poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział XXVI

                   Podczas, gdy za oknem, poprzez ciemne chmury, dopiero poczynały przedzierać się pierwsze promienie słońca, twarz Harrego już od dawna rozświetlał szeroki uśmiech. Siedząc wygodnie na moich kolanach, z głową opartą o moje ramię, chłopiec chichotał słodko, starając się stłumić to w składanych na skórze mojej szyi pocałunkach. Jeszcze kilka godzin temu naprawdę trudno było mi przekonać go do tego, by się ubrał, lecz jeszcze dłużej zajęło mi położenie go spać. Mimo, iż o dziwo nie był zbyt chętny do rozmowy (za co szczerze mówiąc byłem mu niezmiernie wdzięczny), nieustannie przymilał się do mnie, oczekując w zamian innych czułości. Dopiero, gdy zacząłem wręcz błagać go o to, by położył się spać, w końcu dał za wygraną, lekko skinąwszy głową, by po chwili wdrapać się na moje kolana i zarzucając ramiona na moją szyję, podarować mi ostatni, pożegnalny pocałunek. Następnie przyciągając mnie do mocnego uścisku, ułożył się wygodnie w moich ramionach, powoli odpływając do krainy snów. Podczas, gdy on pochrapywał rozkosznie, śliniąc przy tym materiał mojej koszulki, ja starałem się uporać z zalegającym mi na piersi ciężarem. Nie ciężarem bruneta, a ciężarem poczucia winy. Na samą myśl o tym, że kochałem się z Harrym, czułem zawroty głowy. Natomiast na myśl o tym, że określiłem to mianem "kochania się", wręcz zebrało mi się na wymioty. To nie tak, że trochę panikowałem... ponieważ panikowałem bardzo. Naprawdę nie miałem pojęcia o do jasnej cholery sobie wcześniej myślałem i jak do tego wszystkiego doszło, lecz było już za późno. Nie można było cofnąć czasu...
-Kochałem się z Harrym - pomyślałem raz jeszcze, czując mocne, rozregulowane bicie mojego serca.
-Przespałem się z Harrym - spróbowałem raz jeszcze, dochodząc do wniosku, iż brzmi to nieco lepiej.
-Pieprzyłem się z Harrym - dumałem.
-Pieprzyłem Harrego - skinąłem głową, starając się wykrzesać z siebie tyle dystansu ile byłem w stanie. Jednak nie było to łatwe, gdy już po chwili chłopiec obudził się, wpatrując się we mnie swoimi lśniącymi niczym szmaragdy, jednakowoż nieco zamglonymi od snu tęczówkami.
                   Tak jak już wspomniałem, obudził się on jeszcze przed wschodem słońca, kontynuując przerwaną przed snem czynność. Bawił się moimi włosami, kreślił abstrakcyjne wzory na skórze mojego ramienia oraz całował delikatnie moją szyję i policzki, nie zaszczycając mnie przy tym nawet pojedynczym słowem. W pewien sposób zabijało mnie to od środka, albowiem czułem, iż to co było między nami uległo zmianie. Nieodwracalnej zmianie. Wiedziałem, że od teraz już nic nie będzie takie samo, dokładnie tak jak wtedy, gdy brunet po raz pierwszy wyznał mi miłość. Musiałem jednak przyznać, iż obawiałem się owych zmian, gdyż wszystkie zachodzące w naszej relacji, najczęściej były zmianami na gorsze.
                   Mimo, iż nie dostrzegałem w zaistniałej sytuacji żadnych pozytywów, nie potrafiłem zmusić się, by żałować tego co się stało. Najzwyczajniej w świecie nie umiałem, odnosząc wrażenie jakoby wspomnienie przepełnionych przyjemnością westchnień bruneta oraz jego szmaragdowych tęczówek patrzących na mnie ze wzmożoną dawką emocji i... miłości(?), łagodziło wszystkie wynikające z nich negatywne skutki. Tak więc nie pozostawało mi nic innego jak utrzymać odpowiedni dystans do Harrego i naszej relacji, czego chłopiec z całą pewnością mi nie ułatwiał, zważywszy na jego czułe gesty i nieracjonalne zachowanie.
-Lou, gdzie jesteśmy? - spytał w pewnym momencie, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia. Były to pierwsze słowa, które padły z jego ust od czasów pamiętnego "To było miłe".
-Ugh, w pociągu - tchnąłem bezmyślnie, nie mogąc oderwać wzroku od jego lśniących niczym diamenty, uśmiechających się do mnie szczerzej niżeli jego uniesione ku górze kąciki ust, oczu.
-Wiem, głuptasie! - zachichotał w tak piękny, pełen życia sposób, delikatnie szturchając moje ramię. - Ale gdzie i kiedy wysiadamy? - spytał nadal rozbawiony, przygryzając dolną wargę.
-Niedługo - rzuciłem, wzruszając ramionami, starając się powstrzymać drżenie głosu, albowiem jeszcze nigdy w życiu nie byłem tak zestresowany jak w tamtej chwili. Natomiast kolejny szczery uśmiech i pełne uczucia spojrzenie chłopca nie pomogły mi ukoić nerwów.
-Kocham cię, wiesz? - odezwał się po chwili zielonooki, składając słodki pocałunek w kąciku moich ust, na co ja jedynie krzywo skinąłem głową, gdyż w momencie, gdy moje serce snuło irracjonalne teorie odnośnie uczuć, którymi darzyłem bruneta, mój zdrowy rozsądek starał się zagłuszyć je konsekwentnym "Znacie się tylko trzy tygodnie, pamiętaj o dystansie! Dystans, Louis!". Nie wiedząc co ze sobą począć, odwróciłem wzrok, wzdychając dyskretnie, by uregulować swój przyspieszony oddech. - Lou, czy mógłbyś na mnie spojrzeć? Ale ładnie? - poprosił niespodziewanie. Próbując ukryć swoje zdenerwowanie, posłałem mu jedno długie, mimowolnie pełne strachu spojrzenie. Chłopcu jednak najwidoczniej udało się odnaleźć w nim coś "ładnego", albowiem w odpowiedzi obdarzył mnie kolejnym słodkim, ale co najważniejsze szczerym uśmiechem.
                   Jakaż była moja ulga, gdy zorientowałem się, iż pociąg zatrzymał się na naszej stacji. W pośpiechu zrzucając Harrego ze swoich kolan, począłem zbierać nasze rzeczy, w czym chłopiec szybko mi pomógł. Opuszczając przedział z plecakami zarzuconymi na ramiona, biegaliśmy po pociągu szukając najbliższego wyjścia. W ostatniej chwili wyskoczyliśmy na peron, słuchając odgłosu ruszającej lokomotywy. Odetchnąwszy z ulgą, przeczesałem włosy dłońmi, by następnie jedna z nich została ujęta przez Harrego w mocnym uścisku. Mimo, iż już dawno postanowiłem przestać z tym walczyć, niespodziewanie poczułem prąd przechodzący przez całe moje ciało. Zanim zdążyłem dojść do siebie, Harry zmniejszył dystans między nami, czule całując mój policzek, co dla mnie równało się z kolejną falą osobliwego uczucia w moim żołądku. W dalszym ciągu zgrywając opanowanego, chwyciłem mocniej jego dłoń, ciągnąc go za sobą nieco zbyt stanowczo. Chłopiec jednak nie miał nic przeciwko temu, starając się dotrzymać mi kroku z uśmiechem na ustach. Przez większość drogi nie byłem zbyt chętny do rozmowy, lecz brunet zdawał się nie zauważać tego, zdecydowanie patrząc na świat przez różowe okulary. Nie obraził się na mnie nawet, gdy zabroniłem mu wejść do czyjegoś ogrodu, by zerwać z niego róże, z których mógłby zrobić nowy wianek, ponieważ jak twierdził ten, który miał na sobie "troszkę się rozplątał". Szczędząc zgryźliwych uwag na temat powodu dla którego jego "korona" znajdowała się w takim, a nie innym stanie, prowadziłem go przed siebie, zastanawiając się dokąd właściwie powinniśmy byli iść. W końcu jednak poddałem się, wpakowując nas do wszystkich linii autobusowych po kolei, tak długo, aż nie począłem kojarzyć okolicy. Hej, w końcu Zayna odwiedzałem tylko raz do roku!
                   Gdy wreszcie rozpoznałem nazwę ulicy odpowiadającej adresowi, który widniał na każdym liście od mojego przyjaciela, wraz z Harrym wysiedliśmy na przystanku, udając się w dalszą podróż. Nie będę kłamał i przyznam, iż zgubiliśmy się wtedy co najmniej cztery razy, prosząc wielu ludzi o wskazanie nam drogi, lecz brunet nie miał nic przeciwko temu tak długo jak pozwalałem mu trzymać swoją dłoń. Gdy w końcu zatrzymałem się na wprost (na pierwszy rzut oka) opuszczonego magazynu, odetchnąłem z ulgą, dumny z siebie, iż udało mi się tu trafić bez wskazówek Zayna. Harry wydawał się być zaskoczony scenerią, w której się znajdowaliśmy, nieustannie rozglądając się dookoła. Było to jednak zupełnie zrozumiałe. Zayn jako artysta nie lubił prostych rozwiązań. Zawsze robił wszystko według własnego uznania, w taki sposób, by było to niepowtarzalne, wręcz unikatowe. Tak więc, gdy zdecydował się wyprowadzić od rodziców, jak na hipisa przystało, zamiast znaleźć sobie mieszkanie, kupił po obniżonej cenie stary magazyn, w najczęściej odwiedzanej przez wczasowiczów części miasta i zrobił z niego własną melinę, którą lubił określać mianem "pracowni" czy też "studia". Nie kłopocząc się pukaniem, jak gdyby nigdy nic nacisnąłem klamkę, wchodząc do środka. Podążając za mną niepewnym krokiem, Harry mierzył ciekawskim spojrzeniem wszystkie ręcznie malowane ściany, sterty papieru, połamanych ołówków oraz pustych butelek po farbie i sprayu, które porozrzucane pozostawały po całej posiadłości.
-Zastanawiałeś się kiedyś, czemu krowy nie są niebieskie? - usłyszałem niespodziewanie. Instynktownie obracając się w kierunku źródła dźwięku dostrzegłem opierającego się o jedną z kolorowych ścian mulata. Chłopak jak zwykle ubrany był w luźną koszulkę z pacyfą, oraz okrywającą jego szczupłe ramiona kamizelkę. Jego ciemne spodnie nosiły wiele śladów zużycia i starości w postaci dziur i przetarć. Nieodłączny element jego garderoby stanowił również papieros (lub coś mocniejszego) tkwiący pomiędzy jego wąskimi wargami. Skłamałbym mówiąc, iż zdziwił mnie widok spoczywających na jego nosie różowych lenonków, albowiem już od najmłodszych lat zdawałem sobie sprawę z tego, iż to tylko kwestia czasu aż Zayn zacznie je nosić. W tamtym momencie postanowiłem mentalnie przygotować się na rozszerzane ku dołowi, wzorzyste spodnie oraz włosy do pasa, które niewątpliwie zmierzały do przywitania mnie przy następnej wizycie.
-Lepiej powiedz mi, jak długo ty zastanawiałeś się nad tak ciepłym powitaniem? - prychnąłem, unosząc jedną brew.
-Krowom byłoby do twarzy w niebieskim - odparł z poważnym wyrazem twarzy, zupełnie ignorując moje pytanie, by po chwili po raz ostatni zaciągając się dymem, zgasić to co aktualnie palił, o pochlapaną farbą ścianę. Wtedy dostrzegłem oplecioną wokół linii jego włosów wąską opaskę mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy. Ledwo udało mi się powstrzymać wybuch śmiechu.
-Jesteś zjarany - westchnąłem, obserwując jego poczynania z dezaprobatą wymalowaną na twarzy. Nie uraczywszy mnie odpowiedzią, chłopak zmniejszył dystans między nami, przyciągając mnie do mocnego uścisku. Odwzajemniając gest, czule potarłem jego plecy, na co ten zatopił nos w burzy moich włosów, zaciągając się ich zapachem.
-Tęskniłem za twoim szamponem, ale skoro nim nie pachniesz, zamierzam cię teraz puścić - wyszeptał do mojego ucha, brzmiąc przy tym nieco nieskładnie.
-Tęskniłem za zjaranym tobą, ale skoro najwidoczniej wypaliłeś wszystko sam, zamierzam cię teraz puścić - odparłem, śmiejąc się pod nosem, po czym rozluźniłem uścisk, stawiając jeden krok do tyłu.
-Louis, nie chcę cię straszyć, ale za twoimi plecami stoi dwumetrowy czternastolatek w ogrodniczkach i jeśli wzrok mnie nie myli to na głowie ma kwiatki, a na twarzy wymalowaną chęć mordu na bodajże mojej osobie - powiedział brunet, mrużąc oczy w skupieniu. - Masz rację, chyba jestem zjarany - westchnął po chwili.
-Owszem jesteś, ale tym razem przynajmniej wiesz co dzieje się wokół ciebie - zaśmiałem się perliście. - A to jest Harry - dodałem, przywołując do siebie chłopca z dość nietęgą miną, gestem dłoni.
-Cholera, ty naprawdę mordujesz mnie wzrokiem – wypalił Zayn, przyglądając się brunetowi z bliska. – Daj spokój bracie, przemoc to nie to, lepiej posłuchaj tego co podpowiada ci twoje serce – dodał, przykładając otwartą dłoń do swojej klaki piersiowej.
-Harry, zachowuj się - upomniałem go niczym rodzic małe dziecko, puszczając mimo uszu paplaninę mulata.
-Mam siedemnaście lat - wycedził przez zaciśnięte zęby, w jakiś sposób pozostając przy tym nieśmiałym.
-Przepraszam, mój błąd - tchnął Zayn, unosząc dłonie w geście kapitulacji. – Podoba mi się twój wianek. Piękny wyraz bratania się z naturą – powiedział z uznaniem, tym samym zyskując nieco w oczach bruneta.
-Jaki jest twój ulubiony kolor? - spytał Loczek niespodziewanie.
-Kolor jest pojęciem abstrakcyjnym. Każdy widzi barwy inaczej, widzi je tak jak chce je widzieć. Dla niektórych biały to czarny, a czarny to biały, inni mogą nie dostrzegać odcieni szarości. To przykre, lecz każdy posiada odzwierciedlenie duszy w kolorach, jednak nie zawsze wygląda ono tak jak byśmy chcieli. Chociaż są ludzie, którzy tak jak barwy postrzegają je tak jak pragną je widzieć - powiedział, na co ja prychnąłem pobłażliwie, następnie wyśmiewając jego typową, niezbyt trzeźwą paplaninę. Natomiast Loczek chłonął jego słowa, nawet nie starając się kryć ekscytacji oraz tego jak bardzo mulat mu zaimponował. Wywracając oczyma postanowiłem zapamiętać, by trzymać Harrego możliwie jak najdalej od Zayna, gdyż najwidoczniej był on nazbyt podatny na hipisowskie wpływy.
-A... - brunet otwierał już usta, by coś powiedzieć, lecz niespodziewanie przerwałem mu, w obawie przed rozwinięciem się tematu o kolorach.
-Wracając do tematu - zacząłem. - Harry, to jest Zayn, mój przyjaciel - zwróciłem się do chłopca, skinąwszy głową w kierunku mulata. - Zayn, to jest Harry, mój...
-...chłopak - dokończył za mnie zielonooki, wyciągając wargi w szerokim uśmiechu oprawionym w parę uroczych dołeczków. Czując jak miękną mi kolana, posłałem brunetowi zszokowane spojrzenie, które on odwzajemnił z małą nutką niepewności.
-Żartujesz sobie ze mnie?! - wyrwało mi się, zdławionym głosem, na co chłopiec spuścił wzrok, zawstydzony. - Zayn, pozwól, że przeprosimy cię na chwilę - rzuciłem w stronę mulata, by po chwili chwytając ramię Loczka w mocnym uścisku, jak najszybciej wyciągnąć go z pomieszczenia.
-Okej, ja tu poczekam. Nie spieszcie się, czas też jest pojęciem abstrakcyjnym - krzyknął za nami Zayn i gdyby tylko nie sytuacja, w której aktualnie się znajdowałem, zapewne uśmiechnąłbym się na jego słowa.
                   Niemalże siłą wpychając chłopca do pierwszego z brzegu pokoju, zatrzasnąłem za nami drzwi z głośnym hukiem. Nieco wystraszony brunet, pokornie stanął pod ścianą, spuszczając głowę. Nie chcąc potraktować go zbyt ostro, wziąłem głęboki wdech, starając się opanować emocje. Po chwili ciszy, którą zakłócał jedynie mój ciężki, przyspieszony oddech, przeczesałem włosy palcami, w końcu posyłając brunetowi chłodne spojrzenie.
-Czegoś chyba tutaj nie rozumiem – zacząłem, brzmiąc przy tym nieco ironicznie.
-Czego takiego? - spytał nieśmiało, unosząc głowę, by nawiązać ze mną kontakt wzrokowy.
-Od kiedy to jestem twoim chłopakiem? - uniosłem jedną brew.
-Od wczoraj - odparł zupełnie jakoby była to najoczywistsza rzecz pod słońcem.
-Na jakiej podstawie tak twierdzisz? - ciągnąłem temat, patrząc na chłopca z twarzą wypraną z emocji, które wręcz rozsadzały mnie od środka.
-Bo wczoraj się kochaliśmy - odparł dość nieśmiało, starając się powstrzymać uśmiech wywołany samym wspomnieniem owego wydarzenia.
-I co to ma do rzeczy? - tchnąłem, krzyżując ramiona na piersi.
-Jak sama nazwa mówi, jeśli to ze mną zrobiłeś to znaczy, że jednak mnie kochasz, a skoro kochamy się oboje, to chyba logiczne, że od teraz jesteśmy parą - wyjaśnił nieco pewniej, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczyma.
-Wiesz, jesteś naprawdę rozkoszny, ale masz trochę dziecinny tok myślenia. Niektórzy nazywają to też bzykaniem, ale to nie znaczy że są pszczołami, a jeszcze inni pieprzeniem, ale nie czyni ich to mistrzami kuchni i przypraw - zakpiłem, kończąc ironicznym parsknięciem, które szybko starło uśmiech z twarzy bruneta.
-Oh - tchnął, nagle tracąc całą pewność siebie. Cóż, nie to pragnąłem osiągnąć. Naprawdę nie chciałem sprawić mu przykrości, lecz było to silniejsze ode mnie.
-Daj spokój, nie dąsaj się - starałem się brzmieć obojętnie, lecz mój głos złamał się w połowie. Z jakiegoś powodu znów zapragnąłem zobaczyć ten szczery uśmiech chłopca, przy którym w jego oczach widoczny był blask, którego brakowało im w obecnym momencie. I choć zauważyłem, iż pojawiał się tam tylko dzięki mnie, jednocześnie zbyt często bywałem osobą przyczyniającą się do jego zaniku.
-To nie było miłe - wyszeptał, posyłając mi krótkie, smutne spojrzenie, które w zupełności wystarczyło, by rozbić moje serce na drobne kawałeczki.
-Ja... - wykrztusiłem, nagle czując się osaczonym.
-Wiesz, to trochę nie fair, że ja chciałem udowodnić ci swoją miłość, a ty tylko mnie pieprzyłeś - powiedział po chwili brunet, z wyraźnie słyszalnym wyrzutem.
-To ty to powiedziałeś, nie ja. Nie wkładaj swoich własnych słów w moje usta. Poza tym… czemu bierzesz wszystko tak bardzo do siebie? - broniłem się, czując jak przegrywam bitwę nie z Harrym, lecz samym sobą. Albowiem dobrze wiedziałem co oznaczały dla mnie ostatnia noc oraz to co czułem w towarzystwie bruneta. Jednak moja duma, egoizm i strach przed wiązaniem się nie pozwalały mi przyznać tego nawet przed sobą, o chłopcu nawet nie wspominając.
-Po prostu nie sypiam ze wszystkimi, okej? Ja tylko pomyślałem, że skoro cię kocham, a ty chcesz to zrobić to znaczy, że ty mnie również, więc uznałem, hej czemu nie? Ale teraz chyba żałuję - wyznał, posyłając mi spojrzenie wręcz boleśnie przepełnione rozczarowaniem. Tego właśnie się bałem. Dlatego nie chciałem zbliżać się do Harrego. Wiedziałem, że prędzej czy później zranię go tak, jak Olivia zraniła mnie. Ale... to po prostu się stało, nie miałem na to żadnego wpływu. Z niektórymi rzeczami po prostu nie sposób walczyć.
-Nie ze wszystkimi, to znaczy z kim? - spytałem, czując jak mój żołądek zwija się w supeł na samą myśl o moim bezbronnym, spragnionym miłości Harrym rozpinającym rozporek spodni przed kim popadnie.
-W sumie to z nikim - wyszeptał po dłuższej chwili, zupełnie zwalając mnie tym z nóg. Bo przecież on nie mógł mówić poważnie, prawda? Przecież, gdyby on... Nie mógłby wtedy zachowywać się tak... Nawet się nie znaliśmy, a on chciał... O mój Boże, to nie mogła być prawda.
-Czyli chcesz mi powiedzieć, że to był twój pierwszy raz? - wykrztusiłem, zdławionym głosem, czując jak uchodzi ze mnie cały gniew i strach, ponieważ w tamtym momencie naprawdę nic innego nie miało znaczenia.
-Może nie chcę, ale to właśnie mówię - odparł szczerze, patrząc na mnie tymi szmaragdowymi, smutnymi nawet bardziej niż w dniu, w którym się poznaliśmy tęczówkami. Czyli to była prawda. Chłopiec naprawdę uważał, że sypianie ze sobą to sposób na okazywanie uczuć, wcale nie będąc przy tym hipokrytą. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie jak bardzo brunet musiał mnie kochać, by z własnej inicjatywy oddać mi swoje dziewictwo... A ja potraktowałem go tak... Jezu, nawet najgorszy egoista na całym świecie, którym czasami naprawdę bywałem, poczułby wyrzuty sumienia.
-Przepraszam... - tchnąłem, przecierając twarz dłońmi.
-Za to, że odebrałeś mi cnotę? Może jeszcze dodaj, że to się więcej nie powtórzy - warknął, a ja poczułem się jak skończony dupek, zdając sobie sprawę z tego, iż to ja doprowadziłem bruneta do takiego stanu. Jeszcze nigdy nie zwrócił się do mnie w tak protekcjonalny sposób.
-Nie, za to jak się zachowałem - odparłem szczerze, przyciągając go do mocnego uścisku i mimo, iż Harry sprawiał wrażenie dotkliwie zranionego i rozgniewanego, odwzajemnił gest, jakoby prosząc, bym nigdy go nie puszczał.
-Co masz na myśli? - spytał nieco zmieszany, drżąc w moich ramionach, po tym jak pozwoliłem sobie na złożenie czułego pocałunku na jego skroni.
-To, że powinienem był od razu ucieszyć się z tego, że nazwałeś mnie swoim chłopakiem i wtedy uniknęlibyśmy tej niezbyt miłej rozmowy - szepnąłem łącząc nasze wargi w słodkim pocałunku, którego chłopiec nie potrafił zignorować.
-Czyli jesteś moim chłopakiem czy nie? Trochę się już pogubiłem - sapnął, wyglądając przy tym tak cholernie uroczo, że naprawdę trudno było mi kontrolować samego siebie.
-Jeśli tylko chcesz - odparłem, ujmując w dłonie jego rumiane policzki, w których niespodziewanie pojawiła się para rozkosznych dołeczków, niosących ze sobą szczery uśmiech. Dokładnie taki, jaki pragnąłem zobaczyć.
-Oczywiście, że chcę. Czy to znaczy, że mnie kochasz? - spytał prosto z mostu, a mnie ni stąd ni zowąd opuściła cała pewność siebie.
-Harry, to nie jest takie proste. Znamy się bardzo krótko, a ja wiele przeszedłem przed wyjazdem... Naprawdę trudno jest mi o tym wszystkim mówić, ale to, że nigdy tego nie powiedziałem nie znaczy, że tak nie jest... Czyny są ważniejsze niż słowa - odparłem, przecierając jego policzki kciukami, z cichą nadzieją, iż na ten moment tyle wystarczy.
-Dlatego się ze mną kochałeś? Żeby mi to pokazać? - doszedł do prostego wniosku, nie przestając się uśmiechać, na co ja odetchnąłem z ulgą.
-Właściwie to kochałem się z tobą, ponieważ niesamowicie podobasz mi się w tych spodenkach, ale uwierz, że nieważne jak bardzo bym się przed tym bronił, znaczyło to dla mnie równie wiele co dla ciebie - wyznałem zgodnie z prawdą, przypieczętowując swoje słowa pocałunkiem, który zielonooki z entuzjazmem odwzajemnił.
-Czyli miałem rację - zachichotał, przygryzając dolną wargę.
-O dziwo czasami ją masz - szepnąłem z ciepłym uśmiechem na ustach.
                   I w taki oto sposób podjąłem się nie lada wyzwania. Wiedziałem, że kochać Harrego nie będzie łatwo, jednak z niektórymi rzeczami po prostu nie sposób walczyć.

✗ ✗ ✗

Dawno nie pisałam tu żadnej notki, więc jeśli w ogóle kogoś to interesuje to powiem tylko, że zostały jeszcze cztery rozdziały i epilog do końca.

15 komentarzy:

  1. Jeju najlepszy <3 !

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie Lou zacznie się naprawde stara!!Zayn jest tak zjarany że ja czytając ten opis śmiałam się bo tak fajnie to ujęłaś szkoda że tak mało do końca zostało bo się bardzo do tego przywiązałam.I mam pytanie czy po zakończeniu tego opowiadania planujesz następne opowiadanie??Bo idzie ci to świetnie.Warto jest czekać na takie dzieło.Ściskam mocno i pozdrawiam @Biskarolinka

    OdpowiedzUsuń
  3. omg rozdzial cudowny!
    jejku nie wierze ze to ff sie juz prawie konczy :(
    @reveurniall

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak 4 rozdziały i koniec?! Czy Ty sobie ze mnie żartujesz?! Kocham to ff i nie wyobrażam sobie życia bez niego... a co do rozdziału to cudowny i mam nadzieje że Louisowi znowu coś nie odwali i nie zrani Hazzy

    OdpowiedzUsuń
  5. o nie! Cztery rozdzialy?! :'( ale jak to?

    Jeju ten rozdzial .... Aww jednak Louis przyznal sie,ze kocha Harryego. Dzieki bogu! Mozecie wierzyc lub nie, ale placze.

    OdpowiedzUsuń
  6. PIEPRZYĆ DYSTANS!
    Louis wreszcie spiął seksowny tyłek i przestał się aż tak opierać, cieszę się niemiłosiernie!
    Haz... z rozdziału na rozdział kocham go coraz bardziej. Ten dzieciak ma talent do rozkochiwania w sobie ludzi.
    Wiedziałam ze hipis-Zayn będzie zajebisty, miałam rację! Bo kto inny przywitałby przyjaciela używając sformuowania 'niebieska krowa '?
    Napisałabym więcej ale praca domowa wzywa...
    Rozdział cudowny i czekam na następny rozpaczając że niedługo koniec x
    @PolishCurls

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako osoba mocno uzależniona od twojej twórczości, która nienawidzi pisać komentarzy i przeważnie nie ma na to czasu, muszę zapytać o bardzo ważną rzecz: wyjdziesz za mnie? Serio, kocham ciebie i to co piszesz.
    Niech Bóg błogosławi Lou, który wreszcie coś zrozumiał, chwała mu za to. Tak strasznie mega bardzo jaram się tym że są parą! A Zayn jest zajebisty. Po prostu rozjebał mnie emocjonalnie, czy jego też mogę poślubić?
    Jestem pod wrażeniem tego jak tworzysz wątki, tak że nigdy mi się nie nudzi, nie domyślam się niczego (chociaż to można zwalić na mój zaniżony poziom IQ) i ogólnie wszystko tworzy mega zajebistą historię.

    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział i biegnę budować dla ciebie ołtarzyk w moim pokoju. Wiernie oddana i zakochana Junio, znana również jako @shhmata. ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju ten "zdrowy rozum" Lou podpowiadający mu że za krótko zna Harrego jet okropny. Czasem jego egoizm sięga zenitu,ale w końcu uległ uczuciom,omg!Tak się cieszę z ich powodu. No i hipis-artysta Zayn to njlepszy Zayn,serio. To dopiero chyba drugi fanfikowy Zayn który mi się tak bardzo podoba asdffjkll wyobrażam go.sb omg. Mam nadzieję że będzie już tylko dobrze,bo ogólnie te ff wykancza mnie CZASEM psychicznie i to głównie przez Louu xd jezu tak zżyłam się z tym opowiadaniem,a tu 4 rozdziały +epilog do końca
    Omg ;-; czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Louis ogarnął dupe! Louis ogarnął dupe! Nareszcie! Ale super po prostu rozświetliłaś mi wieczór :DCudowny rozdział szkoda ze do konca jeszcze tylko 4 rozdzialy~HungryKilljoys

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha. Uwielbiam zjaranego Zayna i to, że czternastoletni dwumetrowy Harry morduje go wzrokiem. A co do notki z jednej strony nie mogę się doczekać tych magicznych słów ze strony Louisa a z drugiej chciałabym by historia się nigdy nie kończyła tak 27 Days.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak to tylko 4??? Ja chcę więcej!!
    Kocham Zayna!! Jest jeszcze lepszy niż Niall! O ile to możliwe ^^ I teraz ogromne awww!! Louis pomimo, że jest ciotą i najpierw wszystko zepsuł i Harry są parą!!!! Nie mogę. Po prostu skaczę z radości!!! Jesteś boska! Kocham. Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  12. Znowu mam zaległości w komentowaniu... przepraszam! więc po pierwsze caly czas nie mogę uwierzyć, że Haz i Lou to zrobili... i to w pociągu jezu crazy mofos z nich xD jeej nareszcie jest Zayn! Uwielbiam takiego zjaranego Zayna hipisa znowu nie mogłam się przestać śmiać, kiedy opisywałaś jego wygląd i potem ta konwersacja Malika i Hazzy o kolorach ahaha szkoda, że go nie zdążył zapytać jaki jest jego ulubiony pokemon xd musiał Louis mu przerwać... właśnie na Louisa jestem po raz 5521674 zła :/ czemu on w każdym rozdziale musi doprowadzać Harrego do płaczu albo sprawiać, że jest smutny... nie komentuje już zachowania tego idioty bo dosłownie humor zmienia mu się częściej niż kobietom w ciąży xd końcówka słodka, mam nadzieje że Louis ( tym razem używam jego pełnego imienia, co oznacza że serio się na niego wkurzyłam) nie zrani już więcej Harrego i tak jak powiedział, naprawdę będzie go kochać. 4 rozdziały do końca??? Chyba wyleje morze łez jeśli to opowiadanie dobignie końca, naprawdę nie wiesz ile dla mnie znaczą twoje opowiadania, trudno będzie mi się pożegnać z tym słodkim Harrym, wkurzającym ale równie sodkim Louisem, więśniakiem- rolnikiem Niallem, hipisem Zaynem... ok koniec, będzie jeszcze czas na pożegnania i łzy :') czekam na kolejny rozdział.
    ~ @mymuffinmalik Xx

    OdpowiedzUsuń
  13. To było przeslodkie:3 Już myślałam ze Louis znowu coś spieprzy ale na szczęście się ogarnął.Szkoda ze zostały już tylko 4 rozdziały ale jak mówią wszystko co dobre szybko się kończy .

    OdpowiedzUsuń
  14. Omg omg omg bzoahjwpsurofheodbzoad wreszcie! Wreszcie! Wreszcie! No i o to mi chodziło już jakoś od 10 rozdziałów! Boże no jak świetnie! Jsoshdjd co prawda Louis to idiota, że podjął się tego dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale :D a Zayn jest po prostu zajebisty Hahaha ta wypowiedź o kolorach może mi się nawet przydać w życiu xd ale to i tak Harry wygrał rozdział "może dodaj, że to się nigdy nie powtórzy", Boże myślałam, że jebnę Hahaha
    Kocham Cię tak bardzo <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezus Lou jest czasami takim idiota, ze to wrecz niemozliwe naprawdę!!!
    Ale w koncu przejrzal na oczy, strasznie sie ciesze ❤

    OdpowiedzUsuń