piątek, 26 września 2014

Rozdział XXV

                   Przyglądałem się spokojnemu obliczu zielonookiego chłopca pogrążonego w słodkim śnie, gładząc czule jego prawy, blady policzek. Brunet zamruczał rozkosznie, wtulając się w moją dłoń, zupełnie jakoby prosił o więcej dotyku. Uśmiechając się pod nosem, wplotłem palce w jego niesforne, kasztanowe loki, delikatnie drapiąc go za uchem. Westchnąwszy z aprobatą, Harry zacieśnił uścisk swoich ramion na mojej talii, przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie. Leżeliśmy w ten sposób już od jakiegoś czasu. Brunet - wtulony w moją klatkę piersiową oraz ja - starający się nie oddychać, by tylko go nie zbudzić, choć wcale nie byłem pewien tego, czy wciąż śpi. W dalszym ciągu mając przed oczyma wydarzenia z poprzedniej nocy oraz czas na przemyślenia, doszedłem do paru wniosków. Cała jego postawa niedojrzałego emocjonalnie, nieco rozpieszczonego dziecka była jedynie maską. Maską skrywającą przerażonego życiem nastolatka, który pozostawiony sam sobie nie był w stanie uporać się z własnymi problemami.
                   Gdybym tylko nie był skończonym egoistą, może zamiast skupiać się na swojej osobie i urażonym ego, zauważyłbym co tak naprawdę trapiło bruneta? Dopiero dzisiejszego poranka uświadomiłem sobie, że chłopiec wcale nie odpychał mnie od siebie, ani nie próbował unikać mojego towarzystwa. On najzwyczajniej w świecie starał się sam rozwiązać swoje problemy, które były nie tylko powodem jego złego samopoczucia, ale też i wstydu. I w ten oto sposób skończyliśmy tak jak zawsze. Uprzednio posprzeczani i pogodzeni za pomocą łez, leżeliśmy w swoich ramionach, zupełnie jakoby nic się nie stało. Ja - pełen poczucia winy oraz Harry - który jako jedyny wiedział co działo się w jego głowie. Tak jak za każdym razem obiecywałem sobie poprawę, czując, iż za wszystkie moje słowa oraz oziębłe zachowanie, jestem winien chłopcu nieco ciepła i uczucia, albowiem wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego, iż każdego dnia darowałem mu je zupełnie bezinteresownie.
                   Z zamyślenia wyrwało mnie uczucie pełnych warg chłopca napierających delikatnie na skórę mojej szyi. Posyłając mu zaskoczone spojrzenie, w odpowiedzi otrzymałem nieco nieporządny uśmiech i urocze ziewnięcie.
-Cześć, Lou - wymruczał, chowając twarz w materiale mojej koszulki.
-Długo już nie śpisz? - spytałem, zachodząc w głowę na jaki okres czasu tym razem odpłynąłem myślami.
-Od jakiegoś czasu - odparł sennym głosem.
-Więc czemu... - zacząłem, lecz chłopiec uprzedził moje pytanie, odpowiadając na nie.
-Chciałem się poprzytulać - wyznał nieco zawstydzony, unikając mojego wzroku.
-Przecież nie musiałeś udawać, że śpisz - tchnąłem zmieszany.
-Bałem się, że będziesz chciał wyjść zanim się obudzę, tak jak ja robiłem to wcześniej - szepnął, a nieprzyjemny dreszcz przeszedł wzdłuż jego kręgosłupa na samą myśl o tym.
-Hej - zawołałem, by zwrócić na siebie jego uwagę. - Wszystko jest już w porządku, pamiętasz? - przypomniałem, gdy utkwił spojrzenie swoich smutnych, szmaragdowych tęczówek w mojej twarzy.
-Nie, nie jest i nigdy nie będzie, bo ja... - tchnął, a jego czy wypełniły się niepokojem i poniekąd też łzami.
-Dajmy już temu spokój - przerwałem mu srogim tonem.
-Ale... - zaczął, lecz ponownie nie było dane mu dokończyć.
-Mały Książę nie powinien się tyle smucić - zwróciłem mu uwagę, a jego twarz nieco rozchmurzyła się na skutek użytego przeze mnie przydomku. Ponownie chowając ją w materiale mojej koszulki, chłopiec nieśmiało skinął głową, mrucząc coś pod nosem.
-Słucham? - wypaliłem zdezorientowany.
-Spytałem czy mogę dostać buziaka? - powtórzył nieco wyraźniej, lecz równie zawstydzony.
-A uśmiechniesz się dla mnie? - postawiłem warunek, lecz chłopiec uprzednio unosząc głowę, by spojrzeć na mnie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, pokręcił nią przecząco, machając swoimi nieco przydługimi już włosami na wszystkie strony. - Więc buziaka nie będzie - rzuciłem, nonszalancko wzruszając ramionami.
-Ale to ja jestem Małym Księciem i to ja mogę wydawać rozkazy, nie ty! - oburzył się brunet.
-No proszę, chyba ktoś tu za bardzo wczuł się w swoją rolę - odparłem rozbawiony.
-Po prostu daj mi buziaka - jęknął błagalnie.
-Najpierw się uśmiechnij - zażądałem.
-Nie, to nie. Pójdę do Nialla, on na pewno ma dla mnie jakiegoś buziaka, w końcu rozdaje je na prawo i lewo - wycedził, lecz w dalszym ciągu siedział na łóżku, posyłając mi wręcz boleśnie sugestywne spojrzenie.
-Nikt cię nie zatrzymuje - ziewnąłem, wskazując mu dłonią drogę do drzwi, gdyż świetnie zdawałem sobie sprawę z tego co brunet usiłował zrobić. Byłem już za stary na takie gierki.
                   Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, nie zamieniając przy tym ani słowa. Gdy chłopiec zdał sobie sprawę z tego, iż plan jego drobnej manipulacji spalił na panewce, nie pozostało mu nic innego jak tylko błagać mnie spojrzeniem tak długo, aż nie złamię się pod jego ciężarem. Wykończony panującą między nami ciszą, westchnąłem zrezygnowany, unosząc dłonie w geście kapitulacji. Następnie podnosząc się do pozycji siedzącej, przysunąłem się bliżej bruneta, ujmując jego twarz w dłonie. Przetarłszy czule jego policzki kciukami, nachyliłem się, łącząc nasze wargi w słodkim pocałunku. Chłopiec odwzajemnił pieszczotę, przykładając swoją dłoń do jednej z moich spoczywających na jego policzku. Gdy oderwaliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza, na twarzy zielonookiego gościł szeroki uśmiech, oprawiony w parę dołeczków i rozkoszną iskrę w oczach, której ostatnimi czasy tak bardzo im brakowało.
-Nie w takiej kolejności miało to nastąpić - zwróciłem mu uwagę, na co ten jedynie uśmiechnął się szerzej, przygryzając przy tym dolną wargę.
-Um, Harry? - zacząłem po chwili, by zaskarbić sobie jego uwagę. - Podoba ci się tu? - spytałem ostrożnie.
-Mamy oddzielne pokoje, nie lubię Nialla, nie mogę bawić się z krowami, a po kwiaty muszę wychodzić na pole. Nie, nie podoba mi się tu, kiedy wyjeżdżamy? - odparł prosto z mostu, jak zwykle nie przebierając w słowach.
-To dobrze - zaśmiałem się, rozbawiony. - Bo rzecz w tym, że powinniśmy jak najszybciej, nie zostało nam wiele czasu - wyjaśniłem.
-Naprawdę? - ucieszył się. - Czyli jedziemy już do Paryża?
-Jeszcze nie. Obiecałem przyjacielowi, że zatrzymam się u niego na kilka dni - odparłem, na co jego mina nieco zrzedła.
-Musimy? - jęknął rozczarowany.
-Gdyby nie on, w ogóle by mnie tu z tobą nie było, więc tak, musimy - odparłem tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Oh, w porządku - tchnął z uśmiechem na ustach, jeden jedyny raz to właśnie mając na myśli.
                   Gdy w końcu udało nam się opuścić przytulne ciepło łóżka, od razu zabraliśmy się za pakowanie naszych rzeczy. Plecaki, z którymi przybyliśmy do gospodarstwa ponownie wypełnione zostały głównie ubraniami, które w dobrodusznym geście mama Nialla postanowiła dla nas wyprać. Nie musieliśmy jednak przejmować się ekwipunkiem na podróż, gdyż do Zayna planowałem dostać się pociągiem, który odjeżdżając dziś wieczorem, na miejscu wysadziłby nas jeszcze przed świtem. Podczas naszych przygotowań, Harry nieustannie uśmiechał się, odpowiadając na wszystkie moje pytania entuzjastycznym potokiem słów, zupełnie jakoby nie mógł doczekać się naszego wyjazdu. Nie mogąc go za to winić, jedynie potakiwałem z sympatycznym wyrazem twarzy, rozmyślając o tym jak bardzo brakowało mi tej jego nieskładnej paplaniny, dobrego humoru i przede wszystkim szczerego uśmiechu.
                   Praktycznie gotowi do dalszej podróży, udaliśmy się do kuchni, gdzie przy nakrytym stole czekali na nas państwo Horan oraz Niall. Jedząc wspólny posiłek, wraz z Harrym poinformowaliśmy ich o naszych planach, nie zapominając przy tym o słowach podzięki. Mimo, iż przyszło im to z trudem, zaakceptowali oni naszą decyzję, zupełnie tak jak ciocia Karen wręczając nam wręcz dodatkowe wynagrodzenie za naszą ciężką pracę. W każdej innej sytuacji zapewne nie przyjąłbym ich pieniędzy, gdyż czas spędzony w gospodarstwie był dla mnie czystą przyjemnością, lecz wtedy musiałem myśleć nie tylko o swojej przyszłości, ale przede wszystkim również o Harrym. Gdy tylko dowiedział się, iż zamierzamy udać się na najbliższą stację kolejową, skąd planujemy złapać pierwszy pociąg, Niall zaoferował nam podwózkę, twierdząc, iż znajduje się ona kilkadziesiąt kilometrów stąd. Mimo, iż brunet nie sprawiał wrażenia zachwyconego ideą przebywania w towarzystwie blondyna dłużej niżeli to konieczne, ja z wdzięcznością przyjąłem jego propozycję.
                   Ostatni dzień w gospodarstwie przemknął niemalże niepostrzeżenie przed naszymi oczyma, przynosząc ze sobą zachód Słońca, który nieubłagalnie przypominał nam o powinności opuszczenia rodzinnej wioski państwa Horan, której nazwy do dziś nie udało mi się poznać. Cóż, nie ukrywam, że gdy Niall zaoferował nam podwózkę pewien byłem, iż na myśli miał samochód, lecz nie mogę też powiedzieć, że byłem zaskoczony widząc dwa konie i starą, drewnianą dorożkę. Starając się nie okazywać zdezorientowania, wrzuciłem do niej oba plecaki, po czym wraz z blondynem stanęliśmy obok siebie, czekając cierpliwie na przybycie Harrego, który jak mniemam tradycyjnie zaginął podczas operacji zbierania kwiatów, których łodygi nadawałyby się do zaplecenia w wianek. Jak się potem okazało - nie pomyliłem się.
                   Niespodziewanie z jednej z bram prowadzących na drogę wyłonił się brunet, zmierzając w naszą stronę niezwykle zgrabnym, subtelnym krokiem. Przez chwilę wpatrywałem się w jego sylwetkę nie mogąc uwierzyć własnym oczom, albowiem to, że tak piękne istoty stąpały po ziemi wręcz nie mieściło mi się w głowie. Chłopiec ubrany był w zdecydowanie zbyt dużą, białą koszulkę, która swawolnie okrywając jego szczupłe ramiona, pozostawiała idealny wzgląd na kości jego wystających obojczyków. Na stopach miał swoje stare, znoszone trampki, których rozwiązane sznurówki ciągnęły się tuż za nim w powolnym marszu. Jednak to co najbardziej przykuło moją uwagę to kończące się tuż przed kolanem, jasnojeansowe ogrodniczki, których jedna z szelek zarzucona była na ramię zielonookiego, natomiast druga zwisała swobodnie przy jego biodrze. Burzę kasztanowych loków chłopca, która przez panującą na dworze wilgoć była bardziej puszysta niż zazwyczaj, zdobił pokaźnej wielkości wianek, spleciony najprawdopodobniej z najbardziej kolorowych kwiatów jakie udało mu się znaleźć. Wszystkiego dopełniał szczery uśmiech, w którym wyciągnięte były jego pełne, malinowe wargi. W ciągu mojego dwudziestoletniego życia widziałem wiele piękna, lecz sposób, w który postrzegałem wówczas Harrego domagał się nowego określenia, zupełnie jakoby piękno nie było wystarczające.
                   Potrzebowałem dłuższej chwili, by otrząsnąć się z pozytywnego szoku, którego doznałem na widok bruneta. Uświadamiając sobie, iż Niall przygląda mi się wyczekująco, natomiast Harry z pewnego rodzaju zaciekawieniem, odchrząknąłem niezręcznie, klaszcząc w dłonie.
-A więc w drogę! - wypaliłem, wsiadając do dorożki, na co blondyn wzruszył ramionami, by po chwili zająć swoje miejsce woźnicy.
-Lou - niespodziewanie dobiegł mnie nieco zmieszany głos zielonookiego. Nie musząc długo zastanawiać się co chłopiec wpatrujący się we mnie błagalnym wzrokiem ma na myśli, wyciągnąłem w jego stronę dłoń, by pomóc mu wdrapać się do dorożki. Mimo, iż był on ode mnie wyższy, w niektórych sprawach pozostawał rozkosznie nieporadny.
-Nowe spodnie? - zagaiłem niby od niechcenia, obserwując jak chłopiec bawi się jedną z szelek, w czasie, gdy Niall wprawił nasz "powóz" w ruch.
-Od Maury, powiedziała, że to wstyd jechać do miasta w tych moich obdartusach - odparł ze słodkim uśmiechem, na co ja skinąłem głową. Przez chwilę jechaliśmy w ciszy, której użyłem jako pretekstu, by co jakiś rzucać Harremu ukradkowe spojrzenia, przy czym uświadomiłem sobie, iż w świetle zachodzącego słońca (o ile w ogóle było to możliwe) wyglądał jeszcze piękniej. Całą niespełna półtoragodzinną drogę wypełniły nam głównie rozmowy moje i Nialla, do których brunet nawet nie próbował się wdrążyć. Gdy dotarliśmy na dworzec kolejowy pogratulowałem nam wyczucia czasu, gdyż pierwszy pasujący nam swoją trasą pociąg, pojawić miał się na nim już za godzinę.
-No to to by było na tyle, koledzy - westchnął w pewnym momencie Niall. - Trzymajta się - dodał nieco melancholijnie, rozkładając swoje ramiona, na co ja rozumiejąc jego gest, przyciągnąłem go do czułego uścisku. Mimo, iż nie znaliśmy się długo, zdążyliśmy się nieco zżyć i nagle w obliczu pożegnania wyjazd wydał mi się być znacznie trudniejszy niżeli zakładałem to o poranku. Choć jeszcze dziś Harry wyznał mi dość dobitnie, iż nie przepada za Niallem, schował swoją urazę do kieszeni, również żegnając się z nim należycie. Potem jednak nie zostało nam już nic innego jak machanie tak długo, aż blondyn i jego dorożka nie zniknęli z pola naszego widzenia. Chyba po raz pierwszy żegnałem się z kimś, mając stu procentową pewność, iż nigdy więcej się nie zobaczymy i z ręką na sercu mogę przyznać, iż to jedno z najgorszych uczuć. Świadomość, że ludzie, którzy kiedykolwiek coś dla nas znaczyli, odegrali większą lub nawet epizodyczną rolę w naszym życiu, mogą od tak z niego zniknąć, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia. Rozmyślając o tym, poczułem nagły przypływ wyrzutów sumienia oraz ochoty na wykonanie choć jednego, krótkiego telefonu do moich rodziców. Lecz tym razem po raz pierwszy nie odrzuciłem owego pomysłu już w przedbiegach. Postanawiając zająć się tym o świcie, albowiem środek nocy nie był odpowiednim czasem na przemyślenia, usiadłem na ławce, cierpliwie oczekując przybycia pociągu. Po chwili dołączył do mnie Harry, który mimo późnej pory, zdawał się być pełen życia. Nie znużyło go nawet czekanie, mimo, iż z natury był nieco niecierpliwy.
                   W momencie, w którym pociąg zatrzymał się na peronie wsiedliśmy do niego jako jedyni pasażerowie na nim oczekujący. Większość przedziałów zajęta była przez smacznie śpiących w nich podróżujących, lecz w końcu i nam udało się znaleźć jeden. Porzuciwszy nasze plecaki na ziemi, usiadłem na jednym z foteli, ziewając przeciągle. Wchodząc do środka, Harry zamknął za sobą drzwi przedziału, po czym opadł na siedzenie tuż obok mnie. Przez chwilę jechaliśmy w kojącej ciszy, którą ja spędziłem na relaksującym wpatrywaniu się w sufit, podczas gdy brunet posyłał mi w jego mniemaniu dyskretne spojrzenia.
-Wszystko w porządku? - spytałem w końcu, na co chłopiec zbył mnie krótkim skinieniem głowy. Wzruszając ramionami, powróciłem do swojej poprzedniej czynności, która opierała się głównie na jej braku. Przez chwilę rozważałem pójście spać, lecz w momencie, gdy zdecydowałem podnieść się, by wcielić swój plan w życie, zrezygnowałem z niego, przyglądając się z zaciekawieniem poczynaniom siedzącego obok mnie bruneta. Zwracając się twarzą w moją stronę, plecami oparł się o ścianę pociągu, w której widniało niewielkie okno. Ze spojrzeniem utkwionym w mojej osobie, przeniósł swoje długie, szczupłe nogi na siedzenie fotela, gdzie objąwszy je ramionami, przyciągnął je do klatki piersiowej. Może gdybym tylko był mniej zmęczony, lub gdyby tylko Harry nie wyglądał tak pięknie, zdołałbym dostrzec jego dziwne zachowanie? Jednak w zaistniałej sytuacji jedynym o czym potrafiłem myśleć były utkwione we mnie szmaragdowe tęczówki, ślące mi komunikat, którego w żaden sposób nie potrafiłem rozszyfrować, albowiem widziałem go w oczach bruneta po raz pierwszy.
-Lou, mogę dostać buziaka? - spytał w pewnym momencie, a ja byłem zbyt otumaniony jego spojrzeniem, by odmówić. Wspinając się na fotel, zmniejszyłem dystans między nami, by pochylając się nad chłopcem, złączyć nasze wargi w czułym pocałunku. Pewien, iż brunet miał na myśli jedynie zwykły całus na dobranoc, po chwili począłem odsuwać się od niego, lecz ten nie pozwolił mi na to, desperacko łapiąc się kołnierzyka mojej koszulki. Rozszyfrowując jego gest, wpiłem się mocniej w jego usta, nieco pogłębiając pieszczotę. Mrucząc z aprobatą w moje rozchylone wargi, chłopiec przeniósł swoje dłonie na moje ramiona, zacieśniając ich uścisk adekwatnie do rosnącej siły naszego pocałunku. W momencie, gdy obu nam zabrakło tchu, oderwałem się od Harrego, pozwalając mu zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Niemalże zaciągając się nim, brunet w dalszym ciągu przyglądał mi się swoimi szmaragdowymi tęczówkami, które z jakiegoś powodu zaszły mgłą. Oddychając głęboko przez kusząco rozchylone, pełne i krwistoczerwone od namiętnego pocałunku wargi, chłopiec w dalszym ciągu trzymał dłonie na moich ramionach zupełnie jakoby ratowały go przed tonięciem w morzu jego własnych westchnień.
                   Podczas, gdy ja przyglądałem mu się zupełnie oczarowany, zielonooki nie próżnował, przyciągając mnie do kolejnego, namiętnego pocałunku. Tym razem jednak był on nieco bardziej niedbały oraz przepełniony lizaniem i przygryzaniem warg niżeli poprzedni. Podczas, gdy nasze języki odnajdywały wspólny rytm, zęby boleśnie ścierały się o siebie, jednak obydwoje byliśmy zbyt pochłonięci swoją bliskością, by się tym przejąć. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia co we mnie wstąpiło. Jeszcze nigdy nie całowałem nikogo w ten sposób. Nigdy nie całowałem Harrego w ten sposób. Wszystko to było tak nowe i nieporządne, jednocześnie sprawiając wrażenie jakoby nic nigdy nie było równie odpowiednie.
                   Czerwona lampka zapaliła się w mojej głowie dopiero w momencie, gdy w dalszym ciągu kurczowo trzymając się moich ramion, Harry wyprostował nogi, rozkładając je po obu stronach moich bioder w ten sposób, iż znalazłem się pomiędzy nimi. Już to wydało mi się być nazbyt intymne, jakoby nie na miejscu. Lecz w chwili, w której brunet puścił moje lewe ramię, by rozsunąć rozporek swoich spodni, zrozumiałem, iż zaszło to stanowczo za daleko.
-Harry, prosiłem cię, żebyś przestał to robić - warknąłem, brzmiąc przy tym bardziej ozięble, niżeli zamierzałem.
-Ale... - zaczął, przyglądając mi się wielkimi oczyma pełnymi strachu i zakłopotania.
-No, słucham? Za co dziękujesz, albo o co prosisz mnie tym razem? - zakpiłem, będąc przy tym niepotrzebnie sarkastycznym, albowiem ponownie odezwała się we mnie moja urażona duma.
-Za to, że jesteś i o to, żebyś był już zawsze... - tchnął drżącym głosem, patrząc mi głęboko w oczy. Przez chwilę przyglądałem mu się oniemiały, starając się uspokoić szybkie, rozregulowane bicie serca, lecz im dłużej to trwało, tym mocniej czułem je w swojej piersi. Nieważne jak bardzo pragnąłem wykrztusić z siebie choć pojedyncze słowo, wszystkie zostały uwięzione w mojej krtani. - Lou, czy możesz mnie już pocałować? Potrzebuję tego - westchnął niespodziewanie, tym samym pozbawiając mnie wszelkich hamulców. Wcześniej sądziłem, iż to nie ma prawa się wydarzyć, że owa sytuacja jest zbyt surrealistyczna, lecz patrząc prawdzie w oczy... taka była cała nasza relacja.
                   Nie mogąc się dłużej powstrzymać, z całej siły wpiłem się w usta bruneta, całując je jakby nie było jutra. Starając się dotrzymać mi kroku, chłopiec oddawał moje pocałunki równie zachłannie, cicho pojękując za każdym razem, gdy przygryzałem jego dolną wargę. Czując jego płytki oddech, oderwałem się od zielonookiego, by móc podziwiać jak jego klatka piersiowa unosi się i opada podczas głębszych wdechów. Dając mu chwilę wytchnienia, przeniosłem się z pocałunkami na skórę jego szyi i szczęki. Chcąc ulokować nas w nieco wygodniejszej pozycji, kładąc go płasko na fotelu, postanowiłem pozostać między jego nogami. Skomląc cicho pod nosem, Harry odchylał głowę do tyłu, dając mi większe pole do popisu. W dalszym ciągu składając namiętne pocałunki na jego szyi, przeniosłem jedną z dłoni na jego ramię skąd zdjąłem spoczywającą na nim szelkę. Rozgryzając do czego zmierzam, chłopiec postanowił pomóc mi, rozpinając do końca rozporek i guzik swoich spodni, które następnie począł z siebie ściągać. Nie było to jednak tak proste jak mogłoby się wydawać, albowiem chłopiec najwidoczniej nie mógł skupić się na owej czynności w momencie, gdy ja zachłannie spijałem pocałunki z linii jego szczęki. Nie dając za wygraną, wypchnął swoje biodra do góry, by ułatwić sobie zdjęcie spodni, lecz w momencie, gdy jego miednica spotkała się z moją w przyjemnym tarciu, zrezygnowany opadł z powrotem za fotel, wydając z siebie zduszony jęk. Nieco rozbawiony jego poczynaniami, oderwałem się od niego, cicho śmiejąc się pod nosem. Następnie delikatnie zsunąłem spodnie z jego wąskich bioder, niedbale zrzucając je na ziemię. Przyglądając mi się wyczekująco, brunet zagryzł swoją dolną, opuchniętą wargę, starając się utrzymać swoje zamglone, szmaragdowe oczy otwarte. Nieco się z nim drocząc, z łobuzerskim uśmiechem na ustach, począłem bez pośpiechu zdejmować jego buty. Gdy chłopiec leżał już przede mną jedynie w parze czarnych bokserek i białej koszulce, posłał mi błagalne spojrzenie, którego nie miałem serca zignorować, gdyż i tak był on dużo bardziej cierpliwy niżeli w każdej innej sytuacji. Głaszcząc w kojącym geście jego łydkę, począłem pochylać się nad jego sylwetką, podczas, gdy ten przyglądał mi się w napięciu, niepewny co zamierzam zrobić. Rozwiewając jego wątpliwości złożyłem długi, słodki pocałunek na wewnętrznej stronie jego uda, rozkoszując się przy tym wydawanymi przez chłopca przeciągłymi jękami.
-Lou - zaskomlał, tym samym zaskarbiając sobie moja uwagę. - Proszę - tchnął, przyglądając mi się spod opuszczonych powiek, jednak tym co zaciekawiło mnie bardziej był jego palec wskazujący, który we wręcz obsceniczny sposób trzymał pomiędzy swoimi rozchylonymi, domagającymi się pocałunków wargami.
-Ktoś z wiankiem na głowie nie powinien wyglądać jak książę rozpusty... - wymruczałem bardziej do siebie niżeli do niego, powracając do składania całusów na wewnętrznej stronie jego ud, których nie szpeciły dłużej wręcz absurdalnej wielkości siniaki.
-Ale twój książę? - wydyszał, starając się skoncentrować na moich słowach, zamiast ust.
-Oczywiście, że mój - odparłem wręcz zaborczo.
-Więc w porządku - westchnął w momencie, gdy jedną z dłoni wsunąłem pod materiał jego koszulki. - Lou... - jęknął wręcz rozpaczliwe, obserwując jak podciągając okrywającą go białą tkaninę, począłem składać czułe pocałunki na skórze jego brzucha. Jakaż była moja ulga, gdy uświadomiłem sobie, iż po siniaku, który uprzednio wziąłem za tatuaż, nie było już śladu.
-Spójrz tylko, słoneczko - wymruczałem, wyłapując jego mętne spojrzenie. - Ani jednego siniaka, jesteś taki piękny - szepnąłem, unosząc się na łokciach, by móc złożyć czuły pocałunek na jego pokrytym rumieńcem policzku.
-Lou, proszę... - sapnął w odpowiedzi.
-Harry, nie wiem o co prosisz - tchnąłem, ujmując jego twarz w dłonie, by zmusić go do nawiązania ze mną kontaktu wzrokowego.
-Zrób coś - odparł drżącym głosem.
-Coś, to znaczy...? - spytałem, lecz chłopiec nie uraczył mnie odpowiedzią. Zamiast tego palce, które wówczas trzymał w ustach, zastąpił moimi, liżąc je dokładnie pod moim czujnym okiem. Brunet dobrze wiedział co robił, mnie również nie pozostawiając wątpliwości co do tego, co dokładnie miał na myśli.
                   Cała zaistniała sytuacja wydawała mi się być wręcz absurdalna. Jednak w momencie, gdy Harry leżał przede mną niemalże nagi, gotów oddać mi każdą nawet najdrobniejszą cząstkę siebie, moralność czy też rozsądek nie stanowiły moich dominujących cech. Wysuwając palce spomiędzy jego pełnych warg, ucałowałem je czule, jednocześnie przenosząc jedną z dłoni na jego biodro. Domagając się mojego dotyku, Harry począł wiercić się w miejscu, jęcząc przy tym niecierpliwie. Spełniając jego niemą prośbę, wsunąłem dłoń pod materiał jego czarnych bokserek, by przygotować go na to, do czego obaj nieuchronnie zmierzaliśmy. W pierwszej chwili uprzednio jedynie uchylone oczy chłopca rozszerzyły się do niebotycznych rozmiarów, podczas gdy ten wciągnął do płuc ogromny haust powietrza. Jednak już kilka moich pocałunków i ruchów palców wystarczyło, by zrelaksował się, zupełnie oddając się przyjemności, którą sprawiał również mnie, wydając z siebie masę rozkosznych dźwięków. Po pewnym czasie i całej masie zapewnień, iż jest już gotowy, chłopiec pomógł mi zdjąć z siebie zbędne w tamtej chwili koszulkę i bokserki, tym samym eksponując mi się w całej okazałości. Oczarowany widokiem wpiłem się w jego wiśniowe wargi, mrucząc między pocałunkami czułe słówka, jednak nie były one w stanie opisać tego jak piękny był w tej chwili. Nieco się niecierpliwiąc, chłopiec począł rozpinać rozporek moich spodni, które mówiąc delikatnie stały się dość niewygodne. Zanim się obejrzałem nie dzieliły nas już żadne warstwy materiału, a każdy nasz pocałunek oddzielały ciche westchnienia Harrego układające się w "już" oraz "proszę".
-Harry, słoneczko, odwróć się - szepnąłem do jego ucha, delikatnie przygryzając jego płatek.
-Nie, nie chcę - zaprotestował słabym głosem, tym samym wzbudzając we mnie niepokój. Czyżby właśnie się rozmyślił? - Chcę widzieć jak na mnie patrzysz, robisz to tak ładnie... - udało mu się wykrztusić pomiędzy ciężkimi oddechami. Nie zastanawiając się długo, przyciągnąłem go do kolejnego namiętnego pocałunku. Następnie układając jedną z dłoni na jego plecach, usadziłem go na swoim podołku.
-Zrób to tak, żeby tobie było dobrze - szepnąłem w jego rozchylone wargi i tak też się stało.
                   Mimo, iż na początku ruchy chłopca były niepewne, a on sam zdawał się nie wiedzieć co dokładnie robić, w końcu udało nam się odnaleźć wspólny rytm. Przez cały czas Harry patrzył na mnie przez swoje na wpół przymknięte powieki, nie pozwalając im opaść nawet na chwilę, co poskutkowało tym, iż nie straciliśmy kontaktu wzrokowego choćby na minutę. W pewnym momencie chłopiec począł wręcz błagać mnie o to, bym go dotknął i chociaż moje dłonie były wtedy dosłownie wszędzie, raczej nie to brunet miał na myśli. Półuśmiech nieustannie gościł na jego wargach, nie rozmywając się nawet w obliczu słodkich westchnień i pojękiwań, których ten sobie nie szczędził. Wraz z każdym jego ruchem, kwiaty składające się na wianek, który jakimś sposobem w dalszym ciągu zdobił burzę jego kasztanowych loków, traciły poszczególne płatki. Gdy było już po wszystkim, chłopiec zatrzymał się w miejscu, przerywając pocałunek, w którym chwilowo złączone pozostawały nasze wargi. Jego włosy roztrzepane były na wszystkie strony, a jako taki stan wianka pozostawiał wiele do życzenia. Szmaragdowe tęczówki bruneta lśniły w nieznany mi dotąd sposób, podczas gdy ten przyglądał mi się uważnie, przygryzając dolną wargę.
-To było miłe - szepnął, w dalszym ciągu siedząc na moim podołku, po czym przymknął powieki zawstydzony, zupełnie jakoby ganił się w myślach za to co właśnie powiedział. Ja natomiast postanowiłem nie odpowiadać, jedynie przyciągając go do czułego uścisku, by dać mu do zrozumienia, iż podzielam jego zdanie.

9 komentarzy:

  1. OOOOOOOOOOOOO, CO SIĘ POROBIŁO, SAJFOASJFADHDIGIDNBGIDFNISDNFIDNSFND

    Wiedziałam, że to w końcu nastąpi, ale nie spodziewałam się, że od razu po opuszczenia wsi i to na dodatek w pociągu, nieźle. Czekam na kolejny rozdział i życzę weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Noo hehe to było extra (nareszcie to zrobili)xD Ale niespodzianke nam zrobiłaś hehe xD No to czekam na kolejny rozdział i ściskam mocno @Biskarolinka

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko, kochana! Mam nadzieje, ze przez to Lou znow nie obrazie sie na Harryego? Czy on nie moze tez poczuc milosci do H? No jak mozna go nie kochac? A teraz, jeszcze po czyms takim? Ach, nawet sb nie wyobrazasz, jakie to bylo dla mnie zaskoczenie! Myslalam, ze Louis sie nie zdecyduje, a jednak! Aww

    Dziekuje, pozdrawiam :) xx
    @RealMeIsNotMe

    OdpowiedzUsuń
  4. To było bardzo miłe :)
    Było cudowne, takie delikatne i czułe... Wspaniałe!
    Będę tęsknić za Niallem i jego gwarą, czy jak to inaczej nazwać z drugiej strony: NARESZCIE BĘDZIE HIPIS-ZAYN!
    Sprawiasz że coraz bardziej zakochuję się w Louise, Harrym i całym tym opowiadaniu. Jednocześnie chcę więcej i nie chcę żeby to się kiedykolwiek kończyło, a myśl że niedługo koniec mnie dobija...
    Eh, nie można mieć wszystkiego...
    Jeśli Louis myśli że teraz będzie mógł wyskoczyć z "Nie wiem" albo "Nie jestem pewny" to go zdzielę mentalne w łeb. ok.
    @PolishCurl

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG!! Nie wierzę!! To było genialne!! ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Tego było mi potrzeba,dziękuję ashdgadalajshd kocham to okej? Cudownyyy rozdział i w koncu to zrobili adjaajdfdashdl Hazz taki niesamowity omg nie mogę doczekać się kolejnego rozdzału xx

    OdpowiedzUsuń
  7. ADJXKJDFOCENENFEKDJG *-* Jeśli Lou teraz coś spieprzy to go chyba zabije...
    @inginiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  8. Ok.. Jestem w szoku... Czytałam około 10 rozdziałów, żeby w końcu być na bieżąco, skończyłam ten i chciałam dalej, a tu nie można i pierwsza moja reakcja to 'nadrobiłam?' potem staram jeszcze raz przesunąć i zobaczyć, czy mi się po prostu telefon zaciął, ale nie.. Nie można dalej i takie 'Boże nadrobiłam?!' taki szok, że omg, jeszcze w takim momencie.. Nie wierzę, że zrobili to w pociągu i nie nakrył ich konduktor xd wait. Nie wierzę, że wgl to zrobili ej.. Teraz brakuje tylko tego, żeby Louis powiedział Harremu, że go kocha, serio.. Powinien to teraz zrobić, po takim czymś, bo to było ważne dla nich obu, a dla Harrego to już szczególnie i Lou mimo wszystko jest mu to winien, a to wcale nie będą puste słowa, bo Lou go kocha, kocha go z całego serca, tylko boi się tego, boi się prawdziwej miłości, a to jest mega przykre i nie dziwię się, że Harry to przeżywa...
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  9. O mamuniu NIE WIERZĘ! !!
    Naprawde nie sadzilam ze to zrobia! Jeszcze tak pieknie to opisalas, jejku tyle w tym było miłości, a nie zwyklego seksu ❤
    Chyba moj ulubiony rozdizal, tak wiem, jestem troche zboczuszkiem, ale kurde to bylo nieziemskie! Strasznie podoba mi sie to jak opisywalas uczucia Lou, kawal dobrej roboty, uwielbiam to!

    OdpowiedzUsuń