czwartek, 2 października 2014

Rozdział XXVII

                   Nie mogąc poradzić nic na szeroki uśmiech zdobiący jego wargi oraz iskierki w pełnych entuzjazmu oczach, chłopiec chwycił moją dłoń, splatając ze sobą nasze palce. Westchnąwszy z rozczuleniem, ucałowałem słodko czubek jego głowy, by zostać nagrodzonym rozkosznym chichotem. Trzymając dłoń bruneta w szczelnym uścisku, wyprowadziłem go z pokoju, delikatnie zamykając za nami drzwi. Jak się okazało, Zayn w dalszym ciągu stał dokładnie w tym samym miejscu, lecz z tą różnicą, iż między jego wargami tkwił nowy, dopiero co podpalony joint. Wywracając oczyma, podszedłem do chłopaka, wyrywając mu narkotyk, by w akompaniamencie jego jęków i protestów, wgnieść go w drewniane panele podłogowe. Nie będąc na tyle trzeźwym, by posłać mi odpowiednio groźne spojrzenie, mulat jedynie westchnął głośno, klaszcząc w dłonie, by po chwili przycisnąć je do ściany. Malując na niej abstrakcyjne wzory palcami, mruczał pod nosem obelgi skierowane w moją stronę.
-Zayn, co ty wyprawiasz? - spytałem w końcu.
-Przeklinam cię za zmarnowanie mojego jointa, nie widać? - odparł słabym głosem, podczas gdy jego wzrok zdawał się być nazbyt rozbiegany, by zdołał skupić go na mojej osobie.
-Stary, na dziś naprawdę już ci wystarczy - westchnąłem, klepiąc go po ramieniu pokrzepiająco.
-Ale co masz na myśli mówiąc "dziś"? W przestrzeni międzyplanetarnej istnieje wiele obiektów kosmicznych, na których dzień trwać może siedem minut lub siedem tysięcy lat, nie możesz pozostawać aż tak nieprecyzyjnym. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego do jak wielu nieporozumień to doprowadza - pouczył mnie.
-Jesteś niemożliwy. Jakie nieporozumienia masz na myśli? - westchnąłem, kręcąc głową zrezygnowany.
-Takie jak te, gdy powiedziałem, że wyjeżdżam z przyjaciółmi na weekend, po czym wróciłem do domu po dwóch tygodniach tłumacząc rodzicom, że miałem na myśli marsjański weekend, a mój ojciec nie uznał YOLO jako dobrego argumentu podczas kłótni - wyjaśnił, za co nagrodzony został parsknięciem śmiechu z mojej strony.
-Jesteś idiotą - rzuciłem, kręcąc głową z niedowierzaniem. - W każdym razie, nie da się teraz z tobą rozmawiać, więc ja wezmę Harrego na spacer, a ty w tym czasie zdrzemnij się i błagam, wytrzeźwiej - poprosiłem, przejeżdżając kciukiem po kostkach dłoni zielonookiego.
-Niech i tak będzie - zgodził się mulat, nieprzytomnie kiwając głową. - Ale zanim pójdę spać, muszę spytać co takiego Louis zrobił ci w mojej sypialni, że uśmiech wręcz nie schodzi ci z twarzy. Muszę tam posprzątać, prawda bracie? - zwrócił się do Loczka, nieco zdegustowany.
-Zayn! - warknąłem, ściągając brwi.
-Louis powiedział, że jest moim chłopakiem! - odezwał się niespodziewanie Harry, posyłając chłopakowi promienny uśmiech.
-Poszliście do sypialni... żeby gadać?... o związku? - spojrzał na mnie nieco mętnie. - Ew - jęknął, udając, że przechodzą go dreszcze. – Monogamia to zaprzeczenie naszej zwierzęcej natury, mogliście inaczej spożytkować tę abstrakcję znaną potocznie pod pojęciem chwili. Ale jeśli moje łóżko nie jest nią skażone to chyba faktycznie się położę - wymruczał pod nosem bardziej do siebie, niżeli do nas, mijając mnie i Harrego w przejściu.
-Tak szybciej zleci ci czas - zapewniłem.
-Czas nie leci, bracie, czas płynie - poprawił mnie ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy, wykonując przy tym falisty ruch dłońmi.
-Harry, wychodzimy - oświadczyłem, nie mogąc dłużej znieść widoku kompromitującego się przed nami Zayna.
                   W dalszym ciągu trzymając mocno dłoń Harrego, wyprowadziłem go do wyjścia, którego próg przekroczyliśmy zaciągając się świeżym, nadmorskim powietrzem. Powietrzem, w którym unosił się zapach niczego innego jak soli i czystej definicji wakacji, które zbliżały się wielkimi krokami. W tamtym momencie jednak w mieście nie roiło się jeszcze od wczasowiczów zapełniających każdy możliwy pensjonat w promieniu kilku mil. Rozkoszując się piękną pogodą i bezchmurnym niebem, wraz z brunetem i towarzyszącą nam błogą ciszą przemierzaliśmy wszelkie aleje spacerowe.
-Jejku, Lou, jesteś moim chłopakiem - czknął niespodziewanie chłopiec, po czym spanikowany zasłonił buzię wolną dłonią, jakoby miało to sprawić, iż wypowiedziane przez niego słowa wrócą z powrotem do jego ust.
-Nie wiem czy kiedykolwiek ci to mówiłem, ale cały czas o tym myślę, więc... jesteś tak cholernie uroczy - westchnąłem rozczulony, przyglądając mu się rozmarzonym wzrokiem, spod lekko przymkniętych powiek.
-Ale to dobrze, czy źle? - zmartwił się, przygryzając dolną wargę.
-Oczywiście, że dobrze, cudownie, wręcz wspaniale, tak bardzo to w tobie uwielbiam - w końcu mogłem wyrzucić z siebie to co leżało mi na sercu przez niemalże miesiąc. Harry był moim chłopakiem, mogłem, a nawet powinienem był mówić mu takie rzeczy. Jezu, Harry był moim chłopakiem i zdawało się to być tak... odpowiednie, tak... na miejscu. Zupełnie jakoby właśnie tak miało być od samego początku. Odkąd się poznaliśmy jeszcze ani razu nie czułem się aż tak... swobodnie, beztrosko, jak gdyby ktoś zdjął cały ciężar oraz wszelkie zmartwienia z moich barków. Kiedy to wszystko stało się tak proste?
-Lou, czy to dobra pora na buziaka, proszę? - tchnął słabo, patrząc na mnie lśniącymi oczyma. Nie mogąc odmówić mu tej chwili przyjemności, pochyliłem się nad nim, łącząc nasze wargi w krótkim, jednak niezwykle czułym pocałunku.
-Zawsze jest dobra pora na buziaka - szepnąłem, posyłając mu ciepły uśmiech, który ten odwzajemnił z parą uroczych dołeczków w nieco zarumienionych policzkach.
-Lubię, gdy jesteś moim chłopakiem. Jesteś taki miły i patrzysz na mnie tak... nawet nie ładnie... tak ślicznie - wyznał, czerwieniąc się jeszcze bardziej.
-Zasłużyłeś na to, słoneczko - odparłem, a chłopiec niemalże zapłakał, słysząc jak go nazwałem. Widząc łzy szczęścia cisnące się do jego oczu, przyciągnąłem go do mocnego uścisku, delikatnie gładząc go po plecach w kojącym geście. Trzymając go w ramionach czułem miarowe bicie jego serca tuż na wprost mojej klatki piersiowej. Nie potrafiłem nawet opisać tego jak czułem się ze świadomością, iż choć jeden, jedyny raz wywołane przeze mnie łzy chłopca, były łzami szczęścia.
-Lou, gdzie idziemy? - spytał po chwili nieco drżącym głosem.
-To niespodzianka - szepnąłem, całując jego skroń, na co chłopiec zamruczał rozkosznie. Jego nastrój jednak zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni w momencie, gdy chwyciłem jego zwiędły już wianek, z zamiarem zdjęcia mu go z głowy.
-Co ty wyprawiasz? - spojrzał na mnie wielkimi oczyma.
-Daj spokój, zrobimy nowy - westchnąłem, lecz chłopiec nie dawał za wygraną.
-Ale ten jest wyjątkowy - posłał mi bardzo wymowne spojrzenie, starając się nie rumienić (oczywiście bezskutecznie).
-W porządku - wywróciłem oczyma.
-Albo zróbmy nowy... i zepsujmy go... w ten sam sposób co ten - tchnął nieco zachrypniętym głosem, podczas gdy ja wpatrywałem się w niego oniemiały. Czy on właśnie powiedział to co zdawało mi się, że powiedział?
-Harry?! - zawołałem zszokowany, na co ten jedynie zarumienił się, nie mogąc powstrzymać niewinnego uśmiechu cisnącego mu się na usta. - Mówimy o twojej koronie, księciu chyba nie przystoją takie rzeczy - zaśmiałem się, jeszcze bardziej go zawstydzając. - Udam, że tego nie słyszałem - zachichotałem, ponownie ujmując jego dłoń.
                   W ciągu następnych kilku minut chłopiec nie ośmielił się ponownie odezwać. Cały czas szedł z nisko spuszczoną głową, starając się ukryć szkarłatny rumieniec pokrywający jego policzki. Widząc z daleka cel naszej małej podróży, zatrzymałem się w miejscu, przyciągając bruneta bliżej siebie tak, by stanął na wprost mnie.
-Gotowy na niespodziankę? - odpowiedziałem na nieme pytanie zielonookiego, które szybko przekształciło się w entuzjastyczne kiwanie głową. - Zamknij oczy - poleciłem, po czym każąc mu nie podglądać, ruszyłem z miejsca.
-Pamiętasz co powiedziałeś mi pierwszego dnia, gdy się spotkaliśmy? - szepnąłem do jego ucha, w dalszym ciągu prowadząc go do przodu.
-Że sam ozdobiłem mój atlas? - spytał nieco zmieszany.
-Owszem - zachichotałem. - Ale powiedziałeś również, że zazdrościsz mi, że wyjeżdżam, bo ty mimo, że bardzo chciałeś, nigdy nie byłeś nad morzem - dodałem, całując czule jego prawe ramię.
-Lou, czy my...? - zaczął, lecz przerwałem mu wpół zdania.
-Otwórz oczy - szepnąłem, zdejmując dłonie z jego bioder.
                   I to był moment, w którym chłopiec niezwykle ostrożnie uchylił swoje opuszczone dotąd powieki. Widząc jego wielkie, lśniące oczy oraz wypełniający je entuzjazm doszedłem do wniosku, iż to, że ten dzieciak nigdy nie widział prawdziwej plaży, nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Niespodziewanie, z głośnym piskiem na ustach, chłopiec rzucił się biegiem w kierunku wody, przewracając się przy każdej większej zaspie piasku. Gdzieś po drodze udało u się zrzucić koszulkę oraz spodenki, co było dość imponujące zważywszy na to, iż były to ogrodniczki. W pewnym momencie przyszedł czas również i na wianek, który jeszcze przed chwilą wyjątkowy, ni stąd ni zowąd począł mu zawadzać. W końcu jednak zielonooki zakończył swoją paradę pisku i nagości, robiąc fikołek przy samym brzegu, by w jego końcowej fazie wpaść do wody z głośnych pluskiem. Obserwując poczynania bruneta, śmiałem się wniebogłosy, w czym ten zawtórował mi, wynurzając się spod tafli wody, przemoczony do suchej nitki. Zmierzałem w jego stronę z ciepłym uśmiechem na ustach, w momencie gdy ten wyskoczył na brzeg, potrząsając swoimi lokami niczym mokry pies. Niespodziewanie ruszył biegiem w moją stronę, rozkładając ramiona do uścisku. Nim się obejrzałem, chłopiec wskoczył na mnie oplatając mnie rękoma wokół szyi oraz nogami wokół bioder, tym samym wywołując nasz nieuchronny upadek. Trzymając się nawzajem w ramionach, przetoczyliśmy się po piasku, śmiejąc się przy tym dźwięcznie. W momencie, gdy Harry złączył nasze wargi w niezwykle namiętnym pocałunku, niemalże na siłę starając się pogłębiać go coraz to bardziej, przestał przeszkadzać mi fakt, iż leżąc na mnie, brunet zupełnie przemoczył moje ubrania. Niespodziewanie Harry oderwał się ode mnie, rozglądając się gorączkowo we wszystkich kierunkach. Dochodząc do wniosku, iż w tej części plaży, poza nami nie ma żywej duszy, przycisnął swoje wargi do skóry mojej szyi, składając na niej mokre pocałunki. Przez cały ten czas chłopiec podskakiwał na moim podołku, ocierając się o mnie kusząco, lecz nie byłem w stanie stwierdzić czy robił to celowo, czy też zwyczajnie w dalszym ciągu przemawiały przez niego energia i ekscytacja. W momencie, gdy składanie pocałunków stało się dla niego nazbyt pracochłonne i wymagające koncentracji, brunet począł lizać skórę mojej szyi i ramion z cichą nadzieją, iż nie zauważę różnicy. Wszystko to działo się tak szybko. Nie zarejestrowałem nawet chwili, w której dłonie chłopca znalazły się na rozporku moich spodni, rozpinając go jednym, sprawnym ruchem. Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, brunet ściągnął moje spodnie do poziomu kolan, przenosząc się ze swoimi niechlujnymi pocałunkami na obszar tuż nad linią moich bokserek.
-Harry, co ty wyprawiasz? - udało mi się wysapać, ujmując zarumienioną twarz chłopca w moje drżące dłonie.
-Spokojnie, Lou. Wiem co robię. Naprawdę miałem w pokoju telewizor - odparł podekscytowany, zdejmując moje dłonie ze swoich policzków, by pocałować mnie tam gdzie zdecydowanie nie powinien był, przez materiał moich bokserek.
-Harry, przestań, nie jesteśmy tacy, pamiętasz? Robimy to, bo się kochamy - wykrztusiłem, zdławionym głosem, starając się odciągnąć od siebie chłopca, lecz ten pozostawał nieugięty.
-Ale ja teraz kocham cię bardzo mocno, proszę pozwól mi pokazać - jęknął błagalnie, patrząc na mnie tymi szmaragdowymi, lśniącymi oczyma i... i kim ja byłem, by mu odmówić?
-W porządku - szepnąłem, lecz chłopiec nie uraczył mnie odpowiedzią, albowiem jego usta były, jakby to powiedzieć - zajęte.
                   Nie mając siły, by dalej się z nim spierać, dałem za wygraną, lecz prawda była taka, iż zwycięzcami byliśmy oboje. Mówiąc, iż wie co robi, chłopiec ostatecznie nie kłamał, lecz nie był też w stu procentach szczery. Mimo wszystko do dziś nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, które oddałyby to jak wspaniale się wtedy czułem. Przyjemność, którą powodował przede wszystkim fakt, iż był to właśnie Harry dosłownie rozsadzała mnie od środka. Pozwalając mi wpleść dłoń w swoje włosy, jednym spojrzeniem brunet wręcz wymusił na mnie utrzymanie z nim kontaktu wzrokowego. Ja jednak nie miałem nic przeciwko przyglądaniu się jego szklącym się oczom, nozdrzom rozszerzającym przy każdym głębszym wdechu i jego ustom... Matko Boska, jego usta. Jego pełne, wiśniowe usta. To nie powinno było być dozwolone. Za dnia wyglądać jak anioł, natomiast w sytuacjach takich jak ta, niczym ucieleśnienie rozpusty. Jakoby czytając w moich myślach, chłopiec jęknął przeciągle, tym samym pomagając mi uświadomić sobie, iż to nie mogło trwać długo. Gdy było już po wszystkim, Harry równie zmysłowo, co nieświadomie oblizał wargi, następnie wycierając je nadgarstkiem.
-Harry... - jęknąłem, nie mogąc pozbyć się sprzed oczu obrazu bruneta robiącego... mój Boże, nie.
-Louis - wychrypiał moje imię w odpowiedzi, jakoby nie łapiąc aluzji.
-Um... chcesz, żebym... to znaczy... czy mam...? - wzdychałem nieskładnie, w dalszym ciągu nie mogąc dojść do siebie, chwytając na gumkę jego bokserek.
-Nie, chyba nie trzeba - odparł spoglądając w dół, by następnie zarumienić się wręcz krwistą czerwienią.
-Czy ty...? - zacząłem, lecz brunet uprzedził moje pytanie, odpowiadając na nie.
-Mhmm... - zamruczał, skinąwszy głową.
-Nawet cię nie dotknąłem... - zwróciłem mu uwagę, nieco zmieszany.
-Ale patrzyłeś tak ładnie... - szepnął, ostrożnie zbliżając swoją dłoń do mojej, którą by go nie niepokoić ująłem splatając ze sobą nasze palce. - Kocham cię - wyznał po chwili, spoglądając prosto w moje oczy.
-Właśnie dałeś mi to do zrozumienia niezwykle dobitnie - zaśmiałem się, w czym chłopiec zawtórował mi z lekkim różem wkradającym się na jego policzki.
-Czy mogę dostać buziaka? - poprosił, posyłając mi rozkoszny uśmiech, by po chwili począć pochylać się w moją stronę.
-Żartujesz sobie? Nie całuj mnie teraz - zaśmiałem się, odpychając go od siebie.
-Ale Lou! - zawołał chłopiec urażony.
                   Odpowiadając mu jedynie zduszonym chichotem, wciągnąłem z powrotem swoje bokserki, w zamian pozbywając się spodni i koszulki. Następnie łapiąc Harrego w talii oraz pod kolanami, uniosłem go, kierując się w stronę wody. Zaskoczony chłopiec ułożył głowę na moim ramieniu, wzdychając cicho z zagłębienie mojej szyi. Całując go czule w skroń oraz policzek, począłem zanurzać się w wodzie, do której w końcu wrzuciłem go z głośnym pluskiem. Nie pozostając mi dłużnym, pociągnął mnie za sobą, powodując mój upadek. Patrząc na mnie przez taflę morskiej wody, brunet zbliżył się do mnie, (mimo, iż prosiłem go, by tego nie robił) łącząc nasze wargi w słodkim pocałunku. Wynurzywszy się na powierzchnię, obydwoje poczęliśmy niekontrolowanie kaszleć, dochodząc do wniosku, iż całowanie się pod wodą nie jest wcale tak zabawne jak mogłoby się wydawać. Następnie zanosząc się śmiechem, wpadliśmy w swoje ramiona, tylko po to, by jak najlepiej czuć swoją obecność.
-Lou, co się stało? - zaśmiał się uroczo, gdy niespodziewanie począłem ciągnąć go na brzeg.
-Będziemy budować zamek z pisaku - odparłem pełen entuzjazmu.
-Naprawdę?! - zawołał uradowany, nie mogąc poradzić nic na szeroki uśmiech zdobiący jego twarz.
-Każdy książę potrzebuje swojego zamku, czyż nie? - rzuciłem, puszczając mu oczko, na co ten pisnął podekscytowany, poczynając biec jeszcze szybciej ode mnie.
                   I tak oto nim się zorientowaliśmy upłynął nam dzień wypełniony piaskiem, śmiechem i czułymi pocałunkami. Harry naprawdę wczuł się w budowę swojego królestwa, a ja z ręką na sercu przysiąc mogłem, iż nie widziałem jeszcze, by ktokolwiek był tak szczęśliwy jak on w tamtej chwili. Gdy piaskowy zamek starannie ozdobiony kolorowymi muszelkami został ukończony, zalegliśmy na ziemi, wygrzewając się w popołudniowym słońcu, które zaszło szybciej niżeli byśmy się tego spodziewali. Wątpiąc, by udało nam się to po zmroku, poczęliśmy szukać naszych ubrań porozrzucanych po całej plaży. Mimo wszystko Harry i tak nie chciał ich założyć, błagając mnie, byśmy zamieszkali w jego piaskowym zamku. Śmiejąc się pod nosem w końcu udało mi się przekonać go do powrotu do mieszkania Zayna, obiecując, iż po drodze wstąpimy do kwiaciarni, gdzie za drobne z moich kieszeni (o ile w ogóle jeszcze tam były) kupimy materiały na jego nową koronę. Niechętnie, ale jednak, chłopiec pozwolił mi się ubrać, po czym podziękował mi słodkim buziakiem, w momencie, gdy ja układałem na jego ramieniu jedną z jeansowych szelek. Następnie nieco się ociągając, począł oddalać się od plaży, trzymając moją dłoń w szczelnym uścisku. Tak jak obiecałem, zatrzymaliśmy się w pierwszej otwartej kwiaciarni, by kupić bukiet, który po upływie niespełna dwudziestu minut przekształcił się w wianek zdobiący burzę loków bruneta.
                   Gdy dotarliśmy do magazynu Zayna, zadbałem o to, by wszystkie zamki pozostały zamknięte, zanim udaliśmy się do kuchni, w której niestety nie udało się nam znaleźć nic do jedzenia.
-Weź prysznic, słoneczko, a ja obudzę Zayna i może coś zamówimy - poleciłem Harremu, na co ten skinął głową z ciepłym uśmiechem, po czym opuścił pokój, udając się na poszukiwania łazienki. Ja natomiast wszedłem po cichu do sypialni mulata, gdzie tak jak podejrzewałem, spał on smacznie otulony ciepłą kołdrą.
-Zayn? - odezwałem się, potrząsając jego ramieniem.
-Hmm? - jęknął sennie, nie kłopocząc się otwieraniem oczu.
-Wstawaj, zamówimy coś do jedzenia - powiedziałem, poklepując go po plecach, tym samym dając mu znać, by się pospieszył.
-Okej - ziewnął, wyplątując się z pościeli, po czym razem udaliśmy się do największego pomieszczenia pełniącego rolę salonu. - Śmierdzisz solą, piaskiem i seksem - zwrócił mi uwagę, siadając na kanapie zaraz po tym jak chwycił słuchawkę telefonu stacjonarnego znajdującego się na półce tuż obok niej.
-Byliśmy z Harrym na plaży - westchnąłem zmęczony, ignorując ostatnią uwagę, jednocześnie zajmując miejsce na przeciwnym końcu sofy.
-Nie to, żebym miał coś przeciwko, ale... kim w ogóle jest ten cały Harry? - spytał zaintrygowany, odkładając słuchawkę zaraz po złożeniu zamówienia w pizzerii.
-Moim chłopakiem, mówił ci dziś rano - odparłem, a na moje wargi mimowolnie wkradł się cień uśmiechu.
-No tak, ale to takie dziwne... Jeszcze miesiąc temu wypłakiwałeś oczy za Olivią, a teraz przyjeżdżasz do mnie z jakimś dzieciakiem, twierdząc, że to twój nowy chłopak. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko, ale to do ciebie niepodobne. A poza tym... nie boisz się, że historia zatoczy koło? - spytał, choć raz w życiu będąc poważnym.
-Może powinienem, ale... nie, nie tego się boję. Nie ma mowy, żeby on mnie zranił Zayn, naprawdę. Nie miał w domu lekko i choć wydaje się być nieco skomplikowany, jedynym czego potrzebuje i ode mnie wymaga jest to, żebym go kochał. Tylko tyle wystarczy mu do szczęścia, a ja naprawdę chcę mu to dać. Czuję się za niego taki odpowiedzialny, poza mną nie ma nikogo, ale to miłe uczucie być dla kogoś wszystkim, wiesz? Tym bardziej, że zraniłem go już tyle razy, a on nadal jest we mnie ślepo zapatrzony. Jeśli on nie odpuszcza, ja też nie zamierzam - powiedziałem, czując, iż słowa te pochodzą prosto z mojego serca.
-Nigdy nie mówiłeś o Olivii w ten sposób... - odparł Zayn, posyłając mi rozczulony uśmiech.
-To nie to samo. Przez dwa lata nie udało mi się poczuć do niej tego, co Harry wywołuje we mnie jednym spojrzeniem. Kompletnie inny rodzaj uczucia - wyjaśniłem zupełnie szczerze.
-Jak długo się znacie? - zagaił mulat.
-Cóż, nieco ponad trzy tygodnie - wzruszyłem ramionami, czując jak moje policzki pokrywają się rumieńcem.
-Żartujesz? - chłopak zachłysnął się słowami. - A jak się poznaliście?
-Po drodze zatrzymałem się w Homles Chapel, żeby spytać go o drogę i wtedy zaczął mnie prosić, żebym zabrał go ze sobą do Paryża, a gdy się nie zgodziłem, zakradł się do samochodu Stana. Zanim zdążyłem zauważyć, że tam jest, było już zbyt późno, by zawracać i... tak jakoś wyszło... - opowiedziałem w skrócie.
-Wow Louis, nie wiedziałem, że traktujesz moje YOLO aż tak poważnie - zaśmiał się brunet. - Ale to dobrze, cieszę się twoim szczęściem - dodał, układając dłoń na moim ramieniu, na co ja skinąłem głową z wdzięcznością.
                   -Louis! - niespodziewanie dobiegło nas głośne nawoływanie zielonookiego.
-Twój chłopak chyba cię potrzebuje - rzucił Zayn, sugestywnie poruszając brwiami.
-Oh, spadaj - wycedziłem, podnosząc się z kanapy.
-Louis! - zawołał ponownie Harry, lecz tym razem znacznie głośniej.
-Już idę! - odkrzyknąłem, niemalże przebijając bębenki Zayna, za co ten wymierzył mi mocne uderzenie w ramię, na które ja zareagowałem jedynie wytknięciem języka, po czym wyszedłem z salonu. Przemierzając hol, w końcu dotarłem do drzwi łazienki, pukając w nie lekko.
-Harry? Wszystko w porządku? - spytałem, brzmiąc przy tym nazbyt beztrosko.
-Nie - odparł brunet, drżącym głosem, tym samym sprowadzając mnie na ziemię.
-Coś się stało? Mogę wejść? - dopytywałem, tym razem zmartwiony.
-Lou - szepnął ledwie słyszalnie, uchylając drzwi. Uznawszy to za zaproszenie, przekroczyłem próg łazienki, po cichu zamykając jej wrota. Przywitał mnie widok chłopca w samych bokserkach, który ze spuszczoną głową uparcie wpatrywał się w swoje uda. Zaparowane lustro oraz woda kapiąca z jego kasztanowych loków świadczyły o tym, iż zielonooki właśnie wyszedł spod prysznica. Mimo, iż jeszcze niedawno brunet nie byłby skory tak łatwo wpuścić mnie do środka, a ja czułbym się skrępowany widokiem jego nagiej skóry, w tamtym momencie nie grało to dla nas większej roli. Nie oszukujmy się, nie było to nic, czego wcześniej bym nie widział.
-Co się stało, słoneczko? - szepnąłem, ujmując jego twarz w dłonie, albowiem zdawałem sobie sprawę z tego jak chłopiec uwielbiał owe zdrobnienie.
-Mówiłeś, że nigdy mnie nie okłamujesz... - wykrztusił, ledwo powstrzymując napływające do jego oczu łzy.
-Bo nie okłamuję - odparłem niemile zaskoczony jego oskarżeniami.
-Kłamałeś wczoraj - zarzucił mi, roniąc jedną łzę.
-Nie mam pojęcia co masz na myśli, ale jestem w stu procentach pewien, że cię wczoraj nie okłamałem, wczoraj ani nigdy wcześniej - zapewniłem, starając się trzymać emocje na wodzy, co nie było łatwe w tak niespodziewanej i niezrozumiałej dla mnie sytuacji.
-Mówiłeś, że nie mam już siniaków! Ale ja je mam! Patrz, o tutaj! - zawołał rozpaczliwie, wskazując na wewnętrzną stronę swoich ud i wszystko nagle stało się dla mnie wręcz boleśnie jasne. - Całowałeś mnie tutaj, musiałeś go widzieć, więc czemu powiedziałeś, że już ich nie mam? - mówił przez łzy, przejęty nie tyle ideą posiadania siniaków, co świadomością, iż mógłbym kiedykolwiek go okłamać.
-Proszę, przestań płakać i pokaż mi tego siniaka, w porządku? - poprosiłem najbardziej delikatnym tonem głosu, na jaki było mnie stać, na co chłopiec niechętnie rozsunął swoje nogi. Pochylając się, dostrzegłem dokładnie to czego się spodziewałem. Wewnętrzną stronę jego uda zdobił purpurowofioletowy znak, kontrastujący z jego mleczną skórą. - Harry, słoneczko, to nie jest siniak. To ja ci to zrobiłem - zaśmiałem się rozczulony.
-Co? Jak to? Przecież nigdy mnie nie uderzyłeś - spojrzał na mnie pytająco spod wysoko uniesionych brwi.
-Ale jak sam powiedziałeś, całowałem cię tam, to jest malinka, skarbie - wyjaśniłem, ujmując jego twarz w dłonie, by zetrzeć ostatnie łzy z jego bladych policzków.
-Oh - tchnął, zapewne zawstydzony swoim wcześniejszym wybuchem. - Przepraszam - dodał nieco niezręcznie, spuszczając wzrok.
-Nie, to ja przepraszam, obiecuję, że następnym razem będę uważał - szepnąłem, składając słodki pocałunek w kąciku jego ust.
-Mógłbyś? Bo ja nie chcę mieć malinek, Lou. One wyglądają jak siniaki, a ja nie chcę mieć siniaków. Już nigdy więcej - poprosił, niespodziewanie sprawiając wrażenie tak malutkiego i bezbronnego.
-Oczywiście, słoneczko, następnym razem mów od razu, gdy coś nie będzie ci się podobać, wiesz, to co robimy powinno być "miłe" dla nas obu - powiedziałem na co chłopiec skinął głową ze zrozumieniem, by po chwili wtulić się w moją klatkę piersiową.
-Wczoraj i dziś było miło, tylko... tylko nie róbmy malinek, w porządku? - wymruczał w materiał mojej koszulki.
-Dla ciebie wszystko, słoneczko - obiecałem, całując jego skroń.
-Czyli nigdy mnie nie okłamałeś? - spytał, by się upewnić.
-Oczywiście, że nie - odparłem śmiertelnie poważnie.
-I dotrzymujesz wszystkich obietnic? - ciągnął, nerwowo bawiąc się swoimi dłońmi splecionymi tuż za moimi plecami.
-Staram się - szepnąłem, czule całując czubek jego głowy.
-W porządku - westchnął, z jedynie sobie znanego powodu nie brzmiąc przy tym ani trochę wesoło.

10 komentarzy:

  1. O jeju. Świetny rozdział. Czekam, aż Lou wyzna Harremu miłość. Czy po tym będziesz coś jeszcze pisać? Mam nadzieje, że tak bo dzień z twoim opowiadaniem staje si lepszy
    . I wow, jestem pierwsza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję skarbie, ale nie, nie będę już nic więcej pisać x

      Usuń
  2. Harry! Jak mogłeś pomyśleć, że Lou cię okłamał. A to na plaży! ^^ Harry się zachowywał jak dziecko, kiedy zobaczył morze :) i wszystko było tak cholernie urocze <3 Kocham to!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Suuper rozdział taki słodki przepełniony uczuciami uwielbiam cię za to:)Szkoda że nie będziesz po tym pisać bo uwielbiam twoje opowiadania.I co ja teraz będe po tym czytać (rozpacza xD).Pozdrawiam i ściskam mocno @Biskarolinka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku... aw aw aw jak słodko się zrobiło w tym rozdziale :) harry jest tak cudownie, niesamowicie, przeokropnie SŁODKI, że przez cały ten rozdział nie potrafiłam przestać się uśmiechać i chyba zasnę już z takim bananem na twarzy. Louis nareszcie przyznał, co czuje do Hazzy! Harry znowu mnie zaskończył... Z jednej strony nagle zrobił się taki odważny, kiedy byli z Lou na plaży a z drugiej za chwilę bezbronny Harry, który myśli, że malinka to siniak... I jak tu nadążyć za tym człowiekiem?
    Mam do Ciebie jeszcze jedną, malutką prośbę... Proszę pomyśl jeszcze o tym, czy naprawdę kończysz z pisaniem... Wiem, że moje zdanie najprawdopodobniej nic tu nie zmieni i to twój wybór ale chcę, żebyś wiedzuałaże twoje opowiadania naprawdę dużo dla mnie znaczą. Kiedy mam beznadzejny humor albo gorszy dzień i widzę, że dodałaś nowy rozdział, to dosłownie nie mogę przestać się uśmiechać :) Masz ogromny talent i wiele osób tak uważa... proszę, przemyśl to jeszcze! :)
    ~ @mymuffinmalik. XX

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochany rozdział <3 Taki przesycony szczęściem i słodki .Mam nadzieje ze nic tego nie zepsuje .

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsze moje pytanie: jak można nie chcieć mieć malinkę? O.o znaczy ja rozumiem sytuację Harrego i wgl, ale malinki to malinki i to jeszcze robione przez Lou! *-* btw Zayn wygrał rozdział xD nie ma to jak pachnieć seksem Hahaha
    Kocham Cię <3
    //@ShipperMonte

    OdpowiedzUsuń
  7. SĄ RAZEM! SĄ RAZEM! UNO DES KŁATRO! LALALALALA LALALALAAL!
    ale mam zaciesz :D ta końcówka mnie lekko zmartwiła i mam już pewne teorie ale dobra tam,to jeden z moich ulubionych rozdziałów.~`HungryKilljoys

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham ten rozdział omg agsdhfjskaldb ta plaża,Lou,Uroczy Harry, pokazanie miłości Harrego ashshfjdj omg Hazz aniołek-czysta rozpusta omg TAK,TO KOCHAM xd No ale i tak Zayn najbardziej mnie tu zainteresowł ahskdaj chciałabym go takiego zobaczyć *-* "Czas nie leci, bracie, czas płynie."-najlepsze zdanie ever omg skąd ty to bierzesz ahddjdhajl I właśnie wtedy wyobrazłamsb Zayna jak faluje rękoma omg to cudowne,że tak bardzo pobudzasz moją wyobraźnię (nie tylko w tej scence haahahahahaah) I wiesz trochę szkoda że już nie będziesz pisała po tym opowiadaniu ;-; pozdrawiam i czekam na kolejny xx @Larreh3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaki wspanialy rozdzial! Kurcze tylko ta końcówka mnie nie pokoi...cos czuje ze znowu cos sie stanie :(
    I tak strasznie mi przykro, ze nie będziesz juz pisać, masz taki niesamowity talent, ze nawet jakbys opisywala przez 50rozdzialow sama pogode to robilabys to wspaniale, a ja ze wstrzyamnym oddechem blagalabym o wiecej...

    OdpowiedzUsuń