczał jak zaklęty. Jednak skłamałbym twierdząc iż moje serce nie zabiło mocniej na wieść o tym, że chłopiec tak zdenerwował się po naszej rozmowie iż był skłonny spać z Liamem, z którym od naszego przybycia zamienił kilka słów i to z wyższej konieczności. Cały czas zachodziłem w głowę co zrobiłem nie tak. Owszem, wiedziałem, że Loczek przestraszył się tego, że mógłbym potraktować go jak Stephena, jednak czy miał ku temu powody? Muszę przyznać, że czasami, nawet mimo najszczerszych chęci, zdarzało mi się być nazbyt szorstkim lub gwałtownym, lecz nie do takiego stopnia. Oh, znów to samo. Po raz kolejny zadawałem sobie miliony pytań, choć nie znałem jeszcze odpowiedzi na poprzednie. Wiedziałem jednak kto na pewno mi ich nie udzieli - Harry.
                   Mógłbym powiedzieć, że niewyjaśniona została tylko jednak kwestia, lecz prawda była taka, że wszystkie stały po jednym wielkim znakiem zapytania. Najbardziej jednak interesowała mnie jedna - przyczyna wyjazdu Harrego. Wiedziałem bowiem iż mimo swojego dość naiwnego i specyficznego sposobu bycia, był on chłopcem rozsądnym. Owszem, bywał dziecinny, ale nie głupi. Jeśli nie tyle zgodził się, a wręcz błagał nieznajomego o udanie się z nim aż do Paryża, musiało kryć się za tym coś więcej. Mimo iż zielonooki obiecał mi wyjawić swoje powódki, po tym co stało się w nocy, postanowiłem na niego nie naciskać. Choć raz dobro drugiego człowieka wzięło górę nad moim egoizmem i pragnieniem zaspokojenia własnej ciekawości. Z nieznanych mi przyczyn, Harry wzbudzał we mnie wszystkie najlepsze instynkty. Miał w sobie coś, co sprawiało iż chciałem być lepszym człowiekiem. Oh, czy mógłbym być bardziej żałosny? Ktoś kogo znałem zaledwie od tygodnia i paru dni nie powinien był mieć na mnie aż tak wielkiego wpływu. Harry jednak go posiadał i choć było to zupełnie nieświadome, umiejętnie go wykorzystywał. Wiedziałem bowiem, że nie miał on najmniejszej ochoty mi się zwierzać. Jego długie rozważanie oraz przyspieszony oddech i bicie serca mówiły same za siebie. Dlatego przez chwilę przeszło mi przez myśl iż chłopiec specjalnie odstawił szopkę, by po tym jak ja opowiedziałem mu swoją historię, nie wywiązać się z naszej umowy. Szybko jednak skarciłem się za to, nie dając wiary samemu sobie. Harry był zbyt niewinny, by wyknóć tak misterny plan. Tak więc postanowiłem nie wracać do tej rozmowy, aby niepotrzebnie nie denerwować Loczka, choć ciekawość wręcz zżerała mnie od środka.
                   Gdy następnego dnia, obudziliśmy się trzymając się nawzajem w ramionach, Harry uchylił swoje ciężkie powieki, posyłając mi leniwy uśmiech, który ja mimowolnie odwzajemniłem. Nie mówiąc ani słowa, chłopiec podniósł się z łóżka, ruszając do szafy, skąd wyciągnął parę długich spodni oraz bluzę, po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Ziewając przeciągle, zwlokłem się z posłania, również wybierając jeansy i koszulkę, które zamierzałem założyć dzisiejszego dnia. Gdy byłem już w pełni ubrany, przeczesałem włosy palcami, odgarniając je na prawą stronę, po czym poprawiłem je przed lustrem wiszącym na ścianie. Od tej czynności oderwało mnie dopiero głośne skrzypnięcie nienaoliwionych drzwi. Zwracając się w stronę źródła dźwięku, moje oczy napotkały wysokiego bruneta z burzą loczków na głowie. Harry stał w progu uśmiechając się lekko, ubrany w moje nieco przykrótkie granatowe spodnie oraz szarą bluzę. Przez chwilę przyglądał mi się w milczeniu, po czym wyciągając dłoń w moją stronę, kilkakrotnie zwinął ją w pięść. Wykonując jego niemą prośbę, splotłem ze sobą nasze palce, po czym razem ruszyliśmy do jadalni, gdzie przy stole czekała już na nas reszta domowników oraz Valerie.
                   No właśnie, Valerie. Była ona chyba jedyną osobą, która onieśmielała Harrego bardziej niż Liam. Mimo naszego przeszło tygodniowego pobytu w Wolverhampton, Loczek zamienił z nią tylko dwa słowa, podczas ich pierwszego spotkania. To właśnie blondynka często bywała przyczyną cichych dni zielonookiego. Chłopiec zawsze spinał się przy niej, zamykając się w sobie. Kelnerka była jedyną osobą, do której nie miałem pojęcia co czuje Loczek. Może i oceniał on na podstawie pierwszego wrażenia, jednak jeśli chodziło o Valerie, szczerze wątpiłem w to, by w ogóle je posiadał.
                   Ze mną natomiast było zupełnie inaczej. Blondynka była naprawdę świetną dziewczyną, która oczarowała mnie już podczas naszego pierwszego spotkania. Prawda była taka iż flirtowanie z nią było moją jedyną rozrywką tutaj. Obydwoje nie traktowaliśmy tego nazbyt poważnie, albowiem Valerie zdawała sobie sprawę, z tego iż nie zabawię tu długo, a mi wyznała iż po zerwaniu z chłopakiem pół roku temu, nie szuka poważnego związku. Tak więc nawzajem byliśmy swoimi własnymi sposobami na nudę i monotonię, która szczerze mówiąc wypełniała każdy mój dzień tutaj. To nie tak, że nie doceniałem towarzystwa Harrego - delektowałem się nim podczas każdej wolnej chwili, jednak w czasie gdy on pracował w kuchni, a ja jako kelner, zmuszony byłem poszukać innej rozrywki.
                   Po tym jak całą ekipą zjedliśmy śniadanie (podczas którego Loczkowi udało się wywalczyć miejsce obok mnie), wszyscy zeszliśmy na parter, by przygotować i otworzyć bar. Geoff i Valerie pojechali po dostawę świeżego pieczywa, natomiast Karen i Harry zaszyli się w kuchni, pozostawiając ustawienie krzeseł i stolików mnie i Liamowi.
-Louis? - odchrząknął w pewnym momencie brunet, by zwrócić na siebie moją uwagę.
-Tak? - spojrzałem na niego wyczekująco.
-O co wczoraj poszło tobie i Harremu? - spytał prosto z mostu, odrywając się od wycierania w dalszym ciągu zakurzonego stolika.
-Powiedziałem mu co zrobiłem Stephenowi i przestraszył się, że spotka go to samo z mojej strony - odparłem nieco niechętnie, krzywiąc się lekko.
-Cóż... to dziwne - tchnął nieco zmieszany. - Ale nie dałeś mu ku temu żadnego powodu, prawda? - spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Nie, raczej nie - pokręciłem głową.
-Oh. W takim razie przepraszam - westchnął, odwracając wzrok.
-Za co? - zdziwiłem się.
-Za to co powiedziałem wczoraj o Olivii. Po prostu... myślałem, że w jakiś sposób odegrałeś się na Harrym za to co ci zrobiła i... sam nie wiem.... tak jakoś wyszło... wcale nie chciałem tego powiedzieć... nie bierz tego do siebie, nie ma w tym ani krzty prawdy - odchrząknął niezręcznie, a ja wiedziałem jak wiele trudu sprawiło mu przyznanie się do błędu.
-Nie ma sprawy, nie gniewam się - skinąłem głową, uznając rozmowę za skończoną.
-Więc... kiedy wyjeżdżacie? - zagaił po chwili Liam, powracając do wycierania stoliku.
-A jaki dziś dzień? - spytałem.
-Poniedziałek - odparł po chwili namysłu.
-Oh, naprawdę? - zdziwiłem się. - Planowałem jutro... - burknąłem, ustawiając krzesła przy stolikach.
-Szkoda, ale cóż... cieszę się, że w ogóle wpadłeś - sapnął nieco speszony. - Choć przez chwilę ty i Harry tchnęliście w to miejsce trochę życia. Jeśli kiedykolwiek zostanę brutalnie zamordowany, wiedz, że albo zrobiłem to sam, albo wyręczyła mnie nuda - zaśmiał się dość sztywno.
-Ja też będę tęsknił - odparłem to, co Liam miał na myśli, jednak jego duma nie pozwalała mu się przyznać do tego na głos.
-Napisz do mnie - poprosił z nieśmiałym uśmiechem.
-Jak tylko będę na miejscu - obiecałem.
-W czerwcu jadę do Londynu na całe lato. Chcę spędzić trochę czasu z Sophią, brakuje mi jej - wyznał po chwili.
-Cieszę się. Ty też wyślij mi kartkę, ale już na mój nowy adres - posłałem mu ciepły uśmiech. - Ale nie bądź mną, nie zapominaj o swoich rodzicach - dodałem nieco niezręcznie.
-Znalazłem dwóch kolesi, którzy zgodzili się pracować tu za niewielką stawkę. Mam nadzieję, że sobie poradzą - odparł, na co ja skinąłem głową, czując, że to pewnego rodzaju pożegnanie.
                   Czas tutaj leciał nieubłaganie, stając się jeszcze bardziej nieuchwytnym, gdy zdałem sobie sprawę z tego iż już jutro ja i Harry będziemy zmuszeni pożegnać się z tym miejscem. Nie chciałem bowiem narażać cioci i wujka na dodatkowe koszty. Po zamknięciu baru, wszyscy udali się na piętro, by tak jak co dzień zjeść wspólną kolację. Ja natomiast obiecałem dołączyć za chwilę, zgłaszając się na ochotnika do wyrzucenia śmieci. Kontenery znajdowały się w ślepym zaułku, z drugiej strony kamienicy, dokąd prowadziły drzwi mieszczące się na zapleczu. Po tym jak wszystkie torby się w nich znalazły, otrzepałem dłonie z niewidzialnego pyłku, wzdychając ciężko.
-Cześć skarbie - usłyszałem nagle za plecami, na co momentalnie odwróciłem się w stronę źródła dźwięku.
-Ty palisz? - wypaliłem zaskoczony, mierząc Valerie trzymającą miedzy swoimi pełnymi wargami cienkiego papierosa, pytającym spojrzeniem.
-A co? Nie wyglądam? - zachichotała i choć nie brzmiało to jak śmiech Harrego, wciąż było piękne. Upuszczając papierosa na ziemię, zgniotła go swoim butem na wysokim obcasie, tym samym gasząc ostatnie, buchające z niego iskry.
-Szczerze mówiąc nie - wzruszyłem ramionami, podchodząc bliżej niej. Jej długie blond włosy, jak zwykle spływały kaskadami ze szczupłych ramion i pleców, a umiejętnie dobrany strój podkreślał jej wszelkie walory i atuty.
-Wiesz... mogłabym zaskoczyć cię czymś jeszcze... - wymruczała dość sugestywnie, przejeżdżając opuszkiem palca po mojej klatce piersiowej.
-Ah, tak? - uniosłem jedną brew, stawiając krok do przodu.
-Kiedy wyjeżdżasz? - spytała kreśląc na mojej piersi abstrakcyjne wzory, co tak bardzo przypominało mi o Harrym.
-Jutro - westchnąłem.
-Szkoda - wydęła dolną wargę. - Albo może i nie... - dodała tajemniczo.
-A czemu nie? - spytałem, ponownie zmniejszając dystans między nami.
-Bo teraz mam pretekst, by zrobić to - odparła, chwytając mnie za kołnierzyk koszulki, po czym przyciągnęła mnie do namiętnego, pełnego pasji pocałunku.
                   Nie rozważając żadnych za i przeciw, oddałem pieszczotę z równą gorliwością. Po chwili, instynktownie przyparłem Valerie do ceglanego muru, znajdującego się za jej plecami, napierając na nią całym ciężarem mojego ciała, na co dziewczyna jęknęła pożądliwie w moje rozchylone wargi. Zanim się obejrzałem, moje dłonie ulokowały się na jej wąskiej talii, zjeżdżając coraz niżej przez biodra, aż po pośladki. Blondynka również nie pozostała mi dłużna, wodząc opuszkami palców po mojej nagiej klatce piersiowej, powoli zmierzając do zdjęcia ze mnie koszulki. Majstrując przy guziku jej opiętych jeansów, przeniosłem swoje pocałunki na jej szyję, na co ta odchyliła głowę, dając mi większe pole do popisu. Niespodziewanie do moich uszu dobiegł dźwięk otwieranych drzwi, lecz byłem zbyt pochłonięty bliskością Valerie, by zwrócić na niego uwagę.
-Louis! - zawołał nagle, przerażony, chłopięcy głos. - Louis, przestań! - na te słowa niechętnie oderwałem się od Valerie, wzrokiem napotykając pełne bólu, szmaragdowe tęczówki. Harry stał zaledwie metr od nas w progu drzwi, przyglądając nam się w napięciu, od którego jego dolna warga jak i dłonie drżały niekontrolowanie.
-Harry? Co ty tu robisz? Wracaj do środka! - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
-Nie! - krzyknął nieco rozhisteryzowany.
-To nie - nonszalancko wzruszyłem ramionami, po czym ponownie wpiłem się w wargi Valerie, z cichą nadzieją, że Harry jednak sobie odpuści i da nam chwilę prywatności.
-Louis, powiedziałem przestań! - pisnął Loczek, odciągając mnie od blondynki za rękaw mojej koszulki.
-Kompletnie ci odbiło?! - warknąłem wściekle wyrywając mu się.
-Lou, chodź! - wydyszał bliski łez, splatając ze sobą nasze palce.
-Zaraz wrócę - rzuciłem w stronę Valerie, na co ta skinęła głową, zanim Loczek wciągnął mnie do środka, zamykając za nami drzwi.
-Możesz mi powiedzieć co to do jasnej cholery miało znaczyć?! - syknąłem tonem pełnym jadu, wyrywając mu swoją dłoń.
-Nie możesz z nią tego robić - oddychał głęboko, by powstrzymać cisnące mu się do oczu łzy.
-Przecież my nic nie robiliśmy! - warknąłem, rozgniewany.
-Robiliście to! - zawołał akcentując ostatnie słowo, brzmiąc przy tym na nieco oburzonego.
-Uwierz mi, że zrobilibyśmy dużo więcej, gdybyś tylko nam nie przeszkodził - prychnąłem, krzyżując ramiona na piersi.
-Kochasz ją? - wypalił niespodziewanie, drżącym głosem.
-Słucham?! - spojrzałem na niego wielkimi oczyma.
-Spytałem czy ją kochasz? - powtórzył dość rozpaczliwie.
-Matko Boska Harry, znam ją nieco ponad tydzień, ja... - zacząłem, jednak chłopiec wszedł mi w słowo.
-Odpowiedz na moje pytanie - zażądał, roniąc przy tym jedną łzę.
-Nie, nie kocham jej - wyznałem zgodnie z prawdą.
-Więc czemu chciałeś z nią to zrobić? - załkał, drżącym głosem.
-Lubię ją. Poza tym jest ładna - wzruszyłem ramionami, zdając sobie sprawę z tego jak boleśnie pusto to zabrzmiało.
-Ale mówiłeś, że kochasz sercem, nie oczami - począł otwarcie płakać, nie nadążając już z wycieraniem łez spływających wzdłuż jego rozpalonych od natłoku emocji, policzków.
-Mówiłem też, że jej nie kocham - warknąłem.
-Więc czemu chciałeś to zrobić? Nie możesz okazywać miłości komuś kogo nie kochasz, tak się nie robi! - zaszlochał, brzmiąc przy tym na niewyobrażalnie zawiedzionego.
-Wiesz co? Większym hipokrytą niż w tej chwili byłbyś tylko, gdybyś mówiąc mi to, znów zaczął rozpinać spodnie - odparłem tonem wręcz ociekającym kpiną, zdając sobie sprawę z tego iż Loczek znów śmie twierdzić, że seks uprawiać mogą jedynie osoby zakochane i jest on sposobem na okazanie miłości, w czasie gdy on niewątpliwie puszcza się na lewo i prawo. Chciałem, by Harry był szczęśliwy, chciałem, by mi ufał, uwielbiałem słuchać jego śmiechu, ale w tym momencie miarka się przebrała.
-Nie mów tak! To nie to samo! Ja nie... Robiłem to, bo nie wiedziałem jak cię przekonać, żebyś wziął mnie ze sobą! - zaczął się tłumaczyć, z każdym słowem wybuchając potężniejszym płaczem. - Ja nie jestem taki... Wcale tego nie chciałem... Chciałem tylko jechać do Paryża... - załkał chowając twarz w dłoniach, zapewne czując się upokorzonym.
-Cóż, ja jestem taki, a Valerie tego chce, więc jeśli już skończyłeś, pozwól, że do niej wrócę - syknąłem.
-W porządku - zapłakał, odwracając się na pięcie, a jego twarz nie wyrażała nic poza bólem i zawodem.
-W porządku? - uniosłem jedną brew, zaskoczony.
-W porządku - powtórzył, po czym nawet na mnie nie patrząc, opuścił zaplecze.
                   Westchnąwszy ciężko, wyszedłem na zewnątrz, podświadomie czując iż nic nie było ani trochę "w porządku". Jakoby nie dostrzegając mojej zmartwionej miny, Valerie obięła mnie ramionami, po raz kolejny łącząc nasze wargi w słodkim pocałunku. Starałem się go odwzajemnić, ponownie układając dłonie na jej biodrach, jednak przed oczami wciąż miałem widok zawiedzionej twarzy Harrego oraz jego wypełnionych po brzegi łzami, szmaragdowych tęczówek.
-Przepraszam Val, ale chyba nic z tego nie będzie... - westchnąłem odrywając się od niej zbyt przybity, by czuć się zażenowanym.
-W porządku, spodziewałam się tego - odparła z ciepłym uśmiechem, stawiając krok do tyłu, lecz jej "w porządku" naprawdę brzmiało, jakoby tak właśnie było.
-Przepraszam... - powtórzyłem przeczesując włosy palcami.
-Lubisz go, prawda? - rzuciła od niechcenia, na co ja zastygnąłem w miejscu, oniemiały. - Oh, nieważne - machnęła dłonią lekceważąco. - Po prostu do niego idź - rozkazała tonem nieznoszącym sprzeciwu, a ja bez zbędnych protestów, wykonałem jej polecenie.
                   Gdy pokonałem schody, by dostać się na piętro, w jadalni było już zupełnie ciemno, co znaczyło iż musiałem spóźnić się na kolację. Spodziewając się znaleźć Harrego właśnie tam, ruszyłem prosto do pokoju gościnnego, zastanawiając się co właściwie mógłbym powiedzieć. Powinienem był przeprosić? Czego właściwie dotyczyła nasza kłótnia? Czy to w ogóle była kłótnia? Nie mogąc odnaleźć odpowiedzi na żadne z tych pytań, najzwyczajniej w świecie nacisnąłem klamkę, wchodząc do pogrążonego w ciemnościach pomieszczenia. Harry leżał na swojej stronie łóżka, twarzą zwrócony do ściany, zupełnie ignorując moją obecność. Bezszelestnie zrzuciłem z siebie ubrania, zmieniając je na piżamę, po czym najdelikatniej jak tylko byłem w stanie, ułożyłem się na posłaniu obok bruneta.
-Przepraszam - szepnąłem wplatając dłoń w jego włosy, na co ten zamruczał rozkosznie, demaskując się z tym, że nie śpi. - Przepraszam - powtórzyłem nieco głośniej, po czym Harry odwrócił się w moją stronę, niemalże natychmiast oplatając mnie ramionami. On nie umiał gniewać się na mnie - a ja na niego. Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, aby moje "przepraszam" sprawiło jakąkolwiek różnicę. Już to, że byłem tu z nim, zamiast z Valerie na dole, mówiło samo za siebie. Nie znaczyło to jednak iż jutro nie zamierzałem przeprosić go ponownie, albowiem nie zasłużył na to jak go potraktowałem i nie zamierzałem odpuścić dopóki nie odkupię swoich win. Niespodziewanie, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia, chłopiec uniósł głowę z mojej klatki piersiowej, przyciągając swoje pełne, malinowe wargi do mojego policzka, a ja z jakiegoś powodu poczułem iż było to warte dużo więcej niżeli wszystko co zdążyłem zrobić z Valerie.

14 komentarzy:

  1. Ta końcówka >>>>>
    Harry jest taki słodki hfgjfvjhdg /karolciasel

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem czy bardziej nie rozumiem harry'ego, czy louisa. wiem za to, że valerie mnie wkurwiła i dobrze, że oni już wyjeżdżają.

    @minhelttommo

    OdpowiedzUsuń
  3. LOUIS TY IDIOTO! JCSJDKCTJSJ
    Co ci odwaliło?! Na Harry'ego się NIE KRZYCZY! Tak po prostu nie! I jeszcze doprowadziłeś go do płaczu!
    Ugh. Jakie ty masz szczęście że Harry nie umie się na ciebie gniewać...
    Ha! Wiedziałam że Valerie nie może być aż tak idealna! Niewielka skaza, ale jednak.
    Czy Louis naprawdę musi być takim...facetem, nie dociera do niego dlaczego Hazza zareagował tak gwałtownie? Jezu człowieku obudź się!
    Będę tęsknić za Liamem ;_;
    Rozdział świetny jak zawsze :)
    @PolishCurls
    (przeczytałam to i brzmi trochę jakbym była niezrównowarzona psychicznie ew)

    OdpowiedzUsuń
  4. naprawde louis? naprawde? ty mały dupku
    chociaz wlwsciwie skoro harry ci wybaczył ja też moge
    i ciesze sie że już wyjeżdżają ugh, mam dość valerie
    ahh a reakcja harryego jejku, louis i swear to god.
    i masz szczęsci ze poszedłeś do harryego ojj masz szczęście
    i awww! oczywiście że ten pocałunek w policzek był o wiele więcej wart!
    a kolejny, w inne miejsce, będzie jeszce więcej he
    by the way, musze przeprosic ze nie komentowałam wcześniejszych,
    po prostu nie było szablonu na mobilny, a ja zwykle tu czytam,
    a gdy juz byl, nie komentowalam na fonie bo muli lub wylacza stronke
    no ale naprawilam tableta i jestem!
    i by the way2, pierwsze opowiadanie w którym aż tak podoba mi sie tytuł, lepszy chyba by nie mógł być hvbchfgdbd idealnie pasuje do wszystkiego aw ma cos w sobie takiego oczarowującego, perf
    i jestem jak najbardziej za z rozdziałami co 2 dni, jeśli oczywiscie to nie problem dla Ciebie 😊
    całuski
    @harveyismine 🍩

    OdpowiedzUsuń
  5. moje Larry feelings zabijają mnie w tym momencie :))))))))))
    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. Przez ta koncowke nie jestem w stanie normalnie myslec ....
    So moj komentarz:
    Rozdzial bylbuxedzwastsadfaggfhfadfn >>>>>>>>>>>>
    @RealMeIsNotMe

    PS. Dziekuje slonce za informowanie mnie na tt xx

    OdpowiedzUsuń
  7. ojejku dhfjfhdvxvu cudowny rozdział potrzebuje jak najszybciej nowego @cuteniallz

    OdpowiedzUsuń
  8. Hshsjxjkskskksks <3 brak słów ❤.❤

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku Harry <3 cudowny rozdział i taki inny niż poprzednie 💛 dobrze,że już wyjeżdżają haha :D Nie mogę doczekać sie kolejnego rozdziału <3 Pozdrawiam! Xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Awww! Ten koniec!! <3 To takie słodkie! Nie mogę się doczekać nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  11. Ashskjfh końcówka>>>>>>>>>>>
    Valerie mnie pozytywnie zaskoczyła,myślałam że bd chciała za wszelką cenę się przespać z Lou,ale jednak nie x powtórzę-Hazz jest niezwykle bezbronny jeju ;-; cudny ten rozdział <3 czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  12. O jezu... ile się działo w tym rozdziale asfhklgdsaff znowu mam troche rozchwiane emocje... arrr znowu ta Valerie jak ja jej nie lubię xd biedny Harry musiał się popłakać, jak zobaczył Lou całującego tę dziewczynę :'( Hazza jest taki kochany a Louis znowu doprowadził go do płaczu... Jedyny plus tego, że wyjeżdżają to koniec Valerie i nareszcie Lou skoncentruje się tylko na Harrym :) koniec rozdziału jest przesłodki, idealny <3 nie mogę się doczekać kolejnego!
    Pozdrawiam i życzę weny,
    ~ @mymuffinmalik :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dobrze, że ostatecznie do niczego nie doszło. Nie przeżyłabym tego. Valerie nie jest dla Lou, dobrze, że nie traktuje tego na serio. Ale pod koniec zadziwia. Nagle odrobina szacunku do niej wraca. Ale Hazz... Lou, nie krzycz tak na niego, on ci uświadamia, że to nie tędy droga, a ty i tak swoje! Dobrze, żeś go przeprosił. Inaczej bym nie darowała... Na skarby się nie krzyczy <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale mnie Louis wkurzyl z ta Valerie...co za debil zachowal sie jak cham -.-
    Rozdzial jak zwykle wspanialy <3

    OdpowiedzUsuń