środa, 24 września 2014

Rozdział XXIV

                   Harry mnie nie chce - było moją pierwszą myślą zaraz po przebudzeniu kolejnego dnia. Wsłuchując się w dudnienie wewnątrz mojej głowy, jednocześnie patrząc mętnym wzrokiem na wschód słońca, którego promienie leniwie wpadały do mojej sypialni poprzez uchylone okna pozbawione zasłon, jedynym o czym byłem w stanie myśleć było to, że Harry mnie nie chciał. Wykonując poranną toaletę, ubierając się oraz oczekując przybycia Nialla pod jego drzwiami, byśmy razem mogli zejść na śniadanie, również potrafiłem martwić się jedynie o to, iż Harry mnie nie chciał.
                   Harry mnie nie chce - ponownie przemknęło przez moją głowę, gdy plecami oparłem się o chłodną ścianę. Przeczesując włosy palcami, wziąłem głęboki wdech, by po chwili wypuścić powietrze z płuc z głośnym świstem i nieco cichszym "Harry mnie nie chce" na ustach, w których słowa te brzmiały niebywale obco. Miałem całą noc, by przeboleć ten uwłaczający mi fakt, lecz ku mojemu zdziwieniu nie udało mi się to nawet po części. Z jakiegoś powodu nie mogłem dopuścić do siebie świadomości, że Harry mógłby mnie... nie chcieć. Z jakiegoś powodu nie mogłem pogodzić się z tą świadomością. I z jakiegoś powodu nawet nie chciałem. Nie byłem jednak głupi. Im bardziej odpychałem od siebie te myśli, z tym większą siłą do mnie wracały, niszcząc wszystko na swojej drodze. I może nawet było mi minimalnie przykro, jednak nie zamierzałem z tego powodu płakać. Ponieważ cały ten czas, który ja spędziłem na rozgryzaniu uczuć, którymi darzyłem bruneta, ten od początku planował jedynie rozkochać mnie w sobie, by mieć pewność, iż pomogę mu w ucieczce do Paryża. Uświadamiając to sobie, poczułem się niczym kompletny idiota, zważywszy na to, że jeszcze kilka godzin temu zrobiłbym dla niego wszystko. I choć swoich uczuć nigdy nie określałem tak wyniosłymi słowami jak on, w rezultacie tylko te moje okazały się być szczere.
                   Harry mnie nie chce - pomyślałem po raz kolejny, lecz tym razem pod zupełnie innym kątem, który mój smutek przeobraził w rozczarowanie, które równie szybko przekształciło się w gniew. Brunet najzwyczajniej w świecie sobie ze mną pogrywał, a ja jak skończony dureń pozwoliłem mu owinąć się wokół palca. W tamtym momencie nie potrafiłem zdecydować na kogo byłem bardziej zły - na niego czy samego siebie? Wiedziałem jednak jedno - nie zamierzałem dłużej być marionetką w jego rękach.
-Halo, kolego? - rozbawiony głos Nialla i jego dłoń poruszająca się tuż na wprost mojej twarzy wyrwały mnie z zamyślenia. Wracając na ziemię, posłałem blondynowi pytające spojrzenie, na które on odpowiedział jedynie szerokim uśmiechem. - Jak tam twoja makówka? Ja to żem ledwo wstał - powiedział, choć ton jego głosu i rozpromieniona twarz nijak pokrywały się z jego słowami.
-W porządku - tchnąłem, wzruszając ramionami.
-Nie wyglądasz najlepiej - odparł nieprzekonany.
-Ciężka noc - rzuciłem, posyłając mu wymuszony uśmiech.
-Psia kość, zupełnie żem zapomniał! Gadaj no, jak tam z Harrym?! - wypalił, łapiąc się za głowę przejęty.
-Nijak - wycedziłem, wzdrygając się na samo brzmienie imienia bruneta.
-Przeprosiłeś go ode mnie? - dopytywał niebieskooki.
-Wiesz... nie było ku temu okazji, ale szczerze wątpię, by miał ci to za złe - odparłem, na co przez twarz chłopaka przeszedł widoczny cień ulgi.
-W takim razie chodź na dół, śniadanie samo się nie zje - zawołał wesoło, układając dłoń na moim ramieniu dokładnie w tej samej chwili, w której Harry nieśmiało wyszedł ze swojego pokoju, po cichu zamykając za sobą drzwi. Prawdę mówiąc brunet wyglądał jak siedem nieszczęść. Oczy miał podkrążone, włosy roztrzepane, a ubrania w jakiś sposób przestały dobrze na nim leżeć. Jego początkowo wyprana z emocji twarz wykrzywiła się w bolesnym grymasie w momencie, gdy chłopiec dostrzegł mnie opartego o ścianę oraz Nialla, który pochylając się nade mną, jedną z dłoni ułożoną miał na moim ramieniu.
-Hej, kolego - zawołał radośnie blondyn, zapewne nie dostrzegając miny zielonookiego.
-Cześć Niall - odparł chłopiec, nie forsując się odwzajemnieniem uśmiechu osiemnastolatka.
-Bignę do kuchni, widzimy się na dole - rzucił niebieskooki na odchodnym, gdy z parteru rozległo się nawoływanie jego mamy, proszącej go o pomoc w przygotowaniu stołu. Odepchnąwszy się od ściany, westchnąłem dyskretnie, po czym również ruszyłem w kierunku schodów. Już miałem minąć Harrego, gdy ten w ostatniej chwili zatrzymał mnie, zaciskając pięść na moim nadgarstku.
-Cześć Lou - przywitał się nadzwyczajnie czułym tonem, jednak w mojej głowie nie miał on słodkiego, a wręcz trujący wydźwięk.
-Przestań - warknąłem, na co chłopiec niezwykle pokornie wypuścił mój nadgarstek ze swojego uścisku. Posyłając mu ostatnie zirytowane spojrzenie, ponownie ruszyłem w stronę schodów, lecz ten stanął na wprost mnie, tym samym tarasując mi drogę.
-Lou, czy mogę dostać mojego buziaka na dzień dobry? - spytał bardziej retorycznie, niżeli szczerze, powoli poczynając pochylać się do pocałunku.
-Przykro mi, spieszę się na śniadanie - wycedziłem przez zaciśnięte zęby, starając się go wyminąć, lecz zielonooki pozostawał nieugięty.
-Ale przecież mówiłeś, że mogę całować cię zawsze, gdy mam na to ochotę! - zawołał z wyrzutem, zupełnie jak pięcioletnie dziecko, któremu zabrano cukierka.
-Nie sądzisz, że to już czas nauczyć się, że nie zawsze dostaje się to czego się chce? - rzuciłem, unosząc jedną brew.
-Mówisz tak, jakbym ja dostawał - odparł urażony, a w jego oczach zalśniły łzy.
-Słuchaj, to, że w domu byłeś popychadłem swojego ojca nie znaczy, że teraz ja zamierzam być twoim - warknąłem, po czym bez większych ceregieli minąłem chłopca, w pośpiechu zbiegając po schodach na parter, gdzie w kuchni czekali na nas Niall i jego rodzice.
                   Zaraz po tym jak razem zasiedliśmy do stołu dołączył do nas Harry. Biorąc pod uwagę jego spóźnienie oraz przekrwione oczy nie trudno było wywnioskować, iż brunet płakał. Przez chwilę poczułem wyrzuty sumienia, martwiąc się, iż byłem dla niego zbyt ostry, lecz szybko otrząsnąłem się, pamiętając o tym jaki stosunek miał do mnie chłopiec przez ostatnie trzy tygodnie. Mimo, iż zdecydowanie nie należało to do najprostszych czynności, starałem się ignorować obecność bruneta. Chłopiec jednak nie pozostał mi dłużny, gdyż po tym jak potraktowałem go przed śniadaniem, on również nie zabiegał o moje towarzystwo. Szczerze mówiąc atmosfera między nami była tak napięta jak jeszcze nigdy, co nie wróżyło dobrze, w sytuacji, w której żaden z nas nie próbował jej rozładować.
                   Nieco lepiej było popołudniu, gdy oboje zajęci swoimi obowiązkami w gospodarstwie nie musieliśmy szukać innych wymówek, by unikać się nazwajem niczym ognia. Wszystko jednak legło w gruzach, gdy rodzice Nialla chwaląc naszą trójkę za ciężką pracę, wręcz nalegali byśmy zrobili sobie chwilę przerwy, a nieświadomy niczego blondyn ucieszył się, iż wreszcie ma czas, by pokazać nam swoją ulubioną kryjówkę. Utrzymując między sobą bezpieczny dystans, wraz z Harrym podążaliśmy za osiemnastolatkiem, który podekscytowany prowadził nas wgłąb pola, gdzie już z daleka dostrzec było można piętrzące się ku górze stogi siana.
-Chodźta szybciej! - zawołał ponownie nas wyprzedzając, po czym ja postanowiłem dotrzymać mu kroku, byle tylko nie zostać sam na sam z Harrym.
                   Mimo, iż na pierwszy rzut oka wyglądało to nieco dziecinnie, skakanie po bołdach okazało się być całkiem zabawne. Szczególnie, gdy Niall źle wymierzając odległość, wpadł w jedną ze szczelin, z której wyciągałem go z donośnym śmiechem na ustach. Zdyszani i rozbawieni, ułożyliśmy się na szczycie sterty siana, z zachwytem oglądając zachód słońca. W pewnym momencie poczułem jakoby czegoś, a raczej kogoś przy nas brakowało. Lecz zanim zdążyłem porządnie przejąć się zniknięciem Harrego, ten jak gdyby nigdy nic wspiąwszy się po bołdach, wyłonił się spośród siana, lecz tym razem z wiankiem ze świeżych kwiatów zdobiącym jego głowę. Odpuszczając sobie pytania o powód jego chwilowej nieobecności, odwróciłem wzrok, udając, iż w ogóle jej nie zauważyłem. Czułem na sobie jednak jego zawiedzione spojrzenie oraz ramiona oplatające moją talię, gdy ten położył się tuż obok mnie.
-Lou, gniewasz się na mnie? - tchnął drżącym głosem wprost do mojego ucha, tak by Niall nie zdołał go usłyszeć, lecz ja pozostawiłem jego pytanie bez odpowiedzi. Czując się niekomfortowo w aktualnej pozycji, wyrwałem się z objęć Harrego nieco zwiększając dystans między nami. Nie odważyłem się jednak spojrzeć na jego reakcję.
                   Atmosfera przy kolacji również pozostawiała wiele do życzenia, lecz tym razem, najprawdopodobniej chcąc mnie sprowokować, Harry w dalszym ciągu zawzięcie nosił wianek. Mając wszystkiego po dziurki w nosie, lecz jednocześnie niewystarczająco wiele odwagi, by powiedzieć chłopcu co tak naprawdę o nim myślę, przeprosiwszy, wstałem od stołu, udając się do mojego pokoju, skąd planowałem nie wychodzić aż do rana. Zaniepokojony moim zachowaniem Niall odwiedził mnie, pytając czy aby na pewno wszystko w porządku nie tylko ze mną, ale także z Harrym i między nami. Zupełnie szczerze rozwiałem jego bezpodstawne zmartwienia, zwinnie omijając temat Loczka. Gdy blondyn i jego ukojone nerwy opuścili moją sypialnię, niemalże natychmiast położyłem się do łóżka, nie mogąc się doczekać, aż dzisiejszy dzień dobiegnie końca. I choć na pierwszy rzut oka mógłby się on wydać niezmiernie nudny, prawda była taka, iż to co najciekawsze dopiero miało się wydarzyć...
                   Około drugiej nad ranem, podczas gdy już od wielu godzin spałem smacznie, otulony ciepłą kołdrą, rozległo się ciche pukanie do moich drzwi. Zdając sobie sprawę z tego co ono oznacza, warknąłem przeciągle, zirytowany. Odbierając to jako zaproszenie, niemile widziany gość uchylił drzwi mojej sypialni, zaglądając do środka.
-Lou? - szepnął nieśmiało Harry.
-Wyjdź stąd - jęknąłem, zakrywając twarz poduszką.
-Lou, mogę dziś spać z tobą? - spytał niezrażony.
-Nie - po raz pierwszy udało mi się sprzeciwić.
-Ale... - zaczął, lecz wszedłem mu w słowo.
-Powiedziałem "nie" - warknąłem zniecierpliwiony.
-Proszę, Lou... - tchnął nieco bezradnie.
-Po prostu wyjdź, w porządku? - wycedziłem przez zaciśnięte zęby w dalszym ciągu na niego nie patrząc.
-Lou, proszę, nie chcę spać sam... - mówił, krztusząc się słowami, zupełnie jakoby był bliski płaczu.
-To nie mój problem - prychnąłem lekceważąco.
-Lou, proszę, ja... - uciął wpół zdania, milknąc na chwilę. Już miałem nadzieję, że da za wygraną i wyjdzie, gdy ten zrobił coś zupełnie odwrotnego. Niespodziewanie poczułem jak materac ugina się pod jego ciężarem, a chłopiec kładzie się tuż obok mnie. - Gniewasz się za wczoraj, prawda? Jeśli chcesz to możemy to zrobić, tylko pozwól mi potem z tobą zostać, w porządku? - powiedział łamiącym się głosem. Zaalarmowany przekręciłem się na drugi bok, dostrzegając leżącego obok mnie bruneta. Chłopiec miał mocno zaciśnięte pięści i powieki, spod których sączyły się słone łzy. Jego ramiona spuszczone były wzdłuż tułowia i podczas, gdy on leżał bez ruchu, jego pierś falowała w rytmie jego nierównego, płytkiego oddechu. Natomiast burzę jego kasztanowych loków w dalszym ciągu zdobiła kwiecista korona.
-Naprawdę myślisz, że chodzi mi tylko o to? - tchnąłem, z leksza urażony tym, iż chłopiec nie dostrzegał prawdziwej istoty mojego problemu.
-Po prostu się gniewasz, a ja nie wiem za co, ani jak cię przeprosić - odparł bezradnie, uchylając zaciśnięte uprzednio powieki, by móc spojrzeć na mnie oczami pełnymi bólu i przygnębienia.
-Właśnie w tym tkwi problem. Czy to naprawdę jest twój sposób na dziękowanie, proszenie i przepraszanie ludzi? Co z tobą do jasnej cholery jest nie tak? - warknąłem zirytowany.
-Ale Lou... - zaczął, lecz nie dopuściłem go do słowa.
-Przestań, okej? Po prostu przestań. Mam po dziurki w nosie tego jak się zachowujesz, rozumiesz? Po prostu mam dość, to nie jest w porządku. Nie rozumiem tylko po co cały ten cyrk, skoro zgodziłem się zabrać cię ze sobą do Paryża i zdajesz sobie sprawę z tego, że nie mam możliwości się z tego wycofać - westchnąłem.
-Jaki cyrk? Lou, ja nie rozumiem... - jęknął, patrząc na mnie błagalnie.
-Cyrk z tym całym "kocham cię" i... - zacząłem, lecz przerwały mi wargi chłopca stanowczo napierające na moje.
-Lou, nie mów tak, ja naprawdę cię kocham - zapewnił, składając na moich ustach kolejny pocałunek, którego nie byłem w stanie odwzajemnić. Nie umknęło to jednak jego uwadze. - Nie wierzysz mi, bo nie chciałem ci wczoraj pokazać? - zmartwił się, posyłając mi pełnie niepokoju spojrzenie, zupełnie jakoby przerażała go myśl o tym, że mógłbym nie pokładać wiary w jego słowach. - Jeśli chcesz mogę ci pokazać, tylko proszę patrz na mnie ładniej i nie każ mi spać samemu... - jęknął błagalnie, nie starając się dłużej hamować potoku łez, po czym złapał za gumkę swoich spodni. Zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, odciągnąłem stamtąd jego dłoń, instynktownie splatając ze sobą nasze palce.
-Niczego nie musisz mi pokazywać, jasne? Tu naprawdę ni o to chodzi. Tylko... nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego jak zabrzmiało to co wczoraj powiedziałeś - westchnąłem, przejeżdżając kciukiem po kostkach jego dłoni.
-Czy to co powiedziałem było niegrzeczne? Przepraszam Lou, ja nie chciałem - zmartwił się.
-Nie, nie, po prostu... ja odebrałem to jakbyś nie chciał nie tego... tylko mnie - wyrzuciłem z siebie na jednym wdechu.
-Lou, przecież ja nie miałem tego na myśli - szepnął, spoglądając na mnie pełnymi bólu i łez, lecz nadal pięknymi i szczerymi oczyma.
-Ale odkąd tu jesteśmy zachowujesz się tak... - uciąłem, szukając odpowiedniego słowa.
-Przepraszam, ja naprawdę nie chciałem. Nawet za nic się na ciebie nie gniewam, ja tylko... ja tylko... - urwał nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. - Pozwól mi tylko ze sobą spać, a już taki nie będę - obiecał, z nieznanych mi przyczyn ponownie wybuchając płaczem.-Harry, przestań, nie wiem co się dzieje - jęknąłem bezradnie, zacieśniając uścisk na jego dłoni.
-Nie chcę spać sam, boję się - zapłakał, mocno zaciskając powieki.
-Czego? Ciemności? - dopytywałem zmieszany.
-Nie - tchnął przez łzy, kręcąc głową.
-Harry, pamiętasz jak rozmawialiśmy o tym, że masz mówić mi o swoich problemach? - spytałem, na co chłopiec niechętnie przytaknął. - W takim razie czas najwyższy wprowadzić to w życie. Nie będę mógł ci pomóc, jeśli nie powiesz mi co się stało - zwróciłem mu uwagę.
-Nie – jęknął, nie będąc w stanie wydusić z siebie nic więcej.
-Harry - westchnąłem zniecierpliwiony.
-Ale jest mi tak bardzo wstyd, mam siedemnaście lat, nie powinienem już płakać z takiego powodu - załkał, trąc wolną dłonią mokre od łez powieki.
-Z jakiego powodu? - naciskałem.
-Miałem zły sen - wyrzucił w końcu z siebie wraz z potokiem świeżych łez.
-Nie ma się czego wstydzić, Haz - zapewniłem, pocierając jego ramię w pokrzepiającym geście.
-Jest, bo ja kiedyś lubiłem ten sen, ale już go nie lubię, przysięgam - płakał coraz rzewniej.
-Co masz na myśli? - nieco się zaniepokoiłem.
-Ten sen często śnił mi się, gdy byłem w domu i wtedy go lubiłem, ale teraz jesteś ty i nie chcę, by śnił mi się już nigdy więcej, każ mu przestać - łkał, ledwo wyłapując odpowiednie sylaby.
-Harry, jaki sen? - spytałem przejęty.
-Nie bądź na mnie zły, w porządku? Ja naprawdę nie lubię już tego snu - mówił w amoku, przecząco kręcąc głową.
-Harry, jakiego snu? - powtórzyłem nieco dobitniej, ujmując jego twarz w dłonie. Czując jak całe ciało chłopca drży, przetarłem kciukami jego zarumienione od nadmiaru emocji policzki.
-Ten sen często śnił mi się w domu i wtedy go lubiłem, ale teraz jesteś ty i już go nie lubię i nie chcę, by śnił mi się już nigdy więcej, bo ja w tym śnie umieram, Lou - odparł jednym tchem, a mnie zajęło chwilę, by uporządkować ocean słów, którym nie zalał. Gdy w końcu począłem wyłapywać z niego główny przekaz, poczułem jak cała krew odpływa mi z twarzy. On nie mógł mówić poważnie. Jak źle wyglądać musiała sytuacja w jego domu, by w wieku zaledwie kilkunastu lat marzył o śmierci?
-Harry... - zacząłem oniemiały, lecz chłopiec przerwał mi wpół zdania, którego i tak nie planowałem dokończyć.
-Lou, proszę nie patrz tak na mnie, spójrz na mnie ładnie, ja naprawdę nie lubię już tego snu - zarzekał się, nie mogąc opanować drżenia głosu i spływających po jego policzkach i moich dłoniach łez. Pragnąc uciszyć jego szloch, wpiłem się w jego usta, składając na nich czuły pocałunek, który chłopiec niepewnie, lecz z pasją odwzajemnił. - Co robisz? - wyszeptał, na wprost moich warg, owiewając je swoim ciepłym oddechem, zaraz po tym jak przerwałem pieszczotę.
-Kiedyś, gdy płakałeś, dałeś mi buziaka i od razu poczułeś się lepiej, więc miałem nadzieję, że tym razem też zadziała - odparłem, używając dokładnie tych samych słów co brunet niegdyś, z cichą nadzieją, iż uda mi się go choć trochę uspokoić.
-Naprawdę cię kocham, Lou - wyszeptał z materiał mojej koszulki, przyciągając mnie do mocnego uścisku.
-Wiem, słoneczko, wiem - odparłem, gdyż po raz pierwszy naprawdę to poczułem, przez sposób, w jaki chłopiec przytulając mnie, sprawiał wrażenie jakoby trzymał w ramionach cały świat.
-Nazwałeś mnie słoneczkiem - zwrócił mi uwagę, delikatnie unosząc ku górze kąciki ust.
-Ponieważ jeden twój uśmiech jest w stanie rozświetlić każdy mrok i oddałbym naprawdę wiele, by móc go teraz zobaczyć - odparłem, całując go w czoło, na co ten uśmiechnął się słodko ukazując nie tylko dołeczki w policzkach, ale też i pewnego rodzaju iskrę żarzącą się w jego dotychczas smutnych, szmaragdowych tęczówkach. - Harry... jak często śni ci się ten sen? - spytałem po chwili, niepewny czy powrót do tego tematu jest dobrym pomysłem.
-W domu zdarzało mi się to bardzo często, ale odkąd cię poznałem śni mi się tylko wtedy, gdy zasypiam, a ciebie nie ma obok mnie - wyznał, zacieśniając uścisk na mojej talii.
-Obiecuję, że więcej nie będziesz musiał się o to martwić - szepnąłem, całując czubek jego głowy, co nieco utrudniła mi osadzona na nim kwiecista tiara. - Wszystko jest już w porządku - dodałem najbardziej kojącym tonem głosu, na jaki było mnie stać.
-Ale takie prawdziwe czy moje w porządku? - spytał niepewnie.
-Prawdziwe w porządku. A teraz już śpij - odparłem, delikatnie gładząc go po plecach, tak długo, aż jego oddech i bicie serca nie stały się równomierne, a chłopiec zapadł w słodki, głęboki sen.

11 komentarzy:

  1. Jak Louis mógł pomyśleć że Harry go nie chce?! Przecież emocje wręcz się z niego wylewają...
    Tak bardzo ci dziękuję za zakończenie tego nieporozumienia, nie wiem czy zniosłabym kolejne rozdziały w takiej atmosferze...
    Biedny Loczek te sny są okropne ale rozumiem dlaczego Harry je miał aż chce się płakać.
    Tylko nadal nie wiem co mu odbiło że zachowywał się tak w stosunku do Lou.
    Rozdział świetny jak zawsze
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  2. Aw ojej co to sie porobilo! *o*

    Harry juz wie, jakie jest jego w porzadku xd Ale smutno, ze snil o smierci i to mu sie podobalo :(
    A Lou... czy on tak jakby sie przyznal, ze kocha harryego?
    To naprawde mnie niszczy, choc nie zawiera nic strasznego ani nic brutalnego,

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu Lou źle to wszystko zrozumiał omg... Ale bardzo się cieszę że między nimi jest dobrze. Bardzo mi smutno z powodu tego snu Harrego omg... płakać mi się chce. I jeszcze fakt że miał swoją koronę na głowie,jejuu... Czekam na następny x @Larreh3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam! Ha! Wiedziałam że Harremu chodziło tylko i wyłącznie o to! Znowu jest między nimi dobrze... o jak słodko :) Cudowny rozdział,do następnego!~`HungryKilljoys

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww cały ten rozdział jest po prostu ajxksdowjcjfecheruicgnjg *-* no może po za tą częścią o śnie Loczka... tu mi się chciało płakać :c
    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooch! I znowu zrobiło się cudownie słodko ^^ kocham to! Louis, idioto, jak mogłeś pomyśleć, że Harry cię nie chce?! Chociaż zachowywał się dziwnie... Ale teraz już wszystko będzie dobrze :D
    Cudowny rozdział. Chciałabym umieć pisać tak dobrze jak Ty. Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  7. Lou jest naprawde niemiły itd. lecz dzięki Harremu ma osobę na której mu zależy ale widaćże przebywanie z harrym dobrze mu robi staje się lepszym człowiekiem biedny Hazzuś koszmar go dręczy może uda mu się przestać mieć tzw. "demony przeszłości" rozddział świetny jak wszystkie @Biskarolinka

    OdpowiedzUsuń
  8. Już myślałam ze będę musiała obrazić się na Louisa co mo wogole przyszło do głowy .Harry go nie kocha ? Dobre sobie .Na szczęście udało mu się zrehabilitować w dalszej części a potem już było tak słodko .Oby Harremu już więcej nie śniło się ze umiera .

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojeju...znalazłam wczoraj tego bloga i...i jestem taka rozemocjowana. Jest cudowny, wspaniały. Harry jest taki bezbronny, ehh. Mam dwie prośby, pisz jak najdłużej tego bloga, bo nie wiem co zrobię, jak się skończy, i musi być szczęśliwe zakończenie, po prostu musi! Jesteś cudowna i bardzo Ci dziękuję za to, co piszesz. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3

    OdpowiedzUsuń
  10. O MATKO MIALAM LZY W OCZACH, JEZU NIESMOWITY ROZDZIAL

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że nie uśmierciłaś Harry'ego w żadnym z kolejnych rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń