niedziela, 21 września 2014

Rozdział XXIII

                   Jakież było moje zdziwienie, gdy o poranku obudziłem zupełnie sam, wolny od czułego uścisku ramion bruneta. Mimo piania koguta i Nialla dobijającego się do moich drzwi, jedynym o czym byłem w stanie myśleć w tamtym momencie były nieubłagalnie pusta i zimna połowa łóżka oraz starannie ułożona pościel. Przełykając ból spowodowany przez nie do końca znany mi czynnik, w pośpiechu ubrałem się, wychodząc na hol, gdzie czekał już na mnie szeroko uśmiechnięty blondyn. Dyskretnie pytając go o zaistniałą sytuację, dowiedziałem się, iż Harry zszedł już na śniadanie, lecz udał się tam nie z mojej, a swojej sypialni, co pozwoliło wywnioskować mi, że chłopiec opuścił mnie już jakiś czas temu.
                   Szczerze mówiąc nie rozumiałem postępowania bruneta. Wszystko co robił od czasu gdy pojawiliśmy się w gospodarstwie państwa Horan pozbawione było dla mnie chociażby odrobiny sensu. Patrząc z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę z tego, iż nie był on wtedy sobą, lecz wówczas potrafiłem myśleć tylko o tym jak jego zachowanie odbijało się na mojej osobie. Mimo, że sam wiele razy odrzuciłem Loczka, odpychając go od siebie, lub zarzekając się, iż nie odwzajemniam jego uczuć, w tamtym momencie miałem do niego żal. Miałem do niego żal o to jak mnie traktował. Miałem do niego żal o to, że nie chciał ze mną rozmawiać. Miałem do niego żal o to, że nie pozwalał mi się dotykać. Miałem do niego żal o to, że nie byłem już oczkiem w jego głowie. Miałem do niego żal o to, że zaczął się ode mnie oddalać. Miałem do niego żal o to, że sprawiał wrażenie jakoby spisał naszą relację na straty. Ale przede wszystkim miałem do niego żal o to co wydarzyło się poprzedniej nocy. Nie mógł od tak prosić o pozwolenie na spanie u mego boku, by o świcie jak gdyby nigdy nic wyśliznąć się niepostrzeżenie. Miałem do niego żal o to, że się tym przejąłem. Miałem do niego żal o to, że sprawił, iż mi zależało.
                   W momencie, w którym chłopiec wyznał mi miłość, byłem święcie przekonany o tym, że nic już nigdy nie będzie takie samo, że wszystko się skomplikuje, a nasza sielanka dobiegnie końca. Natomiast w tym momencie byłem rozdarty pomiędzy przyznaniem sobie racji, a chęcią rozpadnięcia się na kawałki. Nie rozumiałem tylko jednego... Dlaczego? Mimo pierwszej chwili słabości i gniewania się na mnie chłopiec sprawiał wrażenie niezwykle zdeterminowanego i pewnego swoich uczuć. Dlaczego jedna wymiana zdań, którą trudno było nazwać kłótnią i zaledwie jedna noc spędzona w odosobnieniu tak drastycznie zmieniły postawę Harrego?
                   Jak zwykle zadawałem sobie pytania, na które nie miałem szans poznać odpowiedzi. Jednak zaledwie kilka dni temu robiłem to ze znacznie większym dystansem niżeli w obecnej chwili. Obserwując podczas śniadania puste, pozbawione jakichkolwiek emocji oraz skutecznie unikające mnie spojrzenie chłopca, poczułem się niczym ucieleśnienie powiedzenia "Docenisz, gdy stracisz, stracisz, gdy nie docenisz", gdyż w jednym momencie zatęskniłem za wszystkim co związane było z zielonookim. Nawet za tym co wcześniej wydawało mi się być irytujące, lub sprawiało mi dyskomfort. Ale przede wszystkim tęskniłem za jego uśmiechem. Uśmiechem, którego nie widziałem od tak wielu godzin. Nie miałem na myśli sztucznego unoszenia kącików ust, wymuszonego z grzeczności podczas rozmów z państwem Horan, tylko uśmiechu, który docierając do oczu, potrafił rozświetlić każdy mrok.
                   Wstając od stołu, jak zwykle wszyscy zakasaliśmy rękawy, udając się na podwórze, gdzie czekała na nas cała masa pracy. Może i nie wiedziałem jeszcze co chciałbym robić w przyszłości, lecz byłem w stu procentach pewien, iż nie jestem stworzony do posiadania gospodarstwa. Zanim się rozdzieliliśmy, w ostatniej chwili złapałem Harrego za ramię, zmuszając go tym samym do nawiązania ze mną kontaktu wzrokowego. Jego szmaragdowe tęczówki jak nigdy wcześniej błyszczały obojętnością.
-Harry... - zacząłem, lecz chłopiec przerwał mi wpół zdania.
-Musimy pracować, Lou - upomniał mnie, niezdolny do wykrzesania z siebie większych emocji.
-Wiem, ale... - tchnąłem, lecz brunet ponownie wszedł mi w słowo.
-Więc idź pracować – burknął, wyrywając się z mojego uścisku, po czym odszedł, nie oglądając się za siebie.
                   I tak właśnie wyglądały nasze stosunki w ciągu najbliższych kilku dni. Nieważne jak wiele razy i na jak wiele sposobów starałem się nawiązać rozmowę z chłopcem, ten zawsze zbywał mnie, lub odchodził bez słowa, udając, iż mnie nie słyszy. Za każdym razem, gdy próbowałem go dotknąć, ten wyrywał mi się, jasno dając mi do zrozumienia, iż sobie tego nie życzy. Jednak zupełnie inaczej wyglądało to wszystko po zmroku. Każdego wieczoru, Harry pukał do moich drzwi, by z podkulonym ogonem spytać "Lou, mogę dziś spać z tobą?" i usprawiedliwić to kolejną wymówką pokroju: "W moim pokoju jest zbyt duszno", "W moim pokoju jest zbyt chłodno", "Nie mogę zasnąć", "Boli mnie brzuch", "Sam nie wiem", aż w końcu "Bo tak". I choć z dnia na dzień jego argumenty były słabsze, a zachowanie w ciągu dnia coraz to bardziej oziębłe, nie potrafiłem mu odmówić. W momencie, gdy to sobie uświadomiłem, zacząłem się poważnie martwić. Nie o Harrego, na to nie miałem już siły. Martwiłem się o siebie. Nigdy wcześniej nie czułem się w ten sposób. Tak bezsilny, uległy, zależny. I szczerze mówiąc, uczucie to nie podobało mi się ani trochę. Odnosiłem wrażenie zupełnie jakobym był jedynie marionetką w rękach Harrego. Zupełnie jakoby myślał, że może zrobić ze mną co chce, a ja jak skończony idiota w dalszym ciągu będę trwał u jego boku.
                   Wtedy moje zmartwienie przerodziło się w gniew. Nie zamierzałem pozwalać sobą pomiatać. Wiedziałem jednak, iż nie będę w stanie odmówić Harremu, gdy ten niewątpliwie przyjdzie do mnie wieczorem, prosząc o spędzenie nocy w moim łóżku oraz podając swój kolejny, jeszcze mniej przekonujący od poprzedniego powód. Aby tak się nie stało, postanowiłem w ogóle nie dopuścić do wyżej wymienionej sytuacji, poprzez opuszczenie swojej sypialni. Zaraz po prysznicu, ubrany jedynie w piżamę, minąłem mój pokój, pukając cicho do drzwi Nialla. Odkąd Harry przestał się do mnie odzywać, ja i blondyn nieco zbliżyliśmy się do siebie. W gruncie rzeczy niebieskooki był niezwykle sympatyczną i pozytywną osobą, z którą dało się gawędzić na każdy temat. Jednak to co doceniałem w nim najbardziej to ujmująca bezproblemowość i lekki stosunek do przyziemnych spraw. W pewnym sensie był on zupełnym przeciwieństwem Harrego.
-Hej, kolego! - zawołał radośnie, wpuszczając mnie do środka. Zupełnie tak jak ja ubrany był jedynie w piżamę, która w jego przypadku obejmowała białą koszulkę i luźne, granatowe bokserki. - Ja to żem myśloł, że już dawno śpisz – dodał, siadając na podłodze, by oprzeć się plecami o jedną z nóg łóżka.
-Jakoś nie mam na to ochoty - westchnąłem, zamykając za sobą drzwi.
-Wyglądasz jakoś marnie - zwrócił mi uwagę, nieco zmartwiony.
-Czuję się jakoś marnie - rzuciłem, wzruszając ramionami, po czym zająłem miejsce na podłodze, tuż na przeciwko niego, plecami opierając się o chłodną, pokrytą jasnopomarańczową farbą ścianę.
-Czy coś się stanęło? - spytał, spoglądając na mnie z troską.
-Sam nie wiem, po prostu jestem zmęczony... i trochę zmartwiony i możliwe, że mam wszystkiego dość - odparłem, przeczesując włosy palcami.
-Czekaj no chwilę - rzucił, podnosząc się z ziemi, by niespodziewanie wybiec z pokoju. Przez chwilę obserwowałem drzwi, zdezorientowany, póki w ich progu nie pojawił się blondyn z dwiema szklankami i butelką wypełnioną czerwonym płynem. - To zaraz postawi cię na nogi! - zawołał radośnie, powracając na swoje poprzednie miejsce.
-Co to jest? - spytałem, ściągając brwi.
-Nalewka. Matka sama robiła - odparł, napełniając niemalże do pełna obie szklanki, po czym wręczył mi jedną z nich.
-Cóż... więc na zdrowie - tchnąłem, by po chwili umoczyć wargi w trunku. Przyjemne ciepło rozlało się w moim żołądku, gdy wraz z Niallem zdecydowaliśmy się na kolejny łyk.
-Mocne jak cholera - jęknął blondyn, odstawiając swoją szklankę.
-Fakt - przyznałem, skinąwszy głową. - Ale miałeś rację, właśnie tego było mi trzeba - dodałem.
-Więc chluśniem, bo uśniem! - zawołał wesoło, chwytając z powrotem swoją szklankę, by upić z niej kolejny łyk alkoholu, w czym nie pozostałem my dłużny, tuż po tym jak moje usta opuścił chichot. Wiejska gwara w połączeniu z irlandzkim akcentem niebieskookiego w dalszym ciągu śmieszyły mnie bardziej niż nie jeden żart, lecz na co dzień starałem się tego nie okazywać ze względu na zwykłą uprzejmość. Jednak wśród moich zasad figurowała jedna, mówiąca o tym, iż po alkoholu, reszta z nich nie obowiązuje.
                   Po serii rozmów o niczym, kiepskich dowcipów, niepohamowanych wybuchów śmiechu i zbyt wielu kolejkach naprawdę mocnej nalewki pani Horan, przyszedł czas na nieco cichszą i zdecydowanie moją najmniej ulubioną fazę bycia pijanym, którą ludzie często określali mianem godziny zwierzeń i przesadnej szczerości. Ledwo panując nad drżeniem dłoni, odstawiłem pustą szklankę na podłogę, nie będąc pewnym czy jestem w stanie dłużej ją utrzymać. Wziąwszy ze mnie przykład, Niall zrobił to samo, by przyciągając kolana do klatki piersiowej, ułożyć na nich głowę i objąć je ramionami.
-Hej, Louis, co robi Harry? - rzucił w pewnym momencie, a jego głos wydał mi się być nieco zniekształcony przez płynącą w jego krwi ilość alkoholu.
-Śpi? - tchnąłem, nie widząc dokąd chłopak zmierza.
-Nie tera. Ogólnie. Dziwnie się zachowuje. Coś go chyba ugryzło - powiedział, patrząc na mnie spod ściągniętych brwi.
-Mnie się pytasz? Nie mam pojęcia - odparłem nieco zirytowany.
-Oh. Tak żem sobie myśloł, żeśta się pokłócili czy co - rzucił, wzruszając ramionami.
-Sam nie wiem, czasami mam go tak bardzo dość - jęknąłem, przeczesując włosy palcami.
-Przecie z facetem to łatwiej się dogadać niż z babą - zwrócił mi uwagę, nieco zaskoczony.
-Nie z Harrym - burknąłem pod nosem, po czym zapanowała między nami błoga cisza.
-Powiedz mi jak to jest... - wymruczał blondyn po chwili.
-Jest strasznie dziecinny, często się obraża, ale po chwili i tak wraca z podkulonym ogonem, często ma do mnie pretensje o sprawy, na które nie mam wpływu i... - zacząłem wymieniać zirytowany na samą myśl o tej stronie bruneta, gdy niebieskooki przerwał mi wpół zdania.
-Nie jak trudno dogadać się z Harrym, tylko jak to jest z Harrym... albo innym chłopakiem... - szepnął nieco nieśmiało.
-Oh - tchnąłem zaskoczony. - Cóż... z jednej strony tak jak z dziewczyną, a z drugiej zupełnie inaczej. Trudno to opisać słowami - powiedziałem, wzruszając ramionami.
-Rozumie - skinął głową. - Myślisz, że... mógłbym spróbować? - spytał niespodziewanie, patrząc na mnie mętnym wzrokiem.
-Wszystkiego trzeba w życiu spróbować - zachęciłem go.
-A myślisz, że mógłbym spróbować... z tobą? - dodał nieco ciszej, zmniejszając dystans między nami.
-Jeśli chcesz... - wyszeptałem, również przysuwając się bliżej niego.
-A co z Harrym? - zmartwił się w pewnym momencie.
-A co Harry ma z tym wspólnego? - zdziwiłem się.
-Nie będzie miał nic przeciwko? - postanowił się upewnić.
-A czemu miałby mieć? - ściągnąłem brwi.
-W końcu jesteśta razem... - zwrócił mi uwagę, lecz nie zaprzestał zmniejszania dystansu między nami, dopóki nie poczułem na swoich wargach jego ciepłego oddechu.
-Wcale nie, jesteśmy oddzielnie - tchnąłem, przecząco kręcąc głową, lecz nie przerywając przy tym kontaktu wzrokowego z blondynem. Nie zważając na to jak niewyraźnie, pijacko i niepoprawnie gramatycznie brzmiała moja odpowiedź, chłopak wpił się w moje wargi składając na nich czuły, ostrożny pocałunek. Pogłębiając go nieco, ułożyłem dłonie na udach niebieskookiego, sadzając go na swoich kolanach, przeciw czemu ten nie protestował, zupełnie zatracając się w ruchach naszych warg. Nasz pocałunek był niezwykle niechlujny, przesiąknięty alkoholem i pożądaniem, którego żaden z nas nie poczułby do drugiego będąc trzeźwym.
                   W pewnym momencie w pokoju rozległo się ciche pukanie do drzwi, lecz obaj byliśmy zbyt pochłonięci swoją bliskością, by przypisać mu większą wagę. W momencie, gdy stało się ono wręcz natarczywe, wpiłem się w wargi Nialla z podwójną siłą, zupełnie jakoby nasz pocałunek mógł je zagłuszyć. Niespodziewanie drzwi otworzyły się, a w ich progu stanęła niczego nieświadoma postać, wyrzucając z siebie kilka przesiąkniętych zmartwieniem słów.
-Niall, przepraszam, że się budzę, ale czy wiesz może gdzie jest... Louis?! - zawołał zaskoczony chłopiec, dostrzegając mnie i osiemnastolatka namiętnie całujących się w dość dwuznacznej pozycji na podłodze.
-Harry? – sapnąłem, odrywając się od Nialla, by spojrzeć na bruneta nieprzytomnym wzrokiem. Chłopiec jednak nie wytrzymał mojego spojrzenia i wybiegł z pokoju, trzaskając drzwiami. Nie spiesząc się, po raz ostatni delikatnie pocałowałem Nialla, zdejmując dłonie z jego ud, by czule przetrzeć jego policzki.
-I jak było? - spytałem rozbawiony, przyglądając się jego rozanielonej twarzy.
-Fajno - skinął głową z uznaniem. - Jeśli mieszczuchy mają tak na co dzień chyba rzucę w cholerę bycie prostym człowiekiem - zachichotał, w czym mu zawtórowałem.
-Chyba muszę iść do Harrego - westchnąłem po chwili, a mój uśmiech przekształcił się w grymas.
-Koniecznie - skinął głową z poważną miną. – Mówiłem, że będzie miał coś przeciwko - zwrócił mi uwagę.
-I dlatego jednak mnie pocałowałeś? - uniosłem jedną brew.
-Ja ni mam żadnego Harrego i mogę całować kogo chcę - zaśmiał się sympatycznie.
-Powinieneś więcej pić - powiedziałem, zsadzając go ze swoich kolan, by wstać i ruszyć do drzwi chwiejnym krokiem.
-Czemu? - zdziwił się.
-Bo wtedy mówisz nieco bardziej zrozumiale, wieśniaku - rzuciłem, puszczając mu oczko.
-To było wredne - skrzywił się, lecz na jego twarzy w dalszym ciągu widoczne były oznaki rozbawienia.
-To ja idę teraz rozmawiać z Harrym, więc nie narzekaj - prychnąłem, wywracając oczami.
-Hej, Lou - zawołał blondyn, zatrzymując mnie w progu. - Powodzenia. I powiedz Harremu, że przepraszam - westchnął zupełnie poważnie.
-Dzięki. I przekażę mu - odparłem z lekkim uśmiechem, po czym opuściłem jego sypialnię, zamykając za sobą drzwi.
                   Chwiejnym krokiem, w pierwszej kolejności udałem się do pokoju Harrego. Gdy ten okazał się być pusty, zajrzałem do swojej sypialni, lecz w niej również nie było żywej duszy. Moją ostatnią deską ratunku była łazienka, lecz jej drzwi nie ustąpiły, w momencie naciśnięcia przeze mnie klamki. Mogło to oznaczać tylko jedno - Harry był w środku.
-Harry? - zawołałem niezbyt głośno, by nie zbudzić reszty domowników, jednocześnie lekko pukając w drewniane, zdobione drzwi.
-Idź sobie - usłyszałem jego załamany głos.
-Harry, otwórz - poprosiłem, starając się nie wywracać oczami.
-Nie - jęknął, pociągając nosem. I wtedy wszystko do mnie dotarło. Harry płakał. Harry płakał przeze mnie. Harry płakał przeze mnie, a ja w dalszym ciągu zachowywałem się jak skończony dupek. Jęknąwszy żałośnie, począłem uderzać głową w drewniane drzwi łazienki, przeklinając to jakim idiotą jestem. Może byłem zbyt pijany, by dostrzec to w tamtej chwili, lecz pamiętałem smutne spojrzenie i łzy Harrego, gdy ten przyłapał mnie z Valerie. Jak mogłem zrobić mu to ponownie?
-Harry, otwórz, proszę - spróbowałem jeszcze raz, szarpiąc za klamkę. W pewnym momencie drzwi ustąpiły, a w ich progu stanął zalany łzami brunet, który niezależnie od swojego wzrostu wydał mi się taki malutki.
-Już, a teraz daj mi spokój – szepnął, nie patrząc mi w oczy.
-Harry, proszę, spójrz na mnie - jęknąłem, lecz chłopiec nie wykonał mojej prośby w zamian usiłując zatrzasnąć mi drzwi przed nosem. Nie udało mu się to jednak, gdyż najszybciej jak potrafiłem, wepchnąłem się do łazienki, zagarniając go w ramiona.
-Lou... - zapłakał chłopiec, nie odwzajemniając uścisku.
-Harry, po co ci to? - spytałem przejęty, zakładając najgorsze, dostrzegłszy stojącą na zlewie butelkę wody utlenionej.
-Po nic... – tchnął, starając się wyswobodzić z moich ramion.
-Harry - warknąłem, by zmusić go do odpowiedzi.
-Wodą utlenioną można rozjaśnić włosy... - szepnął ledwie słyszalnie.
-A po cholerę chcesz rozjaśnić włosy? - zdziwiłem się.
-Bo może, gdy będę wyglądał tak jak Valerie lub Niall, w końcu zacznę ci wystarczać... - wymruczał łamiącym się głosem, po czym udało mu się wyrwać z mojego uścisku.
-O czym ty mówisz? - spojrzałem na niego wielkimi oczyma.
-Dobrze wiesz o czym mówię! Wtedy gdy byliśmy w pokoju Nialla miałeś mi za złe, że nie doceniam tego co dla mnie robisz i chcę czegoś więcej, ale to ja nigdy ci nie wystarczam! - mówił przez łzy, uniesionym tonem.
-Chyba sobie ze mnie żartujesz! - warknąłem, albowiem chłopiec nie miał ani krzty racji.
-Ja przynajmniej nie całuję się ze wszystkimi - starał się brzmieć na rozgniewanego, lecz jego powieki w dalszym ciągu pełne były łez.
-Więc może powinieneś zacząć, ja nigdy ci tego nie zabroniłem! - wycedziłem przez zaciśnięte zęby, mimo, iż wizja Harrego całującego kogokolwiek innego niż mnie z jakiegoś powodu rozdzierała moje serce na kawałeczki.
-Ale ja nie chcę! - krzyknął, po czym przepychając mnie w przejściu, wybiegł z łazienki, wpadając do swojej sypialni. Nie zastanawiając się ani chwili, ruszyłem za nim, zastając go siedzącego na łóżku, starającego się powstrzymać potok łez spływający wzdłuż jego bladych policzków. - Nie chcę... - powtórzył nieco ciszej, kręcąc przecząco głową, w czasie gdy ja zamykałem za nami drzwi. - Chcę całować tylko ciebie... – wyszeptał, trąc mokre od łez powieki. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia co mógłbym powiedzieć, zupełnie odjęło mi mowę. - Ja jestem twoim Małym Księciem, dlaczego ty nie możesz być mój? To niesprawiedliwe... - mruczał bardziej do siebie niż do mnie, nadal zanosząc się szlochem.
-N-nie nosiłeś korony... - było jedynym co udało mi się wykrztusić drżącym głosem.
-Bo to, że jestem twój nie znaczy, że mnie chcesz – odparł, krztusząc się słowami.
-Mój? – jęknąłem, czując zawroty głowy.
-Mhmm - mruknął ledwie słyszalnie, delikatnie skinąwszy głową. Najciszej jak tylko potrafiłem podszedłem bliżej niego, wsłuchując się w ogłuszający odgłos naszych ciężkich oddechów. Ująwszy jego twarz w dłonie, zmusiłem go do nawiązania ze mną kontaktu wzrokowego, co ten zrobił niezwykle niechętnie, po czym kciukami starłem łzy spływające wzdłuż jego bladych policzków. W momencie, w którym począłem pochylać się do pocałunku, chłopiec spiął się, nieznacznie cofając się do tyłu. - Całowałeś Nialla... - szepnął, a w jego oczach odbił się blask jego łamiącego się na pół serca.
-To, że całowałem Nialla, nie znaczy, że nie chcę całować tylko ciebie - odparłem najbardziej kojącym tonem głosu, na jaki było mnie stać, po czym wpiłem się w usta chłopca, składając na nich czuły pocałunek, który brunet dość niepewnie odwzajemnił.
                  Czując jak oddech zielonookiego uspokaja się, a na policzkach nie pojawiają się świeże łzy, odetchnąłem z ulgą wprost w jego rozchylone wargi. Po dłuższej chwili złożonej w głównej mierze ze słodkich buziaków, zielonooki pozwolił mi na głębszy pocałunek, co bez wahania postanowiłem wykorzystać. Zanim się obejrzałem chłopiec odwzajemniał pieszczotę z równym zaangażowaniem, czyniąc ten pocałunek najbardziej namiętnym jaki kiedykolwiek dzieliliśmy. Nie ukrywam, iż właśnie tego było mi trzeba po tym przez co przeszliśmy w ciągu ostatnich kilku dni. Zupełnie instynktownie popchnąłem Harrego na materac, układając nas w wygodnej pozycji, do kontynuowania pocałunku, który zdawał się nie mieć końca. W momencie, gdy wsunąłem dłoń pod materiał jego koszulki, chłopiec począł niekontrolowanie drżeć, lecz będąc zupełnie pochłoniętym przez jego bliskość, której tak bardzo mi brakowało, ani przez chwilę nie zastanowiłem się czy jest to spowodowane przyjemnością, czy też strachem.
-Lou... ja nie chcę... - tchnął drżącym głosem wprost do mojego ucha, gdy z jego opuchniętych, krwistoczerwonych warg przeniosłem swoje pocałunki na skórę jego szyi i szczęki.
-Wcześniej chciałeś - wymruczałem, po czym wróciłem do swojej poprzedniej czynności, dodatkowo układając jedną z dłoni na jego biodrze.
-Nie, nie chciałem - zaprotestował, poczynając mi się wyrywać.
-Odniosłem inne wrażenie - rzuciłem, odrywając się od niego, by spojrzeć na jego zmieszaną twarz spod uniesionych brwi, na co ten szybko pokręcił głową.
-Nie wiedziałem jak poprosić cię, żebyś wziął mnie ze sobą do Paryża, a potem musiałem podziękować, ale nigdy tego nie chciałem – powiedział, patrząc mi prosto w oczy, a ja poczułem się jakby wbijając mi nóż w serce, dodatkowo go przekręcił. Zarzekał się, że mnie kocha, jednak prawda była taka, że na co dzień nie chciał nawet ze mną rozmawiać, a każde zbliżenie najpewniej traktował na zasadzie "przysługa za przysługę". Nie potrzebował mnie, ponieważ mnie kochał, lecz "kochał" mnie, ponieważ mnie potrzebował. Gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach... gdybym nie pomógł mu w ucieczce z domu... gdybym nie wziął za niego odpowiedzialności... gdyby nie miał problemu ze spaniem w pojedynkę... byłbym dla niego nikim. Chciał mnie tak długo jak mnie potrzebował, tak długo jak byłem mu potrzebny. Jego uczucie (o ile takowe w ogóle istniało) nie było ani trochę bezinteresowne.
-W porządku - powiedziałem w końcu, posyłając mu zupełnie wyprane z emocji spojrzenie.
-W porządku? – jęknął, zdając sobie sprawę z mojego stosunku do owego wyrażenia oraz tego co oznacza ono w moich ustach, a jego oczy ponownie wypełniły się łzami.
-W porządku - odparłem, po czym wstając z łóżka, opuściłem jego pokój.
                   Mimo, iż chłopiec pożegnał mnie płaczem, który jeszcze nie raz udało mi się usłyszeć w nocy poprzez cienkie ściany, nie zrobiłem nic, by to powstrzymać, gdyż ten jeden jedyny raz, możliwe, iż byłem równie zraniony co on.

12 komentarzy:

  1. Ale się porobiło...
    Ciekawie jak to będzie kiedy Louis wytrzeźwieje .
    Co będzie dalej? I o co do cholery chodzi Harry'emu?
    Smutno mi się zrobiło.
    Tęsknię za słodkością ;_;
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  2. ok, ryczę ;_;
    chce jakiś słodki rozdział przy którym co chwile będę mówić 'awh' a nie ryczeć jak pojebana ;_; /karolciasel

    OdpowiedzUsuń
  3. jezu dlaczego ty mi to robisz? placze 😭😭

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu właśnie w tym momencie płaczę... Jeny już tego wszystkiego nie rozumiem. To tak bardzo skomplikowane omg...Pocałunek Nialla i Lou to był taki eksperyment więc dlaczego Lou nie wytlumaczyl tego Harremu? Mam nadzieję ze nie będą skłóceni (?) na długo... To smutne i w pewnym momencie uczucia i słowa Louisa odzwoerciedlały mnie więc jest mi teraz mega smutno. Ale musisz wiedziec ze kocham te opowiadanie i jezu to uzalenienie przezywam to jak cholera! Pozdrawiam @Larreh3 xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Przezywam to strasznie i modle sie o rozdzial ze zgoda i pocalunkami, blagam o to:)

    Przez te ich klotnie i dziecinne zachowania marnieje mi humor :/
    Do nastepnego xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cholera.
    Jest źle. Jest bardzo źle.
    Z jednej strony wiemy już na pewno, że Louis go kocha, ale z drugiej wszystko się popsuło. Harry niby go kocha, ale go odrzuca, a Lou chce, ale rezygnuje praktycznie bez walki. To wszystko jest takie bez sensu. Nie wiem co o tym myśleć...

    OdpowiedzUsuń
  8. (w koncu biore się za pisanie komentarza, co lenistwo i całotygodniowe przesiadywanie w domu robi z ludźmi)

    więc jestem absolutnie oczarowana Harrym! uwielbiam tego dzieciaka. ma dziwne zagrywki, ale myślę, że go rozumiem. Dodatkowo te jego wianki, ta ciekawość, czasami naiwność. on jest tak uroczy, nawet w tym swoim obrażaniu się, że słów brak. Za to Louisowi (tak, mojej najsłodszej kruszynce) mam ochotę strzelić w ryj! Chłopak jest zagubiony, ale niech się trochę ogarnie błagam (w tym momencie odczuwam brak możliwości użycia emoji która idealnie opisuje co mam na myśli) KOCHAM NIALLA. Pierwszy raz trafiłam na taką rolę Niallera w ff, ale cholera, pasuje mu to haha. I nawet mu nie mam za złe, za to, że całował się z Louisem, tylko temu gamoniowi. (przez Ciebie staję się agresywna!!)

    Lubię sposób w jaki toczy się akcja w twoim Małym Księciu. Wszystko powoli, ale ciekawie. Ciągle coś się przydarza, ale nie na siłę. Jesteś moją ulubioną polską autorką ff, serio.


    a teraz jako Twoja fanka chcę autograf!! haha
    @minhelttommo

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem sama komu wspolczuc no bo z jednej strony biedny Harry z drugie rozdarty Louis i każdy z nich ma trochę racji .Ciekawi mnie tylko dlaczego Harry był ostatnio zły na Lou. Oby wszystko sobie szybko wyjasnili

    OdpowiedzUsuń
  10. O
    MÓJ
    BOŻE
    To dla mnie za dużo jsjsjdisjdjsjamdndjsjsnxhsjxjdjs
    Wdeeeeech wydechhhh okej.
    Nie moge uwierzyć że LOUIS i NIALL się CAŁOWALI
    Nie mogę uwierzyć, że Harry chciał rozjaśnić włosy żeby być jak Niall i spodobać się Lou iiii...
    Nie mogę uwierzyć, że oni oboje prawie no ehdjjxhsjshxhdhshs
    Aha i bardzo możliwe, że teraz płaczę przez końcówkę :))))))))))))
    Ale rozdział jak zawsze mega <3

    OdpowiedzUsuń
  11. O jezu ile emocji w tym rozdziale afgjkgdzvv po pierwsze Lou i Niall się całowali?! Tym to mnie zaskoczyłaś serio nigdy bym nie wpadła na to, że tak się wszystko potoczy... pijany Niall jest genialny xD jejku na poczatku sobie myślałam, że Louis to skonczony idiota, znow zranił Harrego itd ale ta końcówka... nie chce mi się wierzyć, że Haz mówił, że kocha Louisa tylko dlatego, że miał w tym swój interes.. Harry nie jest taki i mam nadzieje, że to po prostu zwykle nieporozumienie i w następnym rozdziale wszystko się wyjaśni. Znowu mam tooo much emotions ;____;
    Czekam na kolejny rozdział.
    ~ @mymuffinmalik :) X

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja pierdole Louis TY SKONCZONY IDIOTO
    WIEDZIALAM ZE ON COS Z TYM NIALLEM ODWALI JPRDL
    BOZE BIEDNY HARRY, LOU NON STOP GO RANI, NIE WYTRZYMAM NIE WYTRZYMAM NORMALNIE

    OdpowiedzUsuń