czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział XIII

                   Mimo, iż obiecałem to sobie poprzedniego dnia, nie odnalazłem w sobie wystarczającej odwagi, ni odpowiednich słów by ponownie przeprosić Harrego. Nie wiedziałem co mógłbym mu jeszcze powiedzieć oraz drżałem na samą myśl o przywoływaniu drażliwych tematów, czy też naszych sprzeczek w obawie o reakcję wrażliwego na różnorakie niepowodzenia, bruneta. Loczek bowiem był niczym kameleon wtapiający się w tło każdej sytuacji. Gdy wszystko układało się po jego myśli, był najbardziej uroczym i ujmującym chłopcem na całym świecie, jednak wystarczył jeden wypadek lub nieszczęście, by zmienił się on w chodzącą kupkę nerwów, wylewającą z siebie morza łez, wymykających się spod kontroli emocji, czy też nieskładnych, pozbawionych sensu zdań wyrażających jego zdenerwowanie poprzez drżenie głosu.
                   Tak więc obudziłem go bez zbędnych słów, bawiąc się jego włosami tak długo, aż nie uchylił ciężkich powiek, ukazując w ten sposób swoje lśniące tęczówki, a ja począłem zastanawiać się jakim cudem dopiero teraz dostrzegłem, iż są one nieskończenie wiele razy bardziej zielone i hipnotyzujące niż te należące do Valerie. Chłopiec przywitał mnie leniwym uśmiechem, który odwzajemniłem, w duchu odetchnąwszy z ulgą. Dziś opuścić mieliśmy bar i mieszkanie rodziny Payne, więc gdyby w razie Loczek się na mnie gniewał, nie miałbym zbyt wiele czasu, aby ponownie wkupić się w jego łaski. Ziewając przeciągle, chłopiec zasłonił usta dłonią, uprzednio upewniając się, iż rękaw jego koszulki zakrywa wszystko aż po nadgarstek. Następnie począł wyplątywać się z pościeli, w czym pomogłem mu ściągając z nas kołdrę, za co brunet podziękował mi wdzięcznym uśmiechem. Gdy jego bose stopy znalazły się już na podłodze wyłożonej jasnym drewnem, wyrzucił on swoje ramiona w górę, by nieco rozprostować kości, przy czym mimowolnie wydał z siebie dźwięk podobny do mruczenia. Przez chwilę przyglądałem się mu w milczeniu, zachwycając się tym jak młodo, niewinnie i... anielsko wyglądał o poranku, gdy niespodziewanie z zamyślenia wyrwały mnie jego miękkie, pełne wargi składające słodkiego całusa na skórze mojego policzka. Mimo, iż nie był to pierwszy raz, zaskoczony przyłożyłem dwa palce do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą znajdowały się usta chłopca, posyłając mu przy tym pytające spojrzenie, na które on odpowiedział jedynie figlarnym uśmiechem, po czym wstał z łóżka i wyszedł z pokoju, zbierając po drodze przypadkowe ubrania, które najprawdopodobniej planował założyć.
                   Przeczesując włosy palcami, również podniosłem się z posłania, przy czym ziewnąłem przeciągle, wygładzając pomięty materiał mojej koszulki. Następnie starannie posłałem łóżko, by po chwili skierować się do szafy, której zawartość począłem przepakowywać do dwóch plecaków. Jeden z nich (granatowy z brązowymi, skórzanymi wstawkami) należał do Harrego, natomiast drugi (czarny, typowo szkolny) podarował mi Liam, twierdząc, iż jest on bardziej poręczny, niżeli torby, w czym w stu procentach się z nim zgadzałem. Gdy na półkach pozostały już tylko czarne spodnie oraz szara bluza, które planowałem dziś na siebie włożyć, do pokoju wszedł Harry ubrany w moje, jedyne nie za krótkie na niego, ciemne jeansy i niebieski sweter z łatami na łokciach. Jego włosy były wilgotne i bardziej skręcone niż zwykle, co świadczyło o tym, iż brunet dopiero co wyszedł spod prysznica. Również pragnąc go zażyć, minąłem się z nim w progu, ruszając prosto do łazienki.
                   Obaj wykąpani i w kompletnym stroju udaliśmy się na śniadanie, na którym jak zwykle pojawiliśmy się jako ostatni, w czasie, gdy reszta rodziny oraz Valerie, która w gruncie rzeczy również była jej częścią siedziała już przy starannie nakrytym stole. Tym razem jednak blondynka zajęła miejsce przy Liamie, dając nam w ten sposób szansę usiąść obok siebie. Harry zareagował na to w jego mniemaniu dyskretnym, triumfalnym uśmiechem, natomiast ja utkwiłem wzrok w swoich kolanach, rumieniąc się pod dosadnym, znaczącym spojrzeniem dziewczyny. Wczoraj byłem zbyt rozkojarzony i zmartwiony zachowaniem bruneta, by myśleć racjonalnie, lecz teraz, siedząc twarzą w twarz z Valerie, zapragnąłem zapaść się pod ziemię. Było mi krótko mówiąc głupio. Początkowo obawiałem się niechęci i szyderstw ze strony blondynki, jednak już podczas śniadania przekonałem się, iż jest ona typem osoby niezwykle wyrozumiałej i lekkodusznej. Wprost powiedziała, że nie traktuje tego co jest między nami poważnie i tak rzeczywiście było. Po prostu stawiała sprawy jasno. Pod tym względem pasowałaby do Zayna. Zapamiętać: Warto przyjaźnić się z hipisami.
                   Tego dnia podczas pracy w barze okazało się, że Valerie nie tylko planowała dokuczać mi z powodu Harrego, zupełnie jak mój kuzyn, lecz dodatkowo postanowiła go w to wciągnąć, wtajemniczając go w to co zaszło między nami poprzedniej nocy, niestety nie pomijając dość żenującego końca. Zmęczony słuchaniem żartów dotyczących domniemanej więzi łączącej mnie z Loczkiem (siedemnastolatkiem, którego znałem od niecałych dwóch tygodni, na miłość Boską!) postanowiłem zajrzeć do niego i Karen, z nadzieją, iż chociaż w kuchni będę miał chwilę spokoju. Ruch nie był duży, więc spokojnie mogłem sobie na to pozwolić. Gdy w końcu dotarłem na miejsce, przekazałem cioci wieści o naszym dzisiejszym wyjeździe, które szczerze mówiąc bardziej zaskoczyły bruneta, niż moją rozmówczynię. Bijąc się otwartą dłonią w czoło, przeprosiłem chłopca, tłumacząc, iż zwyczajnie wyleciało mi z głowy, by go o tym poinformować. Mimo pierwszorzędnego smutku i oburzenia, w końcu zaakceptował taką kolej rzeczy, obdarzając mnie jedynie krótkim, jednakowoż rzeczowym "w porządku", które w jego przypadku oznaczać mogło autentyczną zgodę lub bezradność, którą wyrażał właśnie tymi słowami. Tym razem odniosłem wrażenie, iż użył tego zwrotu w obu jego znaczeniach. Z jednej strony wiedział, że musimy wyjechać, natomiast z drugiej widziałem jak bardzo zżył się z tym miejscem i nie musiałem być geniuszem, by domyślić się, iż będzie zwyczajnie tęsknił.
                   Dzisiejsza kolacja różniła się nieco od poprzednich. Towarzyszyła jej pewnego rodzaju nostalgia związana z wiszącą w powietrzu świadomością nieuchronnego pożegnania. Gdy wszystkie talerze były już puste, wraz z Harrym i ciocią udaliśmy się do kuchni, gdzie ze swojej tajnej skrytki na pieniądze kobieta wyciągnęła należne nam wynagrodzenie za ponad tygodniową pracę w barze. Po przeliczeniu doszedłem do wniosku, iż jest tego stanowczo za dużo, jednak Karen nalegała, abyśmy przyjęli to jako zabezpieczenie na podróż, więc tak właśnie zrobiliśmy, lecz nie obyło się bez piętnastominutowych, bezskutecznych protestów. Chowając wypłatę zarówno swoją jak i Harrego, wsunąłem mu portfel do jednej z tylnych kieszeni, których moje spodnie nie posiadały, po czym ruszyliśmy do pokoju gościnnego, z którego wzięliśmy nasze bagaże, by następnie zejść na parter, gdzie czekała na nas już cała rodzina. Z Valerie pożegnaliśmy się, gdy dziewczyna skończyła zmianę, jednak gdy przyszła pora na ciocię, wujka i Liama, zrobiło się nieco bardziej emocjonalnie. Pożegnanie to nie było dla mnie łatwe i to dzięki niemu zrozumiałem, czemu nie zdobyłem się na uczynienie tego w stosunku do moich rodziców i sióstr. Nieważne jak bardzo miałbym ich dość, czy działaliby mi na nerwy, wciąż byli moją rodziną i mimo wszystko zawsze zajmowali swoje miejsce w moim złamanym przez Olivię, lecz wciąż bijącym sercu. Wiedziałem, że nie nastąpi to dziś, ani też dopiero w Paryżu, ale postanowiłem do nich zadzwonić.
                   Po tym jak przekroczyliśmy próg Cornerstone,po raz ostatni machając jego właścicielom, Harry bezwiednie ujął moją dłoń, splatając ze sobą nasze palce, z czym szczerze mówiąc już dawno przestałem walczyć. Było już po zmroku, a nieprzyjemną dzielnicę oświetlały jedynie uliczne lampy, których ktoś nie zdążył jeszcze zbić lub był na tyle dobry, by zadbać o to, by ich żarówki nie były przepalone. W pewnym momencie usłyszałem masywne, należące do wielu par butów kroki. Nie przejąłem się tym dopóki nie dołączyły do nich również męskie głosy oraz śmiechy dobiegające z nie więcej niż kilku metrów za naszymi plecami.
-Czy oni trzymają się za ręce?! - zawołał jeden z nich niespodziewanie, przerywając ciszę panującą w tej rzadko uczęszczanej części miasta.
-O kurwa! Pedały! - dorzucił drugi, śmiejąc się głośno i nieopanowanie, drażniąc tym moje uszy.
-Idź szybciej i broń Boże nie odwracaj się - szepnąłem, wyczuwając drżenie dłoni Harrego, którą instynktownie chwyciłem mocniej.
-Hej, kochasie! Do was mówimy! - wydarł się jeden z oprychów.
-Udajecie, że nie słyszycie?! A gdzie kurwa szacunek?! - oburzył się inny w niezbyt kulturalny sposób, gdy głowa Loczka bezwiednie pognała do tyłu, w kierunku źródła nawoływania.
-Powiedziałem, żebyś się nie odwracał - syknąłem, wpatrując się przed siebie.
-Przepraszam... - jęknął łamiącym się głosem.
-Chodź szybciej, błagam - wymruczałem, gdy odgłosy kroków i obelg rzucanych w naszą stronę, coraz bardziej poczęły zwiększać ilość swoich decybeli.
                   W pewnym momencie poczułem silne szarpnięcie do tyłu, mocno zaciskając powieki, w oczekiwaniu ciosu, który ku mojemu zdziwieniu nie nastąpił. Niepewnie otwierając oczy, spojrzałem na swoje dłonie, jakoby czegoś lub kogoś mi w nich brakowało. Szybko odzyskując jasność umysłu, z przerażeniem dostrzegłem przypartego do rozpadającego się już, ceglanego muru Harrego, którego twarz nie wyrażała nic poza czystą paniką i wołaniem o pomoc. Wokół niego stało trzech typów spod ciemnej gwiazdy, którzy mimo swoich tatuaży i groźnych min nie wyglądali na wiele starszych ode mnie. Jeden z nich trzymał nadgarstki, natomiast drugi szyję Loczka, uniemożliwiając mu w ten sposób ucieczkę. Ostatni natomiast pochylał się nad chłopcem, z niebezpiecznie bliskiej odległości przyglądając się i czerpiąc satysfakcję z cierpienia, które rozrywając go od środka wydostawało się na powierzchnię pod postacią łez.
-Lou... - jęknął błagalnie Harry, wyłapując moje spojrzenie, jednak jeden z bandytów szybko uciszył go, zakrywając mu usta swoją paskudną łapą.
-Stul pysk, pedale! Twój chłopczyk ci nie pomoże! Co taka ciota jak on, może nam zrobić?! Było pomyśleć o tym zanim zmierzyłeś nas wzrokiem! Nie wiem czy wiesz, że to coś czego najbardziej tu nie lubimy! - wysyczał mu prosto w twarz, tonem pełnym jadu, na co brunet odpowiedział jedynie stłumionym, przepełnionym przerażeniem szlochem.
-Zostaw go! - warknąłem, podchodząc jeszcze bliżej nich. On miał rację - nic nie mogłem im zrobić. Nie znaczyło to jednak, iż nie zamierzałem spróbować. Mim, że moje dłonie drżały niekontrolowanie, a w środku byłem równie przerażony co Harry, nie mogłem poddać się bez walki.
-Słucham? - prychnął, posyłając mi pobłażliwe spojrzenie.
-Powiedziałem, żebyś go zostawił! - powtórzyłem, jednak tym razem dużo głośniej, zmniejszając dystans między nami do praktycznie zerowego, w ten sam sposób niemalże podając mu się na tacy.
-Spokojnie, nie musisz być taki nerwowy! - zaśmiał się ironicznie. - Obiecuję, że dobrze zajmę się twoim chłopakiem, to na pewno będzie dla niego niezapomniana noc - powiedział patrząc mi w oczy, po czym jego dłoń uwolniła usta Harrego, zjeżdżając wzdłuż jego ciała, aż nie zatrzymała się na pośladku, ściskając go mocno, na co chłopiec zapłakał sam nie wiem czy z powodu bólu, czy świadomości tego o czym mówił jego oprawca. - Nie płacz, kochanie, jest nas aż trzech, szybko uda nam się wypieprzyć z ciebie pedalstwo - posłał zielonookiemu obleśny uśmiech, od którego zebrało mi się na wymioty.
                   W tamtym momencie nie potrafiłem już myśleć racjonalnie. Może i udałoby mi się rozegrać to lepiej, lecz wtedy kierowało mną przede wszystkim bezpieczeństwo Harrego, które i tak zostało już poważnie naruszone. Wpadając w prawdziwą furię, nie rozważając żadnych za i przeciw, rzuciłem się na oprycha, z którym miałem nieprzyjemność przeprowadzić krótką rozmowę. Po tym jak wymierzyłem mu dwa, prawe sierpowe prosto w nos, bandyta zatoczył się do tyłu, obezwładniony siłą uderzenia. Widząc to, jego pomocnicy uwolnili nieszkodliwego Loczka, przyszpilając do ściany mnie zamiast jego.
-Harry! Uciekaj! - wrzasnąłem, starając się wyrwać z uścisku dwóch par silnych łap.
-Nie! - zawołał zrozpaczony brunet, nie wiedząc co począć.
-Błagam, Harry! Uciekaj! Biegnij przed siebie, zaraz cię dogonię, obiecuję! Słyszysz, Harry?! Obiecuję! Ja zawsze dotrzymuję obie... - przerwało mi mocne uderzenie wymierzone prosto w mój lewy policzek, któremu towarzyszył przerażony wrzask zielonookiego.
-Biegnij! Już! - wrzasnąłem ostatkiem sił, czując w ustach metaliczny posmak krwi, po czym z zadowoleniem dostrzegłem oddalającą się sylwetkę Harrego.
                   Będąc pewnym, iż brunet nie jest już w stanie mnie zobaczyć, uchyliłem się przed kolejnym ciosem mojego oprawcy, w ten sam sposób wysyłając jego pięść na spotkanie z ceglanym murem. Wykrzykując kilka przekleństw, chłopak zacisnął mocno powieki, starając się zapanować nad bólem, co ja perfidnie wykorzystałem, używając mojej jedynej wolnej kończyny, czyli nogi, by niehonorowo wymierzyć mu kopnięcie prosto w krocze, którego siła zwaliła go z nóg. Jego zszokowani pomocnicy, odruchowo wypuścili mnie z uścisku, ruszając na pomoc swojego sponiewieranemu przyjacielowi. Nie wahając się ani chwili dłużej, biegiem rzuciłem się w ciemną otchłań, w której jeszcze przed chwilą zniknął Harry. Nie zajęło to dużo czasu, zanim znalazłem Loczka, który zamiast uciekać jak mu poradziłem, schował się za pierwszym zakrętem, zapewne na mnie czekając. Dostrzegając moją osobę, wydobywającą się z mroku, twarz Loczka rozpromieniła się, po czym wstąpił na nią cień ulgi. Obawiając się, iż nasi oprawcy będą nas gonić, mocno chwyciłem dłoń Harrego, ciągnąc go za sobą w szaleńczym, dwuosobowym kuligu. Właśnie w momencie, w którym chłopiec począł ciężko dyszeć, a jego nogi odmawiać mu współpracy, usłyszałem niewyraźne odgłosy kroków i nawoływania. Nie chcąc ryzykować kolejnej potyczki, w której mógłbym nie mieć już tyle szczęścia, zatrzymałem się wpół roku, przenosząc plecak, którego jakimś cudem udało mi się nie zgubić na jedno ramię, dzięki czemu Harry wpadł na moje plecy, a jego ramiona mimowolnie owinęły się wokół mojej szyi. Korzystając z sytuacji, chwyciłem chłopca pod udami, unosząc go do góry, po czym ponownie ruszyłem biegiem. Mimo swojego wzrostu Loczek ważył tyle co piórko, lub może po prostu to strach i determinacja dodały mi sił. Gdy odgłosy kroków i głosów ustały, uznałem, że jesteśmy już na tyle daleko, by bandyci nie mogli nad dostrzec pod osłoną nocy, więc skręciłem w pierwszą ślepą uliczkę. Zdyszany, postawiłem roztrzęsionego siedemnastolatka na ziemi, gestem dłoni nakazując mu schowanie się za jednym z na szczęście pustych kontenerów na śmieci. Siedzieliśmy tak w zupełnej ciszy przez około piętnaście minut, po tym jak usłyszeliśmy mijające nas kroki, które już po chwili przerodziły się jedynie w szum wiatru.
                   Niemalże w stu procentach pewien, że nic już nam nie grozi, podniosłem Harrego z ziemi, prowadząc go na starą, granatową kanapę stojącą pod jedną z otaczających nas ścian dwóch kamienic pomiędzy którymi się znajdowaliśmy. Ktoś chyba zmieniał wystrój mieszkania, gdyż tuż obok stał również fotel oraz rozłożone na części biurko. Dopiero, gdy usiedliśmy w świetle latarni, dostrzegłem świeże łzy wciąż płynące wzdłuż policzków bruneta. Jednak, gdy ten ujrzał moją twarz, wybuchnął histerycznym płaczem. Szybko domyśliłem się, iż cios wymierzony w mój lewy policzek, pozostawił po sobie ślad.
-Lou... - jęknął chłopiec, nie mogąc zebrać słów do kupy.
-Spokojnie, Haz. Wszystko już jest w porządku - uspokajałem go, pocierając jego ramię w pocieszającym geście.
-Dziękuję... - zachłysnął się powietrzem, podczas nieudanej próby powstrzymania łez.
-To nic takiego - mówiłem najłagodniejszym tonem głosu, na jaki było mnie stać.
-Wcale nie! To bardzo dużo! Przepraszam za tamto... Już wiem, że ty nigdy byś mnie nie uderzył... Oni byli tacy jak Stephen, ale ja nie jestem... I... i obiecałeś, a ty dotrzymujesz obietnic... - szlochał z oczyma pełnymi łez, kiwając głową, jakoby chciał to sobie do niej wbić.
-Tak, masz rację. Oni byli tacy jak Stephen. Chcieli mi odebrać coś ważnego - westchnąłem czule, delikatnie głaszcząc bruneta po głowie, jednak przyniosło to odwrotny skutek do oczekiwanego i już po chwili chłopiec zaniósł się potężniejszym płaczem.
-Lou... - wychrypiał, znów nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, jednak kilka głębokich oddechów pomogło mu w opanowaniu szlochu. - Zasłużyłeś... - wyszeptał unikając mojego wzroku, natomiast jego dłoń chwyciła skrawek jego koszulki, unosząc ją nieco.
-Harry, nie... - pokręciłem głową przecząco, chwytając go za nadgarstek. Nie chciałem, by dziękował mi w ten sposób. - Nie jesteśmy tacy, pamiętasz? - westchnąłem, na co ten skinął głową ze smutnym uśmiechem.
-Ale Lou... musisz zobaczyć... chcę, żebyś zobaczył... - jęknął, wyrywając mi się, po czym podwinął swoją koszulkę, zanim zdążyłem go powstrzymać.
To co wtedy ujrzałem zmroziło mi krew w żyłach. Cały tors chłopca pokryty był różnokolorowymi siniakami, bardziej lub mniej wyblakłymi zadrapaniami i bliznami. To co nieco ponad tydzień temu wziąłem za tatuaż, tak naprawdę było wielkim, rozciągającym się od prawego boku, aż po pępek siniakiem. Z przerażeniem śledziłem znaki na skórze chłopca, czując jak cała krew odpływa mi z twarzy. Odruchowo chwyciłem jego ramię, potem drugie, podwijając rękawy jego koszulki. Tak jak tors chłopca, całe były pobijane.
-O mój Boże! To oni ci to zrobili?! - spojrzałem na bruneta wielkimi oczyma.
-Nie, dzięki tobie nawet mnie nie dotknęli - szybko pokręcił głową, lecz jego głos w dalszym ciągu drżał niekontrolowanie.
-Więc kto?! - zawołałem zszokowany jeszcze bardziej niż przed sekundą.
-Mój tata... - odparł, po czym ponownie załamał się, nie powstrzymując dłużej płaczu.
-Ale... ale... - zabrakło mi języka w gębie.
-On robił mi to prawie codziennie, Lou... Bił mnie, kopał, popychał... Prawie codziennie... - zapłakał słabym głosem.
-Ale... ale dlaczego? - to jedyne co udało mi się wykrztusić.
-To była kara... Cały czas powtarzał, że jestem złym chłopcem... że nie takiego syna sobie wymarzył... że jestem tylko rozpuszczonym bachorem, który zasługuje na nauczkę... - wyznał, a ja niespodziewanie pojąłem czemu Harry był tak wrażliwy na określenie "rozpieszczony bachor" i zapragnąłem wymierzyć sobie policzek, za każdy pojedynczy raz, gdy użyłem go w stosunku do niego. - Ja starałem się być dobry, Lou... Ale i tak zawsze coś było nie tak... źle ustawione buty, niewytarty talerz, uchylone drzwi... wszystko było źle... Raz poszedłem do kuchni i chciałem nalać sobie kompotu, ale niechcący zbiłem dzbanek i wiesz co on zrobił? Wiesz co zrobił? Złamał mi rękę! - zaszlochał, a sytuacja, która miała miejsce podczas jego pierwszego obiadu u Payne'ów, choć wtedy niezrozumiała, stała się dla mnie wręcz boleśnie oczywista. - W ciągu ostatnich siedmiu lat miałem złamane obie ręce oraz prawą nogę po dwa razy, ale wcale nie spadłem z roweru czy drzewa jak moi koledzy... Ja nawet nie miałem kolegów! Oni zabronili mi ich mieć! Gdy byłem mały i graliśmy w piłkę na podwórku, zaczęli zauważać moje siniaki i powiedzieli o tym swoim rodzicom, a kiedy dowiedzieli się moi, kazali mi powiedzieć im, że są głupi i nie chcę się więcej z nimi bawić, więc to zrobiłem. Miałem osiem lat, Lou... nie wiedziałem, że tylko u mnie w domu dzieją się takie rzeczy... nie wiedziałem, że nikt nie będzie chciał się już ze mną bawić... Ale, gdy się dowiedziałem, było już za późno... W szkole nigdy nikt mnie nie lubił... nie miałem nikogo... nikogo... Za każdym razem, gdy trafiałem przez niego do szpitala, lub siniaki były zbyt widoczne, zostawałem w domu, gdzie się mną zajmowali, po czym kupowali mi nowe ubrania, szli ze mną do fryzjera... Nie dlatego, że było im przykro... Stwarzali pozory, nie chcieli, żeby ktoś zauważył... I udało im się. Nikt nie zauważył... Przez kilkanaście lat nikt nie zauważył... - szlochał, nie kontrolując potoku łez, wypływającego spod jego mocno zaciśniętych powiek. Otwierał się przede mną, otwierając również wciąż świeże rany.
-Oni? - jęknąłem, zaskoczony tym jak słaby stał się mój głos.
-Mama nie była lepsza... Była pielęgniarką, więc do szpitala jeździłem tylko, gdy tata coś mi złamał... Była taka jak on, albo nawet i gorsza... Dzień w dzień patrzyła jak on mi to robi i ani razu nie stanęła w mojej obronie... Ani razu... - kręcił głową, nadal nie uchylając powiek. Najzwyczajniej w świecie nie potrafił powiedzieć mi tego wszystkiego w oczy. - Kiedyś wróciłem ze szkoły o sześć minut później, bo zepsuł się autobus i musiałem przesiąść się do innego, ale jego to nie interesowało... Nie dał mi się nawet wytłumaczyć... Krzyczał, bił mnie, krzyczał i tak w kółko, a potem wyszedł do pracy na drugą zmianę... Zostawił mnie tak samego... Ja... ja miałem już dość. Miałem już dość. Wszystko mnie bolało, miałem podarte ubranie, wyrwane włosy, a z nosa ciekła mi krew, ale przeszedłem tak połowę miasta i poszedłem na policję... Wszystko im powiedziałem... Potem prosiłem ich, żeby tego nie robili, błagałem, ale oni nie posłuchali... Zadzwonili po moją matkę, a ona broniła ojca, powiedziała, że wszystko sobie wymyśliłem i, że zrobili mi to koledzy, a teraz nie mam odwagi się przyznać... Ale ja przecież nawet nie miałem kolegów i to z jej winy! - zawołał zrozpaczony, wplatając dłonie we włosy.
-Tak bardzo mi przykro - szepnąłem, czując jak również moje oczy wypełniają się łzami.
-Nikt nie zauważył przez kilkanaście lat! Mieszkałem w kamienicy, z każdej strony miałem sąsiadów! Czy oni nie słyszeli jak płaczę? Czy nie słyszeli jak prosiłem go, żeby przestał? Dlaczego nikt mi nie pomógł, Lou? Dlaczego...? - płakał targany przez wszystkie negatywne emocje na raz.
-Harry... - szepnąłem, uświadamiając sobie, iż wtedy to mnie zabrakło słów. Drżącymi dłońmi poprawiłem jego koszulkę, zakrywając nią posiniaczone ramiona i tors, na co chłopiec niepewnie uchylił opuchnięte od płaczu powieki, ukazując swoje przekrwione tęczówki.
-Nie możesz na mnie patrzeć, prawda? Jestem ohydny - jęknął, ponownie roniąc kilka łez.
-Nawet tak nie mów, Harry. Jesteś piękny - wymruczałem, kojącym tonem.
-Ładniejszy od Valerie? - spytał niespodziewanie, z nutką nadziei w głosie.
-Valerie nawet nie dorasta ci do pięt - tchnąłem, ku własnemu zdziwieniu zupełnie szczerze.
                   Niespodziewanie chłopiec ujął moją twarz w swoje drżące dłonie, napierając swoimi pełnymi, malinowymi wargami na moje. Pocałunek ten niewiele różnił się od tego, którym jeszcze dziś obdarował mój policzek, lecz kłębiło się w nim wiele silnych emocji oraz paleta różnorakich uczuć. Mimo wielkiego zaskoczenia, oddałem pocałunek z równą namiętnością, nie mając serca odepchnąć od siebie Harrego. Każdy zasługiwał w życiu na odrobinę czułości i jeśli to był sposób, w jaki on zamierzał uzyskać ją po tylu latach spędzonych w okrutnym, pozbawionym uczuć domu, ja nie miałem prawa mu tego odbierać. Tak więc mimo, iż było to proste złączenie warg, nasz pocałunek trwał niezwykle długo, dopóki Harry nie odsunął się ode mnie, wycierając rękawem koszulki ostatnie łzy lśniące na jego bladych policzkach.
-Ja... - zacząłem, lecz chłopiec nakazał mi milczenie, przykładając palec wskazujący do ust i wydając przy tym charakterystyczny syczący dźwięk.
-Cii, nic nie mów, Lou. Jest cisza nocna. Obudzisz potwory - ostrzegł, mocno wtulając się w moją klatkę piersiową.
-Już nie musisz się o to martwić, Haz. Nie sądzę, by twoi rodzice byli w stanie nas stąd usłyszeć...

✗ ✗ ✗

Niespodzianka! Dodaję ten rozdział dziś, ale kolejny serio pojawi się dopiero za trzy dni, za bardzo was rozpieszczam. I nie ukrywam, że komentarz byłby mile widziany, ponieważ to dość ważny moment w tym opowiadaniu x

26 komentarzy:

  1. OTO JEST DZIEŃ KTÓRY DAŁ NAM PAN.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rycze 😭 rozdzial cudowny ale smutny 😞 za to koncowka wynagradza wszystko 😃

    OdpowiedzUsuń
  3. Złamałaś mi serce...
    Musiałam przerywać kilka razy bo tekst był zamazany i nic nie widziałam, nawet teraz mam łzy w oczach....
    Tak się modliłam żeby to był tatuaż, żeby nie miał siniaków...
    Jak można robić takie rzeczy własnemu dziecku? Jakiemukolwiek dziecku... Nie dziwię się że Harry wybrał ucieczkę z nieznajomym do innego kraju.Jeszcze uważa że jest przez to obrzydliwy... Louis musi sprawić żeby Harry nareszcie poczuł się pewnie i bezpiecznie, to jego misja i lepiej żeby nie spieprzył.
    Cholera co ty ze mną robisz?
    Zmienię temat bo zaraz utopię się we własnych łzach.
    Valerie. O dziwo polubiłam ją, nadal jest zbyt idealna, ale nie jest złośliwa i mściwa.
    Będę rozpaczać bo nie będzie już Liama ;_;
    Pocieszam się myślą że być może pojawi się Zayn :)
    A tych idiotów, obleśnych homofobów to tylko jebnąć kijem baseballowym w łeb i wykastrować. Świnie.
    Mimo wszystko kocham ten rozdział.
    Moje komentarze zawsze są długaśne, przepraszam :D
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  4. o mój boże , jestem chyba martwa ten rozdział jest taki cudowny, nie mogę doczekać się już kolejnego, serio
    @cuteniallz

    OdpowiedzUsuń
  5. O mój boże chybaa płaczę ;-; bardzo boję się o to że okradli Harrego bo przecież miał portfel w kieszeni... I jeszcze jego historia...tak mi go szkoda,jezu. Biedny... I te siniaki,jak rodzice mogą tak traktować swoje dziecko. Jezu moje feels i jeszczeten pocałunek taki słodki i pełen uczuć,omg. Serio jestem bliska płaczu serio. Te opowiadanie jest cudowne x czekam.na kolejny rozdział ps wiem że to au ale niech rodzice Harrego spalą się w piekle ugh i inni tacy rodzice jezu

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak takie potwory mogą spokojnie żyć na tym świecie i krzywdzić niewinnych ludzi takich jak Harry? Biedny i mam nadzieję, że Lou odwzajemni jego uczucia. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oficjalnie złamałaś mi serce...

    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju jak mozna zrobic cos takiego :( biedny Harry :'( Ten rozdział, no poprostu nie wiem co napisać :( :( Taki smutny, straszny , a jednocześnie przeuroczy. Czekam niecierpliwie na kolejny :( Jeju hxjsjsekndidj :(((

    OdpowiedzUsuń
  9. :o Jejuńciu Harry biedactwo :'( Strszanie smutny rozdział, ale i bardzo ważny, wreszcie wiemy o rodzicach Harrego :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo poruszył mnie ten rozdział i się popłakałam bardzo ważny on był to widać :) Harry zasługuje na Louisa stanął w obronie Harrego to był piękny gest z jego strony wielki szacun że pokonał tego opryszka.Pocałunek!To była chwila tyle emocji w się ujawniło ze zniecierpliwieniem czekam na następny rozdział. Pozdrawiam i ściskam @Biskarolinka

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh, nie ma to jak przypadkiem usunąć cały komentarz... No ale napiszę wszystko jeszcze raz. Ten rozdział już zalicza się do jednego z moich ulubionych w całym utworze... I zwyczajnie nie mogę przestać go czytać, bo co koniec rozdziału to wracam na sam początek i znów czytam... Na to czekałam!!! Tak, tak... Dobrze, że Hazz się nie tnie... Ale to, jak zjawiła się trójka tych... Ughr!!! Jak-oni-śmieli-dotknąć-Harry'ego ?! I jak jego rodzina mogła być tak podła i patologiczna? Aż dziw, że Haz wcześniej nie uciekł. A Lou... Och, jak on to usłyszał... I ten moment, gdy mówi te słowa, że Harry jest piękniejszy od Valerie, i pocałunek, i ta końcówka... W poprzednim komentarzu napisałam, że na skarby się nie krzyczy. Teraz dopowiadam, że skarby się chroni... Lou, chroń dalej Haza. Chroń go. Przed wszystkimi potworami grasującymi na tym świecie. Bądź jego światłem, jego aniołem stróżem.

      Usuń
  12. Mój Boże, nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałam, czytając fanfiction. Po prostu nie mogę się pozbierać. Kocham sposób w jaki piszesz swoje opowiadania, zawsze jest w nich tyle emocji, ale dzisiaj przerosłaś samą siebie. Łzy leją się z moich oczu falami, jest mi tak przykro Harrego, że tego się nawet opisać nie da. A to, że ludzie płaczą, czytając twoje opowiadanie jest ogromnym sukcesem dla ciebie jako autora i znak, że przykładasz się do tego co robisz. I robisz to fenomenalnie x
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i mam nadzieję, że pozwoli mi on znów okazać uczucia :)

    @cherxbear_

    OdpowiedzUsuń
  13. Chwile tu nie wchodzilam więc nie komentowałam poprzednich rozdziałów ale wszystkie przeczytałam .Kurcze wiedziałam ze Harrego spotkało coś.złego ale i tak mnie to poruszyło .Biedactwo.Ciekawe jak potocza się sprawy między nim i Lou .Mam nadzieje ze będzie coraz lepiej i ze na ich drodze nie stanie kolejna Valerie .Nie mogę się doczekac.jak rozwinie się sytuacja .Pozdrawiam i życzę weny :****
    BCurly

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękny, smutny i wzruszajacy :( czułam, że rodzice Harrego biją go, jeszcze ten wątek gdy bał sie, Louis rownież mu to zrobi :( mam nadzieje, że to co gorsze juz za nami i ciekawi mnie bardzo jak rozwiną sie ich relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O matko rycze ;_________; Jak rodzice Harrego mogli być tak okrutni i poniewierać takiego aniołka... Nie mam słów po prostu idę się utopić w morzu łez i przepraszam ale dziś chyba napiszę ci taki krótki komentarz bo nie potrafię sklecić normalnego zdania po przeczytaniu tego rozdziału. Dziękuję, że dodajesz tak często nowe rozdziały, czekam na kolejny z niecierpliwością ( jak zwykle zresztą ;) )
    ~ @mymuffinmalik xx

    OdpowiedzUsuń
  16. O. Mój. Boże. To straszne! Jak można tak traktować dziecko! Przeżyłam największy szok w życiu. Jak można tak traktować tak cudowną osobę jaką jest Harry?! Nie wiem co Ci jeszcze napisać. Ale genialnie oddałaś te emocje. Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem co mam napisac,biedny Harry....to straszne...cudowny rozdział~`HungryKilljoys

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystko tak perfekcyjnie opisane :o uczucia, emocje Jeju :( bardzo smutny, ale jednocześnie słodki rozdział :) czekam na następny ❤ xx

    OdpowiedzUsuń
  19. - Cii, nic nie mów, Lou. Jest cisza nocna. Obudzisz potwory - ostrzegł, mocno wtulając się w moją klatkę piersiową.
    -Już nie musisz się o to martwić, Haz. Nie sądzę, by twoi rodzice byli w stanie nas stąd usłyszeć...

    Jeju :'( On tak sie bal przez caly czas... Jego rodzice, po prostu nienawidze ich. Niech moj wrog nawet takich rodzicow nie ma. Nikt na to nie zasluguje. A zwlaszcza taki niewinny uroczy Harry.
    Wiesz, ze zlamalas mi tym serce? Po prostu placze przed telefonem.

    Ach a ich pocalunek! Czemu Lou jeszcze nic nie poczul do Hazzy? Ich pocalunek, no! I szczerze przyznaje, ze woli H. od Valerie, ale dalej jestem hetero!

    Dziekuje za tak cudowny rozdzial, za wyjawienie prawdy o Harrym, za ich pocalunek.

    Czekam niecierpliwie na nowy rozdzial, pozdrawiam :) x
    @RealMeIsNotMe

    OdpowiedzUsuń
  20. O MATKO
    O MATKO
    O MATKO
    O MATKO
    O MATKO
    jdhchdjjdjsjcjdhhdh jdjssj
    Jejuuuu jak ja płakałam przy tym!!
    Czułam że o to chodzi ewhhh idk co napisać, wspaniały rozdział, niesamowity!
    Z niecierpliwiścią czekam na kolejny i trzymam kciuki za Harry'ego i Lou <3 :')

    OdpowiedzUsuń
  21. Aaaaaaaaaaaaaaale cudne <3 nie mialam internetu i musialam nadrobic 3 rozdzialy, ale ten zdecydowanie najlepszy ! boze prawie sie poplakalam jak harry mowil o swoich rodzicach ! i w koncu sie pocalowali!!!! czekam na nexta ! /Charsi

    OdpowiedzUsuń
  22. brak mi słów... biedny haz, tak bardzo jest mi przykro, że takiego uroczego, słodkiego dzieciaka, spotkało coś tak okrutnego. co to za rodzice? to cholerne kreatury zasługujące na najgorszą z kar

    OdpowiedzUsuń