niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział XIV

                   Szczerze mówiąc nie wiedziałem co powinienem myśleć o wyznaniu Harrego. Z jednej strony było ono dla mnie zupełnym szokiem, z drugiej jednak kompletnie nie byłem nim zaskoczony. Zdawałem sobie bowiem sprawę z tego, iż brunet miał swoje powody do ucieczki, a sposób w jaki postanowił ją zrealizować, jedynie utwierdził mnie w ich powadze. Musiało istnieć również racjonalne wytłumaczenie tego, czemu Harry nie tyle nie chciał się przy mnie przebierać, co nie pozwalał sobie nawet na noszenie niczego na krótki rękaw w mojej obecności. Natomiast jego reakcja na moją opowieść o tym co wydarzyło się między mną, a Stephenem, z nieco przesadzonej, nagle wydała mi się być niezwykle zrozumiała. Wszystko to nie zmieniało jednak faktu, iż nie miałem pojęcia jak powinienem zachowywać się od teraz względem Harrego. Już wcześniej chłopiec obdarzył mnie wręcz niebywale wielkim zaufaniem, w niezwykle krótkim czasie, co (biorąc pod uwagę to jacy ludzie otaczali go na co dzień) było niewiarygodne i wzbudzało we mnie pewnego rodzaju niepokój, iż równie szybko jak to zaufanie zyskałem, tak też mogę je stracić. Jednak, gdy chłopiec otworzył się przede mną, odsłaniając w ten sposób kawałek swojej duszy, poczułem, że to co jest między nami staje się jeszcze bardziej kruche. Szczerze mówiąc nigdy nie uważałem się za osobę czułą, cierpliwą, ciepłą czy wyrozumiałą. Zawsze byłem na swój sposób zepsuty, pozbawiony empatii i nieco egoistyczny i to właśnie łączyło mnie z Olivią, która niszcząc nasz związek w niezwykle okrutny sposób, nieświadomie zniszczyła również mnie. Możliwe, że ona tego nie dostrzegała, lecz pod tą skorupą obojętnego na wszystko i wszystkich dwudziestolatka, tak naprawdę krył się niezdecydowany i zagubiony chłopiec, który nigdy nie wiedział czego chciał od życia, więc stosował metodę prób i błędów. Nigdy jednak nie potrafiłem pobudzić swojego wewnętrznego ja do życia. Łatwiej było udawać, że nikt i nic prócz mojej osoby się dla mnie nie liczy, tak długo aż stało się to prawdą. Olivia zraniła mnie i upokorzyła, jednak gdy wszystkie emocje opadły nie czułem dłużej smutku, czy przygnębienia, a raczej pustkę, która szczerze mówiąc towarzyszyła mi każdego dnia. Może nigdy nie kochałem jej tak jak próbowałem udowodnić to sobie i jej? Może o tym wiedziała, może nie. Może tak naprawdę wszystko było moją winą? Kto wie? Bo skoro nie umiałem być w porządku nawet względem najbliższej mi rodziny to, czy potrafiłem w ogóle?
                   To właśnie świadomość tego wszystkiego budziła we mnie względnie ludzkie uczucia w postaci troski o Harrego. Obawiałem się tego, że prędzej czy później, świadomie czy też nie, skrzywdzę go mimo, iż przez ostatnich siedemnaście lat swojego nędznego, pozbawionego miłości życia, wycierpiał się on za wszystkie czasy. Nie chciałem być w oczach chłopca kolejnym rozczarowaniem. Nie wiedziałem jednak co mógłbym zrobić, by do tego nie dopuścić. Wszystkie swoje wybuchy, czy też przejawy trudnego charakteru względem bruneta, tłumaczyć mogłem niewiedzą, lecz teraz, gdy znałem już jego sekret, nic mnie nie usprawiedliwiało. Wiedziałem, że powinienem być dla niego czuły, by stworzyć mu poczucie bezpieczeństwa, którego nigdy nie zaznał, lecz nie wiedziałem czy byłem w stanie. Nie oznaczało to jednak, iż nie zamierzałem próbować. Mimo niedługiego stażu naszej znajomości Harry nie był mi obojętny i choć trudno było mówić tu o miłości czy innym głębszym uczuciu, sądziłem, iż zasługuje on na wszystko co najlepsze i postanowiłem mu to zapewnić, w takim stopniu na jaki było mnie stać.
                   Tak więc zamiast zwyczajnie odepchnąć go od siebie, jak to miałem w zwyczaju, gdy dzieliliśmy łóżko w mieszkaniu rodziny Payne, obudziłem Harrego wplatając dłoń w jego włosy, by po chwili podrapać go za uchem, na co ten zamruczał rozkosznie. Dźwięk ten wydał mi się nadzwyczaj znajomy, po czym przeszukując zakamarki swej pamięci, przypomniałem sobie kilka podobnych do tej, sytuacji. Może potrafiłem być czuły względem Harrego nawet od niechcenia, bądź też nieświadomie?
-Dzień dobry - wymruczał sennym głosem w materiał mojej koszulki.
-Dzień dobry - odparłem, oplatając sobie jego pojedyncze loki wokół palca.
-Jestem głodny - ziewnął, podnosząc się do pozycji siedzącej, po czym przetarł zaspane powieki piąstkami.
-Więc chodźmy kupić kanapki - wzruszyłem ramionami, rozglądając się wokół, po czym uświadomiłem sobie, iż w dalszym ciągu znajdujemy się w ślepym zaułku pomiędzy kamienicami, gdzieś na obrzeżach Wolverhampton.
-W porządku - skinął głową, posyłając mi leniwy uśmiech.
-Daj mi portfel - poleciłem, na co Harry spiął się nieco, odwracając wzrok.
-Nie mam - odparł ledwie słyszalnie, wstrzymując oddech.
-Słucham? - spojrzałem na niego wielkimi oczyma.
-Nie mam - powtórzył już nieco wyraźniej, lecz równie nieśmiało.
-Jak to nie masz?! - poczułem jak cała krew odpływa mi z twarzy.
-No nie mam - jęknął, nie wiedząc co ze sobą począć, umiejętnie omijając mnie rozbieganym wzrokiem.
-Przecież włożyłem ci go wczoraj do kieszeni! - zawołałem, nie mogąc nabrać do płuc wystarczająco dużej ilości powietrza.
-Wiem - tchnął, nerwowo bawiąc się swoimi dłońmi.
-Więc mi go daj - zażądałem, po czym przygniatając chłopca do miękkiego, granatowego obicia kanapy, wsunąłem dłonie w tylne kieszenie jego spodni, z przerażeniem odkrywając, iż są one puste.
-Louis, przestań - brunet zachłysnął się powietrzem, patrząc na mnie z wyraźną paniką wymalowaną na twarzy.
-Przepraszam - westchnąłem, odsuwając się od niego na bezpieczną odległość. - Harry... co się stało z portfelem? - starałem się opanować drżenie głosu, przejeżdżając dłońmi po twarzy.
-On mi go zabrał... wczoraj... Wtedy, gdy mnie trzymali i on mówił te okropne rzeczy, nie złapał mnie za... um... tylko wyciągnął mi portfel, dlatego zacząłem płakać jeszcze głośniej... Myślałem, że zauważyłeś... - tłumaczył się niezwykle pokornym tonem głosu, zupełnie jakby odczuwał wyrzuty sumienia, lub czuł się winny zaistniałej sytuacji.
                   Słysząc jego słowa, westchnąłem głośno, nie wiedząc co ze sobą począć. Niespodziewanie podniosłem się z kanapy, ruszając przed siebie. Rozglądając się wokół dostrzegłem jedynie starą, zaniedbaną część miasta, oraz majaczący w oddali znak oznaczający jego granicę. Nie tak to wszystko miało wyglądać. W tej chwili ja i Harry powinniśmy byli już dawno być w pociągu, jednak skoro nie mieliśmy ani grosza przy duszy, nie zapowiadało się na to, abyśmy mieli w ogóle do niego wsiąść. Poza tym brunet powiedział, że jest głodny... I co ja niby miałem w tej sytuacji zrobić? Obrabować kogoś, czy pozwolić mu głodować? Może i byłem zdesperowany, ale nie byłem złodziejem. Z każdą kolejną myślą coraz więcej łez cisnęło mi się do oczu. Pieniądze szczęścia nie dają, lecz bez nich również nie jest kolorowo. Nie tak to wszystko sobie zaplanowałem, jednak śmiejąc się gorzko, doszedłem do wniosku, że przecież nigdy nic nie układało się po mojej myśli, więc czemu tym razem miałoby być inaczej? Im dłużej rozmyślałem nad zaistniałą sytuacją, tym bardziej bezradny się czułem. Gdyby chodziło tylko o mnie nie martwiłbym się tak bardzo. Jakoś bym sobie poradził. Lecz był jeszcze Harry. Byłem za niego odpowiedzialny. Czując jak szloch wstrząsa moim ciałem, usiadłem na środku nie za często uczęszczanej jezdni, pozwalając jednej słonej łzie, spłynąć wzdłuż mojego policzka. Po chwili płakałem już otwarcie, wpatrzony w bezchmurne niebo, czując pod plecami ciepły asfalt. Mokre policzki, przyspieszony oddech i towarzyszące im drżenie były tak obcym mi uczuciem. Nie płakałem zbyt często, można nawet powiedzieć, że prawie wcale, lecz nigdy nie było to spowodowane smutkiem, żalem, czy tym bardziej szczęściem. Jedynym powodem do płaczu w mojej głowie była bezradność, którą odczuwałem w tym momencie wręcz ze wzmożoną siłą. Niespodziewanie poczułem czyjąś dłoń, ujmującą moją w pokrzepiającym uścisku.
-Przepraszam... - szepnął Harry, spuszczając głowę.
-To nie twoja wina - załkałem zgodnie z prawdą, lecz brunet nie uwierzył mi, jedynie mocniej ściskając moją dłoń.
-Gdyby nie ja to wszystko by się nie wydarzyło. Przepraszam, że z tobą pojechałem... - wychrypiał drżącym głosem, unikając mojego lśniącego od łez spojrzenia.
-Nie, Harry, nawet tak nie myśl. Zasługujesz na to, żeby pojechać do tego pieprzonego Paryża nieskończenie wiele razy bardziej niż ja, a skoro obiecałem ci, że cię tam zabiorę, to cię tam zabiorę, jednak teraz mam małą chwilę zwątpienia i kompletnie nie wiem co dalej, więc popłaczę sobie przez minutę lub dwie, po czym coś wymyślę, ale póki co czuję jakby wszystko na raz sypało mi się na głowę i burczenie twojego brzucha naprawdę mi nie pomaga - mówiłem, co jakiś czas wzdychając ciężko.
-Proszę, nie płacz. Ja tu jestem od płakania, ty masz trzymać fason - wymruczał z powagą i troską wymalowaną na twarzy, wolną dłonią ocierając łzy spływające wzdłuż moich policzków.
-Nadal nie pomagasz - prychnąłem, nie mogąc powstrzymać rozczulonego śmiechu, na co chłopiec speszył się nieco, posyłając mi uroczy uśmiech. W pewnym momencie, zupełnie mnie tym zaskakując, brunet pochylił się nade mną, łącząc nasze wargi w słodkim pocałunku, który bez wahania odwzajemniłem. - Co to było? - wypaliłem, patrząc na niego spod uniesionych brwi.
-Wczoraj, gdy płakałem, dałem ci buziaka i od razu poczułem się lepiej, więc miałem nadzieję, że tym razem również zadziała. Więc? Czujesz się lepiej? - spojrzał na mnie z wymalowaną na twarzy mieszanką niepewności i nadziei.
-Nie, raczej nie - nonszalancko wzruszyłem ramionami, kręcąc głową rozbawiony. Zapewne biorąc moje słowa na poważnie, Harry ściągnął brwi w konsternacji, po czym przyciągnął mnie do kolejnego, słodkiego pocałunku. Mimo pozorów, które nieświadomie wręcz uwielbiałem stwarzać, czerpałem z niego równie wiele przyjemności co brunet. Pocałunki Harrego były niezwykle czułe, niewinne i delikatne, a jego wargi rozkosznie pełne i miękkie. Gdy po dłuższej chwili, chłopiec odsunął się ode mnie z pewnego rodzaju niechęcią i utęsknieniem, posyłając mi kolejne pełne nadziei spojrzenie, spytał niepewnie:
-A teraz?
-Dużo lepiej - zaśmiałem się rozbawiony, za co nagrodzony zostałem najpiękniejszym i najbardziej szczerym uśmiechem jaki kiedykolwiek widziałem.
-Czyli jednak pomogłem! - zawołał podekscytowany.
-Tak, pomogłeś - westchnąłem, oczarowany jego niemalże dziecięcym entuzjazmem.
                   Po raz ostatni unosząc kąciki ust, brunet położył się na jezdni tuż obok mnie, splatając ze sobą nasze dłonie. Sądząc po tym jak mocno grzało oraz na jakiej wysokości znajdowało się słońce, mogło być południe. Przyroda tętniąca pełnią życia jak i również inne pierwsze oznaki lata dawały znać o sobie nawet w tak zaniedbanej części miasta. Zewsząd dobiegały piękne melodie będące owocem współpracy ptaków i szumu delikatnego wiatru, który hulając figlarnie był powodem zirytowanych sapnięć Harrego, co chwilę odgarniającego z twarzy niesforne kosmyki włosów. Studiując wzrokiem kształty białych, puchatych chmur leniwie wlekących się po bezbłędnie błękitnym niebie, pogrążałem się w myślach, pragnąc znaleźć wyjście z zaistniałej sytuacji. Początkowo chłopiec zdawał się to rozumieć i szanować, lecz po upływie niespełna kilkunastu minut, począł rozpraszać mnie, przejeżdżając opuszkami swoich palców po kostkach mojej dłoni. W pewnym momencie jednak porzucił tę czynność na rzecz zabawy sznurkiem wystającym z kaptura mojej bluzy, by już po chwili począć wiercić się niespokojnie, jakoby inna pozycja zapewnić mu miała więcej rozrywki. Zanim się obejrzałem jedna z jego nóg przerzucona była przez moje biodra, natomiast szczupłe ramiona oplótł wokół mojego bicepsa. Nie trwało to jednak długo, gdyż już po chwili dosłownie przetoczył się on przeze mnie, aby znaleźć się po mojej drugiej stronie, a ja wręcz wstrzymałem oddech dziwiąc się temu jak lekki okazał się być.
-Lou, wymyśliłeś już coś? - spytał niespodziewanie.
-Nie - rzuciłem monotonnym tonem głosu.
-Ale ja tak bardzo się nudzę - jęknął żałośnie.
-Zauważyłem - prychnąłem.
-I jestem głodny i jest mi gorąco i... - począł wymieniać, ponownie lgnąc do mojego boku.
-Masz nadal swój plecak, prawda? - przerwałem mu ciężkim westchnięciem.
-Tak? - odparł niepewnie, nie wiedząc dokąd zmierzam.
-Czy ciocia Karen nie dawała ci czegoś do jedzenia na drogę? - spytałem pełen nadziei.
-Hmmm... chyba dawała - przyznał po chwili namysłu.
-Widzisz? Jeden problem rozwiązany. A jeśli ci gorąco, w moim plecaku, bo jest większy, są ubrania. Załóż jakieś szorty i koszulkę - poleciłem.
-Nie - tchnął, mocniej się we mnie wtulając.
-Czemu? - westchnąłem, starając się ukryć zniecierpliwienie.
-Bo nie - sapnął, nieco się spinając.
-Chodzi o twoje blizny? - spytałem niepewnie, najbardziej łagodnym tonem głosu, na jaki było mnie stać.
-Może... - burknął w materiał mojej bluzy.
-Przecież i tak już je widziałem - delikatnie potarłem jego ramię w pokrzepiającym geście.
-Ale, gdy ci je pokazałem nie patrzyłeś na mnie ładnie, a ja chciałbym, żebyś patrzył na mnie jak na Valerie... - wyznał nieśmiało, po czym zacisnął powieki, przygryzając dolną wargę, jakoby pragnął, by słowa te wróciły z powrotem do jego ust.
-Um ja... - tchnąłem nieco zaskoczony, albowiem począłem zastanawiać się czy w wypowiedzi chłopca nie kryło się drugie dno... Oh, kogo ja próbowałem oszukać? Mimo, iż moje ego ani samoocena nie były nigdy nazbyt wybujałe, musiałbym być głupi, by nie widzieć sposobu w jaki odnosił się do mnie Harry. Musiałbym być ślepy, by nie dostrzec tych wszystkich małych gestów, czułości i delikatnych dotyków, którymi mnie obdarowywał. Musiałbym być głuchy, by nie słyszeć bólu w jego głosie, gdy przyłapał mnie z Valerie. Musiałbym mieć serce z kamienia, by nie czuć jak wiele pasji wkładał w każdy nasz pocałunek. Harry był we mnie zadurzony i choć nie powiedział tego jeszcze wprost, z jego niezdolnością do trzymania słów i uczuć na wodzy, była to tylko kwestia czasu. Także nie mogłem mieć mu za złe tego, iż najzwyczajniej w świecie chciał mi się podobać.
-Nie patrzyłem na ciebie - w tym miejscu odchrząknąłem nadal będąc zdezorientowanym doborem słów bruneta - "ładnie", ponieważ było mi przykro, okej? Martwiłem się o ciebie i starałem nie płakać, ale obiecuję, że to był już ostatni raz - zapewniłem, podnosząc się do pozycji siedzącej, co zrobił również Harry, dzięki czemu mogłem spojrzeć w jego szmaragdowe tęczówki. - Idź się przebrać, a potem coś zjedz - dodałem ujmując w dłoń jego policzek, który czule przetarłem kciukiem.
-Tu? - spytał niepewnie, rozglądając się wokół.
-Nikogo tu nie ma - wzruszyłem ramionami, na co ten skinął głową, podnosząc się z ziemi.
-Ale nie patrz - poprosił, strzepując kurz ze swoich, a raczej moich, spodni.
-Oczywiście - obiecałem, ponownie kładąc się na asfalcie ze wzrokiem utkwionym w chmurach, w czasie gdy Loczek ruszył z powrotem do ślepego zaułka pomiędzy kamienicami, gdzie w dalszym ciągu na starej, granatowej kanapie czekały na nas nasze plecaki.
                   Leżąc na wznak na zakurzonym asfalcie, wygrzewałem się w czerwcowym słońcu, które w pewnym momencie niespodziewanie przysłonił mi cudzy cień. Podnosząc się do pozycji siedzącej dostrzegłem stojącego na wprost mnie bruneta ubranego w jasne, kończące się tuż przed kolanem, jeansowe szorty i białą koszulkę na krótki rękaw z logiem jakiegoś rockowego zespołu, o którym (mimo, iż była to moja koszulka) szczerze mówiąc nigdy nie słyszałem. Jako pierwsze, w oczy rzuciły mi się jego długie, szczupłe i niezwykle zgrabne jak na chłopca nogi. Dopiero po chwili dostrzegłem zdobiące je siniaki, zadrapania oraz blizny mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Podobnie było z jego ramionami. Mimo, iż większość z nich była już zagojona lub wyblakła, w dalszym ciągu z trudem przychodziło mi patrzenie na obrażenia zielonookiego. Dla jego dobra postanowiłem jednak nie dać tego po sobie poznać. Harry natomiast stał nade mną dość niepewnie, prezentując swój nowy strój, podczas gdy studiował moją twarz uważnym spojrzeniem, jakoby doszukiwał się w niej czegoś na kształt aprobaty.
-Chodź - przywołałem go do siebie gestem dłoni, po czym zapraszająco poklepałem swoje kolana. Nadal pozostając nieco sceptycznym, niepewnie usadowił się wygodnie na moich podołku, przodem do mnie, tak aby mógł zarzucić swoje sponiewierane ramiona na moje barki. - Jesteś piękny - szepnąłem, gdy zieleń jego tęczówek spotkała błękit moich, jednak ten jedynie pokręcił przecząco głową, nieco ją spuszczając. Nie wiedząc jak inaczej mógłbym go przekonać, niespodziewanie wpiłem się w jego usta, składając na nich słodki pocałunek, który on przyjął z wdzięcznością. - Czy patrzę na ciebie ładnie? - posłałem mu rozczulone, pytające spojrzenie, na które on odpowiedział jedynie nieśmiałym skinieniem głowy.
-Przyjaciele nie trzymają się za ręce - wymruczał niespodziewanie, to co sam jeszcze kilka dni temu próbowałem mu wpoić, splatając ze sobą nasze dłonie.
-Nie - pokręciłem głową.
-Przyjaciele się nie całują - mimo, iż nie było to pytanie, posłał mi niepewne spojrzenie, jakoby oczekiwał ode mnie potwierdzenia.
-Nie - westchnąłem, przygotowując się na nieuchronną serię pytań na temat tego co w takim razie jest między nami, lecz ku mojemu zdziwieniu takowa nie nadeszła. Harry jedynie skinął głową z ciepłym uśmiechem, sprawiając wrażenie usatysfakcjonowanego moją odpowiedzią.

16 komentarzy:

  1. robi sie coraz ciekawiej! czekam na nastepny @kidrauhlssh4wty

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, nie mam pomysłu na to, co mogłabym napisać, bo po przeczytaniu tego mam w głowie chaos własnych myśli i przydałoby się je uporządkować chociaż trochę. To musiało być okropne, kiedy tak pracowali na te pieniądze, a teraz okazuje się, że jakiś dureń je ukradł... Ale przecież mają siebie, to najważniejsze. Wiem, że Lou zrobi dla niego wszystko, żeby Harry nie musiał cierpieć, ale wiem też, że dadzą sobie radę. Końcówka rozczula. Oww, brawo, przyjaciele się nie całują <3 Czekałam niecierpliwie na ten rozdział, a teraz czekam na kolejny !! :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli są w dupie. Na szczęście mają swoje rzeczy....
    Rozdział jest taki cudowny i rozczulający :3
    Relacja Harry'ego jest wspaniała.
    Jezu Louis... Kiedy do ciebie dotrze że czujesz do tego słodkiego dzieci aka to samo co on czuje do ciebie?
    Mam ochotę płakać kiedy czytam o tym jak Harry jest tak niepewny siebie. Przy Louisie zdaje się jednak przełamywać i chwała Louisowi za to!
    Zastanawia mnie co zrobią dalej. Louis nie jest typem który wróciłby do Payne'ow w takiej sytuacji.
    Będą łapać stopa? A może po prostu pójdą piechotą?
    No i nie mogę się doczekać Zayna-hipisa to będzie ciekawe ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu zapomniałam się podpisać....
      @PolishCurls

      Usuń
  4. o jezu nie wiem jak sie oddycha, co ty ze mną robisz hm?
    rozdział przepiękny i cudowny, potrzebuje kolejnego, naprawde chcialabym wiedziec co wydarzy sie dalej czy uda im sie zamieszkać w tym paryżu i czy będą razem, przecież muszą! kocham cie i kocham wszystko co piszesz @alphahoranz

    OdpowiedzUsuń
  5. Aach! To było takie mega piękne, że uroniłam parę łez. Kocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. No Louis no! Ogarnij dupe i nie zaprzeczaj że nie "lubisz" Harry'ego....więc zbieraj dupe w troki i rób coś :D Rozdział jak zawsze piękny~`HungryKilljoys

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem dumna z Harrego że ubrał koszulkę i szorty ajskfka i te ich pocałunki omg *-* umieram. Czyli miałam rację co do tych pieniędzy ;-; biedni. Co teraz zrobią? Nie mogę doczekać się kolejnego xx @Larreh3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojeju ojeju ojeju ... Awwww :3
    Szkoda tylko, ze stracili wszystkie pieniadze :/
    Przepraszam, ale nie jestem w stanie napisac dluzszy komentarz, dlatego ...
    Dziekuje, ze piszesz to cudowne ff :)
    Z zniecierpliwieniem oczekuje nastepnego xx
    @RealMeIsNotMe

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest genialne i słodkie!!Ja na początku myślałam że Harry nie wie że tych wszystkich czynności nie robią przyjaciele a jednak się pomyliłam.Harry przy Lou zapomni o rodzicach i o tym co zrobili mu.Tylko jak dostaną się teraz do Paryża!?Uwielbiam twoje opowiadania pozdrawiam ściskam i czekam na nexxta!! @Biskarolinka

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeeejuuhvddhgddfgfxdgjcsd <3
    TO
    JEST
    BOOSKIE!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Super!
    W końcu zaczyna się między nimi robić poważnie! ;D
    Z tymi pieniędzmi kicha ;///
    Czekam na nexta!
    Miłego roku szkolnego i dużo weny! :* /Charsi

    OdpowiedzUsuń
  12. O matko uwielbiam ten rozdział bvhbccx zaczyna się robić poważnie... bo ich relacja zdecydowanie wykracza poza pojęcie " przyjaciół" jak słusznie Harry zauważył xd szkoda mi Lou, strasznie się przejął tym, że tak ciężko przez nich zarobione pieniądze zostały ukradzione przez jakichś oprychów :/ jestem ciekawa co teraz zrobią i jak dostaną się do Paryża...Rozdział przesłodki idk czemu ale jak na razie jeden z moich ulubionych :3 życzę ci jak zwykle dużo weny, powodzenia w nowym roku szkolnym i żebyś jednocześnie znajdywała czas na doawanie nowych rozdziałów ( musiałam to napisać; trochę egoistyczne z mojej strony ale naprawdę wkręciłam się w to opowiadanie i muszę wiedzieć co będzie dalej xdd) pozdrawiam,
    ~ @mymuffinmalik :) x

    OdpowiedzUsuń
  13. Słodko *_* Bardzo fajny rozdział <3 nie wiem co jeszcze napisac ,ale wiedz ze bardzo mi się podobalo :)
    BCurly

    OdpowiedzUsuń
  14. Oh, Larry ♥. Słodko :)
    Ps. Przepraszam, że nie komentowałam, ale wiesz, szkoła -,- .... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Matko naprawde nie wiem jak Ty to robisz, ze opisujac tak przyziemne rzeczy potrafisz wzbudzic we mnie takie emocje...
    Rozdzial wspanialy i mam nadzieje, ze w koncu padnie to ostateczne pytanie!

    OdpowiedzUsuń